"Hejterów łączą negatywne emocje, które siedzą z tyłu głowy i które wypływają do internetu. (…) Biorą się one z frustracji, ze złości, z poczucia bezradności - a czasami jest to też, jak twierdzą socjologowie internetu, pewna moda i konwencja, że język internetu jest bardzo ostry i tak się po prostu tam mówi" - mówiła w Popołudniowej rozmowie w RMF FM, poświęconej zagadnieniu mowy nienawiści, Agnieszka Mikulska-Jolles z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Dorota Głowacka z Fundacji Panoptykon przyznała zaś, że "do pewnego stopnia jest rzeczywiście tak, że wyznaczenie granicy pomiędzy dozwoloną krytyką a obrażaniem, wypowiedziami, które przekraczają granice wolności słowa, jest czasami trudne".

"Najczęściej trzeba oceniać to w oparciu o konkretne okoliczności sprawy, bo liczy się kontekst, kogo to dotyczy, jakie dokładnie słowa zostały użyte, czy stało się to w odpowiedzi na jakąś inną, np. zaczepną albo prowokacyjną wypowiedź - to wszystko ma znaczenie" - podkreśliła Dorota Głowacka.

Odnosząc się do debaty politycznej, zaznaczyła, że poglądów politycznych nie ma wśród przesłanek pozwalających stwierdzić mowę nienawiści.

"Ale oczywiście przemoc wobec polityka w sieci może wypełniać znamiona innych przestępstw: np. gróźb karalnych, ogólnego nawoływania do przemocy czy chociażby znieważenia albo zniesławienia" - zastrzegła ekspertka Fundacji Panoptykon.

A czy jesteśmy w stanie wygrać z internetowym hejtem?

Jak przyznała Agnieszka Mikulska-Jolles z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: "Jest to dosyć trudne". Równocześnie jednak zaznaczyła, że "rozwój regulacji dot. internetu idzie w tym kierunku, by przynajmniej w jakimś stopniu ten internet okiełznać".

Posłuchaj rozmowy Marcina Zaborskiego z Agnieszką Mikulską-Jolles i Dorotą Głowacką:

Marcin Zaborski: Pani Agnieszko, kim jest hejter w polskim internecie i co siedzi w jego głowie?

Agnieszka Mikulska-Jolles: Pewnie każdy hejter - jak określił pan ludzi, którzy umieszczają jakieś nienawistne treści w internecie - jest inny. Podejrzewam, że jest bardzo duża grupa ludzi, która takie treści tam zamieszcza.

A jest coś, co łączy te osoby?

Agnieszka Mikulska-Jolles: Pewnie jakieś negatywne emocje, które siedzą w tyle ich głowy i które wypływają do internetu.

A skąd się biorą te negatywne emocje?

Agnieszka Mikulska-Jolles: To jest pytanie bardziej do psychologa niż do działaczek praw człowieka. One oczywiście się biorą z różnych rzeczy. Z frustracji, ze złości, z poczucia bezradności, ze zdenerwowania. Czasami jest to też - jak twierdzą socjologowie internetu - pewna moda i konwencja, że język internetu jest takim językiem bardzo ostrym i tak się po prostu tam mówi.

Poszukajmy pomocy u prawnika. Co powinienem zrobić, pani Doroto, kiedy widzę taki nienawistny - jak mi się wydaje - internetowy wpis i wydaje mi się, że granice zostały przekroczone?

Dorota Głowacka: To jeszcze zależy od tego, jaki dokładnie charakter ma ten wpis. To może być wpis, który stanowi mowę nienawiści, ale mowę nienawiści w rozumieniu prawnym, czyli taką, która ma podłoże dyskryminacyjne, (albo) to może być po prostu wpis znieważający, wulgarny, skierowany przeciwko konkretnej osobie.

Już na początku widzimy, że dotykamy czegoś, co jest ocenne, subiektywne. Mnie może się wydawać, że to już jest przekroczona granica, a komuś innemu, że wcale nie.

Dorota Głowacka: Tak, to prawda. Do pewnego stopnia jest rzeczywiście tak, że wyznaczenie tej granicy pomiędzy dozwoloną krytyką a obrażaniem, wypowiedziami, które przekraczają granice wolności słowa, jest czasami trudne.

A jest prawna granica, którą da się pokazać? Że odtąd dotąd możemy, a dalej już nie?

Dorota Głowacka: Jasne, natomiast najczęściej niestety trzeba to oceniać w oparciu o konkretne okoliczności sprawy. Liczy się kontekst, kogo to dotyczy, jakie dokładnie zostały użyte słowa, czy stało się to w odpowiedzi na jakąś inną - np. zaczepną albo prowokacyjną - wypowiedź. To wszystko ma znaczenie. To, z czym najczęściej się możemy spotkać w sieci, jeśli chodzi o tzw. hejt, takie opluwanie, używanie wulgarnych sformułowań, takich, które uderzają w czyjąś godność, mają na celu poniżenie kogoś - je, mam wrażenie, jest dość łatwo zidentyfikować. Z drugiej strony (są) te wypowiedzi, które my określamy jako mowa nienawiści, które mają podłoże dyskryminacyjne, są skierowane np. przeciwko osobom, które należą do określonej rasy, wyznania, grupy etnicznej, narodu... Granica pomiędzy np. krytyką polityki migracyjnej a mową nienawiści, skierowaną przeciwko przedstawicielom danej grupy, potrafi być trudna do ustalenia.

To teraz bardzo konkretnie. Pani Agnieszko - czy krytykowanie polityków mieści się w tym obszarze, który nazywamy mową nienawiści? Krytykuję polityka - czy to już może być mowa nienawiści?

Agnieszka Mikulska-Jolles: To znowu jest trudne pytanie.

Zmierzmy się z nim - od tego tu jesteśmy.

Agnieszka Mikulska-Jolles: Tak naprawdę każda z tych wypowiedzi musi być indywidualnie rozpatrywana - jeżeli to rozpatruje sąd oczywiście. Troszeczkę inaczej pewnie jest w sytuacji osób, które podejmują decyzję o tym, czy dana nienawistna wypowiedź może się znaleźć w internecie czy nie. Pamiętajmy, że sąd czy prokurator to już jest taka ostateczność reakcji.

Mamy konkretny przykład - może na nim spróbujmy popracować. 1,5 roku temu Młodzież Wszechpolska w ramach happeningu przygotowała "polityczne akty zgonu" dla grupy samorządowców, prezydentów miast, w tym dla nieżyjącego już Pawła Adamowicza. Po miesiącach śledztwa prokuratura umorzyła postępowanie. Uznała, że nie było tu ani groźby bezprawnej, ani nawoływania do nienawiści. Czyli mowy nienawiści nie było?

Dorota Głowacka: Mowy nienawiści jako takiej nie było. Ona dotyczy tylko pewnych cech - o mowie nienawiści mówimy wtedy, kiedy np. chodzi o nawoływanie do nienawiści na tle rasowym, etnicznym...

Agnieszka Mikulska-Jolles: ...narodowym, religijnym, ze względu na wyznanie i bezwyznaniowość. Tak mówi kodeks karny.

Dorota Głowacka: Te przesłanki są ograniczone. Nie ma w tym katalogu np. poglądów politycznych. Oczywiście takie zachowania - przemoc wobec polityka w sieci - mogą wypełniać znamiona innych przestępstw - np. gróźb karalnych, ogólnego nawoływania do przemocy czy chociażby znieważenia albo zniesławienia.

Jesteśmy w stanie wygrać z internetowym hejtem?

Agnieszka Mikulska-Jolles: Myślę, że jest to dosyć trudne. Natomiast wydaje mi się, że jak popatrzymy troszeczkę na rozwój tych regulacji dot. internetu, to idzie on jednak w tym kierunku, żeby - w jakimś stopniu przynajmniej - ten internet okiełznać. Broń najprostszą mają administratorzy, którzy mogą po prostu usuwać tego typu treści z internetu.

Tylko, że mierzą się często z morzem komentarzy, z których trzeba wyłuskać te najbardziej krytyczne, obraźliwe, hejterskie.

Agnieszka Mikulska-Jolles: Oczywiście tak - i taka jest rola moderatorów, administratorów. Ona jest trudna. Pamiętamy sytuację w 2015 roku. Był środek dyskusji na temat uchodźców - bardzo nieprzyjemnej. Jedno z mediów zdecydowało się wyłączyć komentarze, nie dać takiej możliwości, żeby internauci komentowali sytuację uchodźczą w Europie, ponieważ było tam tak dużo nienawistnych komentarzy, że sami wytłumaczyli to w ten sposób: "nie nadążamy z usuwaniem".

Często w tej dyskusji słyszymy także, że osoby publiczne, a już szczególnie politycy, muszą mieć grubszą skórę, bo są na świeczniku. Wymagamy od nich więcej niż od innych, ich działania mogą być głośno krytykowane.

Dorota Głowacka: Tak, dlatego mówiłam o tym, że status osoby, której dotyczy dana wypowiedź, też ma znaczenie. Ale oczywiście - chociaż politycy powinni mieć tę tzw. grubszą skórę, liczyć się z krytyką, być na nią bardziej odporni - nie oznacza to, że muszą przyjmować i tolerować każdą formę obrażania ich, znieważania. Nie mówię już o groźbach karalnych i nawoływaniu do przemocy, bo to są w ogóle, powiedziałabym, skrajne nadużycia wolności słowa.

A co grozi komuś, kto nawołuje do przestępstwa takiego jak np. pobicie konkretnych osób? Za pomocą internetu nawołuje.

Dorota Głowacka: To jest przestępstwo, ktoś taki musi się liczyć z tym, że zostanie wobec niego wszczęte postępowanie karne. Dodatkowo taki wpis może jednocześnie stanowić naruszenie dóbr osobistych. Wtedy osoba, która jest bezpośrednio poszkodowana, może wystąpić również, równolegle, z pozwem cywilnym. To może się toczyć niezależnie od siebie.