"Biegi narciarskie mają więcej wspólnego z operą niż się wydaje" - uważa Norweg Didrik Toenseth, mistrz olimpijski, którego wieloletnie problemy z oddychaniem wyleczone zostały przez znanego... barytona z opery w Oslo.

Didrik Toenseth /PEKKA SIPOLA /PAP/EPA

Toenseth, trzeci obecnie w klasyfikacji Pucharu Świata, podczas mistrzostw świata w Val di Fiemme w 2013 roku odniósł kontuzję polegającą na przesunięciu się dysku w kręgosłupie. W efekcie zaczął on naciskać na mięśnie odpowiedzialne za pracę płuc i biegacz przez kilka sezonów nie mógł uzyskać wysokiej formy przez dłuższy czas.

Zastanawiałem się już nad zakończeniem kariery, lecz przełom nastąpił w lecie ubiegłego roku, kiedy lekarz reprezentacji skontaktował mnie z Janem Soedalem, emerytowanym barytonem i wieloletnim wybitnym solistą opery w Oslo. Nauczył mnie techniki oddychania stosowanej przez śpiewaków operowych - tłumaczył 27-letni Norweg, który w niedzielę wygrał mini tour Pucharu Świata w Lillehammer.

Po kilku miesiącach treningów oddychania w siedzibie stołecznej wyższej szkoły opery, w lutym tego roku Toenseth zdobył złoty medal olimpijski w sztafecie podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu.

79-letni Soedal był przez wiele lat głównym barytonem opery w Oslo, a później najważniejszym norweskim wykładowcą śpiewu operowego i wychował wiele talentów operowych.

Trochę umiem śpiewać, lecz kiedy mój nowy trener zaproponował mi arię z "Rigoletto" Giuseppe Verdiego, opery w której przez wiele sezonów grał główną rolę, i pokazał technikę wdechu oraz wydechu, to szybko zrozumiałem, o co chodzi. Śpiewacy operowi muszą mieć opanowaną technikę oddychania do perfekcji, ponieważ oni śpiewają bardzo długie frazy, a przecież nie używają mikrofonów - tłumaczył Toenseth na antenie kanału telewizji NRK.

Dodał, że jego koledzy z reprezentacji początkowo żartowali z jego niecodziennej rozgrzewki, lecz teraz "przyzwyczaili się już śpiewu operowego w szatni przed każdymi zawodami".

(ag)