Banki mają złożyć poszkodowanym w aferze Getback propozycję zadośćuczynienia. Chcą ich do tego zmusić Komisja Nadzoru Finansowego, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Rzecznik Finansowy. To ich deklaracja ze spotkania z grupą poszkodowanych w sprawie Getback.

Banki mają złożyć poszkodowanym w aferze Getback propozycję zadośćuczynienia. Chcą ich do tego zmusić Komisja Nadzoru Finansowego, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Rzecznik Finansowy. To ich deklaracja ze spotkania z grupą poszkodowanych w sprawie Getback.
/Paweł Balinowski /arch. RMF

Strona państwowa zadeklarowała, że wezwie banki do tego by wysłały poszkodowanym listy. Mają w nich poprosić oszukanych klientów o ujawnienie się. Żeby było wiadomo kim jest tych dziewięć tysięcy poszkodowanych osób. Po drugie chcą zmusić banki by zaproponowały klientom oddanie pieniędzy.

Banki sprzedawały te obligacje, więc muszą wziąć odpowiedzialność za tą część sprzedaży, która za pośrednictwem banków i domów maklerskich była prowadzona - tak mówi rzecznik finansowy Aleksandra Wiktorow, ale łatwe do zrealizowania to nie będzie. Poszkodowani cieszą się z takiej propozycji, ale żądają więcej.

Prosimy o przyspieszenie organów państwowych w stawianiu zarzutów, zabezpieczaniu majątków. My musimy zacząć odzyskiwać nasze pieniądze - mówi szef stowarzyszenia poszkodowanych Artiom Bujan.

Spotkanie poszkodowanych z przedstawicielami rządu to odpowiedź na list otwarty Stowarzyszenia Obliagatariuszy GetBack z początku sierpnia. Jego sygnatariusze zwrócili w nim uwagę, że afera GetBack to problem społeczny i dla wielu osób jej skutki są równie dotkliwe jak skutki klęski żywiołowej.

"Afera ta jak powódź przetoczyła się przez życie tysięcy Polaków i zabrała ze sobą niekiedy cały dorobek ich życia. Wielu poszkodowanych straciło wszystkie swoje oszczędności, na które w pocie czoła pracowali dziesiątki lat aby odłożyć pieniądze na spokojną i godną starość" - napisali. Zaapelowali też o "realną pomoc" w odzyskaniu pieniędzy.

Spółka GetBack zajmuje się zarządzaniem wierzytelnościami. Powstała w 2012 r., a w lipcu 2017 r. jej akcje zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w ramach przeprowadzonej pierwszej oferty publicznej. W kwietniu GPW, na wniosek KNF, zawiesiła obrót akcjami GetBacku. Stało się to po tym, gdy 16 kwietnia rano firma podała, że prowadzi negocjacje z PKO BP oraz Polskim Funduszem Rozwoju ws. finansowania o charakterze mieszanym kredytowo-inwestycyjnym w wysokości do 250 mln zł. Z komunikatu spółki wynikało, że informację uzgodniono "ze wszystkimi zaangażowanymi stronami" tymczasem PKO BP i PFR zdementowały informacje, że prowadzą takie rozmowy. To wywołało reakcję KNF. W efekcie rada nadzorcza GetBack odwołała ze skutkiem natychmiastowym Konrada K. ze stanowiska prezesa spółki.

KNF zarzuciła byłemu kierownictwu spółki przeprowadzanie operacji finansowych, mających na celu uniknięcie realnej wyceny posiadanych przez spółkę pakietów wierzytelności.

Warszawska Prokuratura Regionalna nadzoruje śledztwo dotyczące GetBacku. Zostało ono podjęte 24 kwietnia w ramach zespołu prokuratorów, który został powołany przez Prokuraturę Krajową po zawiadomieniach przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie GetBacku. Postępowanie dotyczy wyrządzenia szkody majątkowej o wielkich rozmiarach, prowadzenia ksiąg rachunkowych wbrew przepisom i podawanie nieprawdziwych informacji.

Według prokuratury w toku śledztwa przesłuchano już łącznie kilkadziesiąt osób, w tym urzędników Komisji Nadzoru Finansowego i spółki GetBack, a także zabezpieczono dokumentację i dane elektroniczne.

Centralne Biuro Antykorupcyjne na polecenie prokuratury dokonało zatrzymań. Sąd zdecydował o zastosowaniu trzymiesięcznego aresztu m.in. wobec byłego prezesa GetBack Konrada K. i wiceprezes Anny P.

5 lipca spółka GetBack podała, że jej zobowiązania wynoszą 3,32 mld zł, podczas gdy we wniosku o otwarcie przyspieszonego postępowania układowego z maja tego roku wykazywano 2,82 mld zł.

(nm)