"Tak grającej reprezentacji jak w pierwszych dwóch setach w pojedynku z Francją nie widziałem od dawna" - mówi w rozmowie z RMF FM były reprezentant Polski Paweł Zagumny i dodaje, że w Berlinie szwankowała nasza gra blokiem i zagrywka. "Poza tym ciężko się przyczepić" - ocenia Zagumny.

Polacy wygrali z Niemcami w niedzielnym meczu /GREGOR FISCHER /PAP/EPA

Patryk Serwański: Za nami niesamowity, bardzo emocjonujący turniej. Jak pan ocenia z perspektywy tego wszystkiego, co działo się w Berlinie, postawę naszej reprezentacji?

Paweł Zagumny: Trzeba ten turniej ocenić bardzo pozytywnie. Oglądaliśmy momentami bardzo dobrze grającą reprezentację Polski. Oczywiście były maleńkie skoki formy. Mecze w grupie były pod kontrolą. Później półfinał z Francją i dwa pierwsze sety, to poziom, którego w wykonaniu reprezentacji nie widziałem od dawna. Zabrakło trochę szczęścia, a mogło być 2:0 dla nas - wtedy to się mogło inaczej potoczyć. Z kolei pojedynek z Niemcami to była walka o niebywałą stawkę, o pozostanie w światowej siatkówce na kolejny rok. Wypadnięcie z kwalifikacji do igrzysk to byłaby katastrofa dla polskiej siatkówki. Jesteśmy nadal w grze i to jest najważniejsze. Wytrzymaliśmy tą nerwówkę. Graliśmy w tym meczu i słabo i świetnie, ale na końcu pokazaliśmy charakter.

Presja może aż tak pętać nogi, że pojawia się aż tyle - wydawałoby się - prostych błędów? Wydaje się, że w Berlinie takich bolesnych błędów było za dużo.

Błędy w siatkówce się zdarzają. Na przykład nadepnięcie linii trzeciego metra nie jest takim szkolnym błędem. Zdarza się... Bartek Kurek od pół roku gra w ataku i takie sytuacje mogą mu się przytrafić. Ale faktycznie - siatkarskich wpadek było więcej niż normalnie. Warto jednak pamiętać, że ta reprezentacja to stosunkowo młoda drużyna, która z taką presją mierzyła się pierwszy raz. Całe szczęście, że to opanowaliśmy. W tie-breaku mieliśmy też szczęście. Broniliśmy się w beznadziejnych sytuacjach.

To zwycięstwo nad Niemcami zaprocentuje w przyszłości?

Na pewno. Nikt nie wie kiedy, ale kiedyś to przyniesie korzyść. Chłopaki mają już w głowach to, że nawet w beznadziejnej sytuacji może wygrać.

Przed drużyną znów bardzo trudny okres. Zaraz rozgrywki wznawia liga, a potem od razu powrót do przygotowań z reprezentacją. A przecież za kadrowiczami już Puchar Świata, mistrzostwa Europy, teraz turniej w Berlinie.

Każdy z nich po sezonie dostanie kilka dni wolnego. Z tym nie było nigdy problemu. To młodzi chłopcy. Jeżeli chcą walczyć o medale na igrzyskach czy innych imprezach, to muszą się na to godzić. Oczywiście w głowie jest gdzieś myśl dotycząca odpoczynku, ale jeżeli w perspektywie jest walka o olimpijski medal, takie rzeczy się odkłada na bok. Grupa, która będzie przygotowywać się do igrzysk nie będzie narzekać na brak wakacji.

Pomysł z grą na dwóch libero w Berlinie wypalił. Też pan tak to ocenia?

Na tej pozycji nie mamy prawa narzekać. Paweł Zatorski świetnie przyjmuje, Damian Wojtaszek bardzo dobrze broni. Oprócz tego jest Piotrek Gacek, który trzyma formę przez cały sezon. Tu nie musimy się martwić.

A jakie mankamenty widział pan w naszej grze na turnieju w Berlinie?

Ciężko się przyczepić, ale brakowało regularności na zagrywce. Musimy też popracować sporo nad blokiem. Ten element nie funkcjonował tak, jak powinien. Oprócz tego graliśmy dobry turniej.  Z Francją przegraliśmy 0:3, ale to była minimalna porażka. Zabrakło właśnie punktów blokiem. Duże pole do popisu będą mieli środkowi i trenerzy, by tą grę blokiem poprawić.

Z czego wynikały te wahania w trakcie konkretnych meczów?

Trzeba by się tu rozwodzić nad całym tym sportem. Chyba nie mamy tyle czasu. Tak się gra w siatkówkę. Czekasz, aż złamiesz przeciwnika. Potem zdobywasz trzy punkty i wygrywasz seta. Na tym to polega.

(abs)