Nie żyje 14-letni chłopiec - jeden z trójki rodzeństwa, porwanego wczoraj przez morskie fale w zachodniopomorskim Darłówku. Wciąż nie odnaleziono ciał dwójki pozostałych dzieci - 11 i 13-latka.

Zdjęcie ilustracyjne /Monika Kamińska /RMF FM

Jak informuje reporterka RMF FM Aneta Łuczkowska, w Prokuraturze Rejonowej w Koszalinie ruszyło prokuratorskie śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci dzieci.

Do tragedii doszło wczoraj. Dzieci wypoczywały na plaży pod opieką mamy, brodziły w morzu po kolana. Kobieta na chwilę poszła do toalety z najmłodszym z dzieci. Gdy wróciła na plażę, nastolatków już nie znalazła. 

Kobieta wezwała pomoc. 14-letniego chłopca udało się wyłowić, bo morze wyrzuciło go w pobliże falochronu portowego. Śmigłowiec LPR zabrał go do szpitala. 

Poszukiwania rodzeństwa były prowadzone z lądu i z wody. Służby sprawdzały, czy morze nie wyrzuciło gdzieś ciał dzieci. Na miejsce przyjechały też zespoły płetwonurków z Białogardu i Szczecinka. Przeszukiwali oni morskie dno. 

Akcję trzeba było przerwać z powodu trudnych warunków na morzu. Wznowienie akcji poszukiwawczej zależy od pogody - teraz wieje zbyt mocno i są zbyt duże fale, by ratownicy mogli wypłynąć w morze.

Poszukiwania obecnie prowadzone są tylko z lądu, plaże patrolują policjanci.

Na policję zgłaszają się świadkowie tragedii.

Wiadomo, że do wypadku doszło na niestrzeżonym odcinku plaży i przy wzburzonym morzu. Rodzina przyjechała na wczasy z Wielkopolski. 

(ph)