Polska oficjalnie zagroziła Unii Europejskiej wetem unijnego budżetu, odrzucając projekt rozporządzenia warunkującego wypłacanie unijnych pieniędzy od przestrzegania zasad praworządności. Jak ustaliła dziennikarka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon, premier Mateusz Morawiecki przesłał w tej sprawie listy do liderów Unii Europejskiej. Ustalenia naszej korespondentki potwierdził rzecznik Komisji Europejskiej Eric Mamer, który przekazał, że Komisja otrzymała od Mateusza Morawieckiego list.

REKLAMA

Według ustaleń naszej dziennikarki, Mateusz Morawiecki - podobnie jak wcześniej premier Węgier Viktor Orban - przesłał listy do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, do szefa Rady Europejskiej Charlesa Michela i sprawującej prezydencję w Unii kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Jak powiedział Katarzynie Szymańskiej-Borginon unijny dyplomata, w liście Morawiecki odrzuca "projekt warunkowości, pisząc, że zagraża on uchwaleniu budżetu UE".

Mechanizm warunkowości został uzgodniony 5 listopada między Parlamentem Europejskim a prezydencją niemiecką. Po raz pierwszy w historii Unii zdecydowano, że wypłaty unijnych środków będą zależeć od przestrzegania przez kraje członkowskie zasad państwa prawa.

W trakcie negocjacji eurodeputowanym udało się wprowadzić zapewnienie, że wykorzystanie unijnych środków będzie zależne od przestrzegania zasad praworządności i posiadania niezależnego sądownictwa.

Według rozporządzenia decyzje o ewentualnym zawieszaniu bądź odbieraniu krajom wypłat będą podejmowane na wniosek Komisji Europejskiej przez Radę Unii większością kwalifikowaną.

Przedstawiciele polskich władz od kilku dni podkreślali, że mechanizm ten jest złamaniem ustaleń z lipcowego szczytu UE.

Polska i Węgry twierdziły po szczycie, że kwestia mechanizmu "pieniądze za praworządność" została na zawsze pogrzebana. Inna była jednak interpretacja pozostałych uczestników szczytu.

Kilka dni temu list grożący budżetowym wetem przesłał Viktor Orban: napisał, że "choć Węgry są oddane współpracy, to w świetle obecnego rozwoju sytuacji nie są w stanie zagwarantować jednomyślności koniecznej do przyjęcia pakietu finansowego".

Z informacji Katarzyny Szymańskiej-Borginon wynika, że list Morawieckiego zawiera wprawdzie groźbę weta, ale jest nieco łagodniejszy od listu Orbana. Warszawa zresztą w tej sprawie zawsze chowała się za Budapesztem.

Morawiecki wyjaśnia: "Uznaniowe mechanizmy" mogłyby prowadzić do "stosowania podwójnych standardów"

Premier Mateusz Morawiecki potwierdził we wpisie w mediach społecznościowych skierowanie w ostatnich dniach "do przywódców UE listu z nakreśleniem naszej perspektywy na kwestie mechanizmów warunkowości związanych z budżetem UE".

"Po pierwsze, uznaniowe mechanizmy, oparte na arbitralnych, politycznie motywowanych kryteriach nie mogą zostać zaakceptowane, bo nie uwzględniają one istotnych, merytorycznych aspektów prawa europejskiego.

Po drugie, ich przyjęcie mogłoby doprowadzić do usankcjonowania stosowania podwójnych standardów, odmiennego traktowania poszczególnych państw członkowskich UE.

Po trzecie, proponowane rozwiązania są niezgodne z konkluzjami Rady Europejskiej z lipca 2020 i budzą poważne wątpliwości prawne w świetle brzmienia Traktatów" - przekonywał Mateusz Morawiecki.

Dalej zaś podkreślił, że "efektem takiego podejścia będzie doprowadzenie do takiej sytuacji, że uznaniowość w przypadku tego mechanizmu zrodzi poważne zagrożenia dla praworządności w UE. Dlatego Polska nie może zaakceptować takiej wersji mechanizmu, prowadzącej do prymatu politycznych i arbitralnych kryteriów nad oceną merytoryczną".

Gra toczy się również o pieniądze z funduszu na odbudowę po pandemii

Co istotne, sprawa ma jednak jeszcze inny ważny aspekt. Jeśli budżet UE na lata 2021-27 zostanie zawetowany - decyzja wymagać będzie jednomyślności wszystkich 27 krajów, to opóźnią się również wypłaty z tzw. funduszu odbudowy, który ma pomóc unijnym gospodarkom w pokonaniu kryzysu spowodowanego przez pandemię koronawirusa.

"Mam nadzieję, że wszyscy rozumieją pilność sytuacji i pomogą teraz utorować drogę do szybkiego wykonania budżetu UE i pakietu naprawczego - nikt nie potrzebuje nowych przeszkód i dalszych opóźnień" - podkreślał przed dwoma dniami Michael Clauss, Stały Przedstawiciel Niemiec przy UE.

W związku ze stanowiskiem Warszawy i Budapesztu zanosi się więc - jak zauważa Katarzyna Szymańska-Borginon - na niemałą kłótnię na najbliższym, czwartkowym szczycie lub na szczycie grudniowym.

Z pewnością jednak jest jeszcze pole do negocjacji, bowiem tak naprawdę nikomu nie zależy na awanturze i blokowaniu pieniędzy, na które wszystkie państwa czekają: w znaczącym stopniu chodzi właśnie o środki z funduszu odbudowy.

Jeżeli jednak Polska i Węgry fatycznie zablokują budżet, to obowiązywać będzie tzw. prowizorium budżetowe.