RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Puste jezioro okazało się cmentarzyskiem. Katastrofa na Dolnym Śląsku

Autor: Publikacja: Wtorek, 30 czerwca (06:27)

Spełnił się najczarniejszy scenariusz - zaalarmowali nas mieszkańcy Pilchowic na Dolnym Śląsku. Spuszczanie wody z jeziora przy największej kamiennej zaporze w Polsce dobiega końca. To konieczne, aby wyremontować ją po powodzi. Jednak, kiedy na wierzch zaczęło wychodzić dno, oczom mieszkańców ukazało się tysiące śniętych ryb, które mimo zapowiedzi nie zostały odłowione.

Puste jezioro okazało się cmentarzyskiem. Katastrofa na Dolnym Śląsku
Zdj. Martyna Czerwińska, RMF FM /RMF FM

Kosztowny remont monumentalnej zapory

Monumentalna, zabytkowa, największa w Polsce kamienna, łukowa zapora pilchowicka od dziesiątek lat budzi podziw turystów. Położona nad jeziorem i rzeką Bóbr, otoczona lasami, od ponad stu lat stanowi ważny element systemu przeciwpowodziowego regionu. W 2024 ocaliła okolicę przed kataklizmem, ale została uszkodzona, dlatego zapadła decyzja o jej pilnym remoncie. Umowa z wykonawcą opiewa na 93 miliony złotych. Prace obejmą kompleksową modernizację przelewu czy remont korony. 

W czasie prowadzenia robót mogą wystąpić czasowe utrudnienia dla turystów odwiedzających okolicę. Zapora w Pilchowicach, położona nad rzeką Bóbr, od ponad stu lat stanowi ważny element systemu przeciwpowodziowego regionu i jest jedną z największych atrakcji turystycznych Dolnego Śląska. Remont ma pomóc w zachowaniu tego wyjątkowego obiektu dla przyszłych pokoleń.

Zanim jednak ruszą, konieczne jest spuszczenie wody z jeziora. Ten proces rozpoczął się już w lutym i właśnie dobiega końca. 

Znikająca woda odsłoniła wraki samochodów, zalaną przed laty, wywłaszczoną wioskę czy militaria z okresu II wojny światowej. Niestety, na dnie rzuca się jednak w oczy coś innego – tony śniętych ryb.

Mieszkańcy: to katastrofa ekologiczna

Nasza reporterka spotkała przy tamie grupę turystów. Wszyscy przyjechali obejrzeć puste jezioro. To pierwsza taka okazja od 50 lat. Głęboka, pusta niecka, wygląda jakby przy tamie spadła bomba. 

Spodziewałam się apokaliptycznego widoku, ale nie cmentarzyska ryb. Wszystkie leżą do góry brzuchem. Takie piękne, wielkie okazy. Potworny widok, jest mi niedobrze i nawet nie chcę myśleć, co te stworzenia przeżyły. Jestem naprawdę wstrząśnięta i współczuję mieszkańcom, że muszą żyć z tym smrodem – usłyszała nasza reporterka od pani Marioli, która przyjechała z Warszawy na Dolny Śląsk na wakacje. 

U podnóża zapory ryb jest tyle, że z daleka przypominają długi biały dywan. Umarły w męczarniach, dusząc się. Mamy ogromny upał, to wszystko się rozkłada, w całej okolicy niemiłosiernie śmierdzi. Jesteśmy przerażeni jakie to będzie miało konsekwencje dla nas i przyrody – mówi RMF FM pan Piotr, który mieszka w okolicy tamy. 

Służby pakują martwe ryby do specjalnych worków typu Big Bag i wyciągają na brzeg przy pomocy dźwigu. Następnie przekazują do utylizacji. Wiele ton popłynęło jednak z nurtem rzeki – w kierunku Żagania. Pan Igor, który prowadzi przy brzegu agroturystykę i jest zawodowym wędkarzem, nie ma wątpliwości: jesteśmy świadkami kolejnej katastrofy ekologicznej.

Rozmiar tej tragedii jest niewyobrażalny. Spodziewaliśmy się, że będą śnięte ryby, ale nie aż tyle. Ofiarami są też inne zwierzęta – skorupiaki, małe płazy, ale także ssaki, które jedzą te martwe ryby. One zawierają niebezpieczne substancje, bo rzeką płynie także muł denny. To taki szlam, osad, który gromadzi się na dnie. Jest naturalnym elementem ekosystemu, ale jego nadmiar prowadzi do powstawania niebezpiecznych substancji takich jak siarkowodór. Tu spuszczano przez 50 lat wiele zanieczyszczeń, to gromadziło się w mule na dnie, a teraz ruszyło. Proszę zobaczyć, jaka czarna jest ta woda. Boimy się o konsekwencje dla całej okolicy. Ostrzegaliśmy, że tak będzie, ale nikt nas nie słuchał – mówi RMF FM pan Igor, który obawia się także o swój biznes

Od kilku lat dostajemy w kość. Najpierw Covid i byliśmy zamknięci. Później powódź i byliśmy zamknięci. Teraz śnięte ryby i też musimy się zamknąć, bo przecież nie zaprosimy nikogo do smrodu i brudu. Tyle lat pracy włożyłem w to, aby zarybić to jezioro i wszystko zostało zaprzepaszczone. Dziś po prostu pękłem na widok tych martwych ryb i poleciały łzy - usłyszała nasza reporterka, Martyna Czerwińska. 

Tauron Ekoenergia odpiera zarzuty mieszkańców Pilchowic

Po naszym materiale głos ws. sytuacji w Pilchowicach zabrał Jacek Bieńkowski - dyrektor Departamentu Inwestycji Tauron Ekoenergia.

Zapora w Pilchowicach ma strategiczne znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa przeciwpowodziowego Dolnego Śląska. Tauron Ekoenergia, podejmując realizację prac remontowych obiektu, wykonywał obowiązki wynikające między innymi z decyzji nadzoru budowlanego, która zobowiązywała do podjęcia niezwłocznych działań naprawczych, które powinny zostać wykonane do kwietnia 2026 roku. Powódź z września 2024 roku jednoznacznie potwierdziła konieczność pilnej realizacji tych działań, przy czym nadrzędnym priorytetem pozostaje niezmiennie bezpieczeństwo, zdrowie i życie mieszkańców terenów zagrożonych powodzią – stwierdził. 

Terminy oraz harmonogram opróżnienia zbiornika zostały określone na podstawie wymogów wynikających z nakazu budowlanego, decyzji derogacyjnych ograniczających możliwość wykonania prac od 1 marca do 31 maja ze względu na chronione gatunki ryb i minogów, a także na rekomendacje ekspertów przyrodniczych, uwzględniających między innymi okres wiosennego tarła ryb. Podjęto działania, aby minimalizować straty w ekosystemie – zapewnił Bieńkowski. Zastrzegł jednocześnie,  że przy takiej skali operacji i uwarunkowaniach zbiornika nie ma możliwości, aby odłowić wszystkie ryby. 

Śnięte ryby są niestety ceną, jaką musimy zapłacić za bezpieczeństwo przeciwpowodziowe mieszkańców Dolnego Śląska. Należy przy tym podkreślić, że niezależnie od terminu obniżenia poziomu wody w Jeziorze Pilchowickim, stopień zamulenia rzeki w końcowej fazie opróżniania zbiornika pozostałby na porównywalnym poziomie. Wszystko, co się dzieje na zbiorniku, w konsekwencji również na rzece, jest realizowane zgodnie z pozwoleniem wodnoprawnym i pod nadzorem zespołu specjalistów przyrodników, między innymi specjalisty do spraw ochrony środowiska, ichtiologa, herpetologa, fitosocjologa, a także ornitologa – wyliczał przedstawiciel Tauron Ekoenergia. Dodał też, że po zakończeniu inwestycji jezioro zostanie zarybione na koszt Tauronu. 

Źródło: RMF FM

Najważniejsze Fakty

Dalsza część artykułu pod materiałem video: