Na 25 lat więzienia Sąd Okręgowy w Rybniku skazał Andrzeja J., oskarżonego w poszlakowym procesie o zabójstwo upozorowane na nieszczęśliwy wypadek. Ustalono, że w 2021 roku w Roszkowie (woj. śląskie) mężczyzna zatopił w stawie samochód, w którym spała jego 34-letnia partnerka. Kobieta utonęła.
- Sąd Okręgowy w Rybniku uznał Andrzeja J. za winnego zabójstwa Anety H.-M. w nocy z 10 na 11 lipca 2021 r. w Roszkowie.
- Według sądu J. doprowadził do stoczenia się samochodu z nietrzeźwą partnerką do zbiornika wodnego, co skutkowało jej utonięciem.
- Wyrok jest nieprawomocny - prokuratura zapowiedziała złożenie wniosku o uzasadnienie decyzji sądu.
- Oskarżony do końca nie przyznawał się do winy, obrona wnioskowała o uniewinnienie, prokuratura domagała się dożywocia.
- Bądź na bieżąco. Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl
Informację o treści nieprawomocnego wyroku przekazała w poniedziałek PAP rzeczniczka Sądu Okręgowego w Rybniku Katarzyna Gozdawa-Grajewska.
Sąd uznał Andrzeja J. za winnego tego, że w nocy z 10 na 11 lipca 2021 r. w Roszkowie, działając z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia Anety H.-M., po uprzednim opuszczeniu samochodu Renault Thalia, w którym pozostała na przednim fotelu pasażera pokrzywdzona znajdująca się w stanie nietrzeźwości (...), doprowadził do stoczenia się tego samochodu do zbiornika wodnego i jego zatonięcia. Na skutek tego doszło do zgonu pokrzywdzonej w wyniku gwałtownego uduszenia, będącego wynikiem utonięcia - powiedziała sędzia Gozdawa-Grajewska.
Oskarżony Andrzej J. do końca nie przyznawał się do winy - obrona wnosiła o uniewinnienie. Prokuratura zaś domagała się dla niego kary dożywocia. Prokurator referent generalnie zgadza się z wyrokiem, natomiast złożymy wniosek o uzasadnienie, żeby poznać motywy takiego wymiaru kary - powiedziała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Agnieszka Bukowska.
Jak wynika z ustaleń śledztwa, w lipcu 2021 roku Andrzej J. i Aneta H.-M. pojechali nad zbiornik wodny w Roszkowie, gdzie łowili ryby, biwakowali i pili alkohol. Następnie weszli do zaparkowanego przy brzegu auta, gdzie mieli spędzić noc. Samochód nie miał zaciągniętego hamulca ręcznego, był zaparkowany przodem do stawu.
Według ustaleń prokuratury, mężczyzna, po upewnieniu się, że jego partnerka zasnęła, opuścił pojazd, który zjechał do wody. Następnie uruchomił alarm na pobliskim stanowisku łowieckim i zaczął wzywać pomocy.
Wezwani na miejsce strażacy wyciągnęli auto ze stawu. Sekcja zwłok Anety M.-H. potwierdziła, że przyczyną jej zgonu było gwałtowne uduszenie w wyniku utonięcia - kobieta miała 2,4 promila alkoholu w organizmie. Andrzej J. przekonywał, że doszło do nieszczęśliwego wypadku.
Opowiadał śledczym, że razem z partnerką był w samochodzie, obudził się, kiedy auto znajdowało się już w wodzie, a jej poziom wewnątrz pojazdu sięgał połowy szyb w przednich drzwiach. Twierdził też, że udało mu się otworzyć drzwi od pojazdu, który zaczął gwałtownie nabierać wody, jednak mimo prób nie udało mu się uratować partnerki. Po dopłynięciu na brzeg miał wezwać pomoc.
Sprawą zajmowali się policjanci z komendy wojewódzkiej w Katowicach, z tzw. Archiwum X, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. Weryfikując dowody, śledczy doszli do wniosku, że Andrzej J. nie mówił prawdy. Jego wersję podważyły opinie ekspertów: biegłego z zakresu eksperymentów w wypadkach w wodzie oraz biegłego z zakresu ruchu drogowego.
Z uzyskanych ekspertyz wynika, że wskazany przez J. przebieg zdarzenia nie mógł mieć miejsca i nie mógł on otworzyć drzwi auta zanurzonego w wodzie. Okazało się też, że po śmierci Anety, Andrzej J. posługiwał się należącą do niej kartą bankomatową, wypłacił z niej pieniądze, zapłacił nimi za zakupy, m.in. za znicz, który zapalił w miejscu jej śmierci.


