Prokuratura Okręgowa w Słupsku postawiła zarzuty 44-letniemu funkcjonariuszowi Służby Ochrony Państwa. Mężczyzna w poniedziałkowy wieczór zaatakował nożem swoją rodzinę w Ustce. Jego 4-letnia córka zmarła.

  • Piotr K., 44-letni funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa, usłyszał zarzuty zabójstwa swojej 4-letniej córki oraz usiłowania zabójstwa czterech innych członków rodziny
  • Mężczyźnie grozi dożywocie. Ma też zostać wydalony ze służby w SOP.
  • Do tragedii doszło podczas rodzinnego pobytu w Ustce.
  • Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej rmf24.pl

Piotr K. odpowie za zabójstwo córki i usiłowania zabójstwa czworga członków rodziny. 44-latkowi grozi dożywotnie pozbawienie wolności. Prokuratura złożyła już wniosek o tymczasowy areszt. Na razie nie wiadomo, kiedy zostanie rozpatrzony.

Wiadomo, że Piotr K. przyznał się do zarzucanego mu czynu. Śledczy nie ujawniają treści jego wyjaśnień. Prokuratura informuje, że nie ma jeszcze wyników badań jego krwi na obecność środków odurzających. 

Na konferencji Patryk Wegner z prokuratury w Słupsku poinformował, że 4-letnia córka napastnika zmarła w wyniku ran kłutych klatki piersiowej. 

Zespół biegłych będzie oceniał poczytalność 44-letniego funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa. 

Rodzinna tragedia na urlopie

Piotr K. - 44-letni funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa z żoną i z dziećmi przebywał w Ustce na urlopie u teściów. Mężczyzna był w formacji od 23 lat. Na początku października 2025 r. przeszedł badania okresowe. 

Wiadomo, że 44-latek służył w Warszawie, ale nie brał bezpośredniego udziału w ochranianiu najważniejszych osób w państwie.

Zgłoszenie o awanturze w jednym z mieszkań przy ul. Bałtyckiej w Ustce policjanci dostali w poniedziałek ok. godz. 21.30. Na miejscu obezwładnili agresywnego 44-latka. 

W wyniku odniesionych ran zmarła czteroletnia dziewczynka. 5 osób zostało rannych, w tym napastnik.

We wtorek informowano, że w szpitalu pozostają dwie osoby - małżonka funkcjonariusza, która jest w ciężkim stanie, oraz jego teściowa. Jego teść i syn zostali wypisani ze szpitala, gdyż ich zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Co zeznali teściowie funkcjonariusza?

Z zeznań teściów 44-letniego Piotra K. wynika, że nic nie wskazywało na to, że nastąpi awantura.

Tego wieczora grali w karty, 44-latek wypił śladowe ilości alkoholu. W pewnym momencie wyszedł do kuchni, wrócił z niej i zaatakował ich. Nie było żadnego "stresora", "zapalnika", który by wywołał taką jego reakcję. Zaatakował nagle - przekazał szef Prokuratury Okręgowej w Słupsku Patryk Wegner.

W odczuciu jednego ze świadków głównym celem była żona mężczyzny - relacjonował. Jak dodał, "intensywność oddziaływania na innych pokrzywdzonych też była mocna i duża".

Ilość zadanych ciosów wskazuje na bardzo silne wzburzenie, nie wiadomo czym wywołane. Liczba tych ciosów jest niewytłumaczalna. Podobnie jak liczba osób, które sprawca zaatakował i które usiłował zaatakować, bo chłopcu udało się uciec. Tam była próba zadania ciosów w plecy - powiedział Wegner.

MSWiA sprawdza przebieg służby 44-latka

Żeby można powiedzieć, co było powodem tego zachowania, trzeba poczekać na wyniki śledztwa. Sprawdzamy przebieg służby funkcjonariusza, w tym badania okresowe - mówił w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 wiceminister spraw wewnętrznych Czesław Mroczek, pytany o tragedię w Słupsku. 

Już we wtorek resort informował, że 44-letni Piotr K. został zawieszony i wszczęto procedurę usunięcia go ze służby.