Wstrzymane pociągi, częściowo odwołane lekcje, włoski strajk w szpitalach. Po godz. 10 zakończył się protest na Śląsku. Związkowcy mówią, że udało im się zmobilizować sto tysięcy pracowników. Zarządy śląskich zakładów twierdzą, że wtorkowe protesty nie były dotkliwe.

Przez dwie godziny wstrzymany był ruch pociągów na Śląsku. Na tory miało nie wyjechać około 130 składów. Pasażerowie musieli korzystać z komunikacji zastępczej. W rozmowie z reporterką RMF FM skarżyli się jednak na to, że nie wszędzie mogli uzyskać informacje: skąd i o której odjeżdżają autobusy podstawione zamiast pociągów. Około 8 rano związkowcy na kilkanaście minut zablokowali tory kolejowe w Katowicach, Tarnowskich Górach, Czechowicach-Dziedzicach i Rybniku. Według przedstawicieli Kolei Śląskich nie wszystkie składy zostały zatrzymane. Po 8 z Katowic wyjechał pociąg w kierunku Gliwic.

Przedstawiciele PKP PLK spółki zarządzającej infrastrukturą kolejową twierdzą, że w trasę nie wyjechało 130, a jedynie 35 pociągów. Związkowy zorganizowali protest inaczej niż spodziewali się przewoźnicy. O godz. 8 na semaforach miało się pojawić czerwone światło. Okazało się jednak, że nie wszędzie tak się stało. Część pociągów kursowała więc normalnie.



Strajk w służbie zdrowia: Oflagowane szpitale i akcja informacyjna

Pracownicy służby zdrowia, którzy przyłączyli się do strajku generalnego w woj. śląskim, zgodnie z zapowiedziami nie odeszli od łóżek pacjentów. Protest rozpoczął się o godz. 7 i zakończył o 9. W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Jastrzębiu Zdroju związkowcy zorganizowali kilkunastominutowe spotkanie dla pracowników. Można z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że pacjenci w żaden sposób nie odczuli strajku - powiedziała Agata Twardowska z działu kadr jastrzębskiej placówki. W szpitalu im. św. Barbary w Sosnowcu, jednym z największych w regionie, związkowcy ograniczyli się do wywieszenia flag. Nie było żadnych ograniczeń w dostępie do świadczeń - powiedział rzecznik szpitala Mirosław Rusecki. Z kolei dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach Artur Borowicz podkreślił, że wtorkowy protest miał charakter symboliczny. 

Posłuchaj jak związkowcy protestowali przed Urzędem Wojewódzkim w Katowicach

W Katowicach związkowcy pojawili się również przed Urzędem Wojewódzkim. Podobne protesty odbyły się w sześciu miastach regionu. Przypominamy rządowi, że niewolnictwo dawno się skończyło - usłyszał reporter RMF FM Marcin Buczek.

Śląsk strajkuje: Stanęły pociągi, w szkołach odwołano lekcje

Do godz. 10 potrwa strajk na kolei na Śląsku. Na trasy nie wyjedzie ponad 130 składów. Również przez dwie godziny nie będą pracować nauczyciele. Uczniowie mają mieć jednak zapewnioną opiekę. Rano protestowali kierowcy autobusów i tramwajarze. czytaj więcej


Rano zastrajkowali górnicy

Większość śląskich kopalni węgla kamiennego rozpoczęła wydobycie z dwugodzinnym opóźnieniem. Przedstawiciele górniczych spółek oceniają, że protest nie spowodował strat. Strajk rozpoczął się na pierwszej zmianie tzw. masówkami. Wszędzie normalnie pracowały służby odpowiedzialne m.in. za bezpieczeństwo. Rzecznik największej górniczej spółki, Kompanii Węglowej, Zbigniew Madej, poinformował, że do protestu doszło we wszystkich kopalniach tej firmy. Rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego Wojciech Jaros powiedział, że na pierwszej zmianie zatrudnionych było ok. 6,1 tys. pracowników holdingu. Udział w strajku zadeklarowało ponad dwa tysiące osób. Zakłady były przygotowane do strajku. Koszty przerwy w pracy zostaną oszacowane po rozliczeniu całodobowego wydobycia - dodał Jaros.

W notowanej na giełdzie Jastrzębskiej Spółce Węglowej - jak podała jej rzeczniczka Katarzyna Jabłońska-Bajer - większość górników dołowych zjechała do pracy ok. 8 rano, zamiast po 6. Wcześniej bez przeszkód zjeżdżali pracownicy służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i utrzymanie ruchu kopalni.

Lekcje w szkołach częściowo odwołane

Najbardziej z odwołanych lekcji cieszyły się dzieci

Około godz. 8 do strajku przystąpili też nauczyciele i pracownicy administracji szkół. Według związkowców, dwie pierwsze lekcje mogły zostać odwołane nawet w 350 placówkach. Do kuratorium oświaty samorządy przekazały informacje o niespełna 70 szkołach, gdzie miało dojść do strajku. We wszystkich placówkach uczniowie mieli mieć zapewnioną opiekę. Np. w Jaworznie protestowali nauczyciele ze szkoły podstawowej numer siedem. Na drzwiach placówki powieszono kartkę z informacją o przystąpieniu do protestu. Nie było na niej postulatów a jedynie stwierdzenie, że szkoła nie będzie pracować od godz. 8 do 10. 

Uczniowie, którzy pojawili się w placówce o poranku, dwie godziny spędzili w świetlicy lub na zajęciach na sali gimnastycznej. Nie mam wyjścia. Muszę dziecko odprowadzić do szkoły, a ja muszę iść do pracy - usłyszał nasz reporter Maciej Grzyb od rodziców odprowadzających uczniów. Zajęcia lekcyjne rozpoczną się od trzeciej godziny. Ale wszyscy uczniowie mają opiekę - zapewniała Ilona Janus dyrektor szkoły nr 7 w Jaworznie.

Według Śląskiego Kuratorium Oświaty w Katowicach do protestu w woj. śląskim przystąpiło ponad 730 nauczycieli z 91 tys. zatrudnionych w całym województwie. W sumie w proteście uczestniczyło prawie 80 placówek. Strajk miał różny przebieg, ale wszędzie uczniowie mieli zapewnioną opiekę - twierdzą urzędnicy. Odwołane zostały także zajęcia w Uniwersytecie Śląskim. Jak powiedział rzecznik uczelni Jacek Szymik-Kozaczko z powodu utrudnień w komunikacji miejskiej i kolejowej w godz. od 8 do 11.30 ogłoszono godziny rektorskie.