Czy francuskie samoloty z bronią atomową w Polsce to jest dobry pomysł? "Nikt takiego pomysłu nie zgłosił. Zapowiedzi prezydenta Macrona są dosyć mgliste i niezbyt precyzyjne" - ocenił w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 Marek Magierowski, były ambasador RP w USA i Izraelu, ekspert Instytutu Wolności Atlantic Council, analityk ds. geopolityki Wirtualnej Polski.

Marek Magierowski mówił w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24, że "ma jednak wrażenie, iż obie strony chcą usiąść do stołu" i wstępnie o tym porozmawiać. 

To jest bardzo wstępna konwersacja. Temat (dotyczy) nie tyle wyposażenia Polski w broń atomową, co nuklearnych gwarancji ze strony Francji - dodał. 

Podkreślił, że reakcja Rosji byłaby "ostra i nieprzyjemna". Możemy oczekiwać ostrej i nieprzyjemnej reakcji Rosji, która zawsze tak reaguje w tego typu przypadkach. Zobaczymy, jak na to zareagują Amerykanie, ale nie sądzę, by byli z tego faktu zadowoleni. Tutaj dochodzimy do pewnej dychotomii - mówił Magierowski, odpowiadając na pytanie, czy francuskie samoloty z bronią atomową w Polsce to jest dobry pomysł.

Jego zdaniem Stany Zjednoczone domagają się silniejszej Europy, a gdy ta zapowiada zbrojenia, USA krytykują ją za to, że nie kupuje sprzętu za oceanem.

Z jednej strony Waszyngton naciska na Europę, by zwiększała własne zdolności obronne, z drugiej - gdy pojawiają się konkretne europejskie programy zbrojeniowe, natychmiast słyszymy głosy niezadowolenia, zwłaszcza jeśli środki mają być wydawane głównie na sprzęt produkowany w Europie - zauważył.

Blokada cieśniny Ormuz. Co to oznacza?

Były ambasador podkreślił, że konflikt na Bliskim Wschodzie już wywołuje poważne turbulencje gospodarcze. Ataki na infrastrukturę energetyczną i groźba blokady cieśniny Ormuz przekładają się na wzrost cen ropy i gazu.

Jeżeli doszłoby do trwałego zablokowania cieśniny Ormuz, skutki dla Chin, Japonii czy Korei Południowej byłyby dramatyczne. To mogłoby zachwiać całą światową gospodarką - ocenił. Zwrócił uwagę, że w krótkiej perspektywie na wzroście cen surowców może skorzystać Rosja, której budżet w dużej mierze opiera się na eksporcie ropy i gazu.

Piotr Salak zapytał również o motywacje amerykańskiej administracji. Zdaniem Magierowskiego wiele wskazuje na silną presję ze strony premiera Izraela Benjamina Netanjahu.

Netanjahu od lat podkreślał, że bez zmiany reżimu w Teheranie Izrael pozostanie w stanie egzystencjalnego zagrożenia. Bardzo często używał nawet określenia "drugi Holokaust", by wzmocnić przekaz - przypomniał.

Jednocześnie zaznaczył, że z Teheranu płynęły w przeszłości otwarte groźby pod adresem Izraela. Wystarczy przypomnieć wypowiedzi prezydenta Mahmuda Ahmadineżada, który mówił o konieczności zniszczenia państwa izraelskiego. W takiej atmosferze eskalacja była kwestią czasu - dodał.

Magierowski: Im więcej ofiar po stronie USA, tym szybciej będzie topnieć poparcie dla Trumpa

W opinii byłego dyplomaty jednym z kluczowych czynników, jeśli chodzi o konflikt z Iranem, będzie reakcja amerykańskiej opinii publicznej. Im więcej ofiar po stronie USA, tym szybciej będzie topnieć poparcie. Ruch MAGA obiecywał koniec "wiecznych wojen", a dziś Ameryka znów angażuje się w konflikt, którego cel polityczny nie jest jasno zdefiniowany - zaznaczył.

Jego zdaniem administracja w Waszyngtonie ma problem z przekonującym uzasadnieniem interwencji, co może prowadzić do narastania sprzeciwu, także wśród konserwatywnych wyborców.

Trump obiecywał, że takie wojny się skończą, a tak się nie stało. Jest wręcz przeciwnie. Trump się rozochocił po udanej akcji w Wenezueli, atakach na łodzie przemytników. Dziś słyszymy, że Trump rozważa podobną interwencję na Kubie - mówił Magierowski.

Wojna w Iranie. Kluczowe decyzje poza Europą

Gość Radia RMF24 odniósł się także do roli Europy w konflikcie na Bliskim Wschodzie. Europa sama się pominęła. Od lat mówi o strategicznej autonomii, ale gdy dochodzi do realnego konfliktu, jej głos jest słabo słyszalny - stwierdził.

W jego ocenie brak jedności politycznej i ograniczone możliwości militarne sprawiają, że kluczowe decyzje zapadają poza europejskimi stolicami. Amerykanie postrzegają Europę jako partnera słabego i niezdecydowanego, a Izraelczycy często zarzucają jej politykę nadmiernie krytyczną wobec Jerozolimy - dodał.

Odnosząc się do ewentualnego udziału Polski w operacji militarnej, były ambasador podkreślił, że ostrożność władz jest zrozumiała. Społeczeństwa europejskie, w tym polskie, są dziś znacznie bardziej sceptyczne wobec zagranicznych interwencji. Bez jasnego planu politycznego i wyraźnie określonego celu taka operacja byłaby obarczona ogromnym ryzykiem - ocenił.

Historia uczy, że konflikty na Bliskim Wschodzie rzadko kończą się szybko. Nawet jeśli początkowa faza operacji wygląda na militarnie skuteczną, prawdziwe wyzwania pojawiają się później - w sferze politycznej i społecznej. To one decydują, czy wojna rzeczywiście przyniesie trwałe rozwiązanie - podsumował.

Słuchaj Radia RMF24>>>