Prezydent Ukrainy w nagranym oświadczeniu zagroził "przywództwu Białorusi" podjęciem "prewencyjnych działań". Wołodymyr Zełenski ostrzega kraj Łukaszenki przed dalszym angażowaniem się w rosyjską wojnę. Równocześnie kancelaria prezydenta wyśmiała propozycję Mińska o możliwości podjęcia rozmów.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Rosja i Białoruś przeprowadziły wspólne ćwiczenia nuklearne. W manewrach brało udział ponad 60 tys. personelu wojskowego.

Rosyjskie ministerstwo obrony przyznało, że głowice jądrowe zostały dostarczone na terytorium Białorusi i przekazane jednostkom wojskowym.

Białoruś jest konsekwentnie wykorzystywana przez Moskwę do inwazji na Ukrainę. Reżim Alaksandra Łukaszenki - formalnie nie wprowadzając własnych żołnierzy do bezpośrednich walk na froncie - oddał Rosji do dyspozycji pełną infrastrukturę państwową, militarną i logistyczną. Rosja traktuje Białoruś jak gigantyczne, bezpieczne zaplecze, a jednocześnie Mińsk działa także jak permanentny "straszak". Poprzez ciągłe prowokacje graniczne, nagłe kontrole gotowości bojowej białoruskiej armii oraz przerzucanie rosyjskich kontyngentów, Białoruś zmusza Ukrainę do utrzymywania znacznych sił obronnych na północnej granicy, odciągając je od głównego teatru działań obronnych.

Równocześnie Kreml nie ustaje w wysiłkach, by coraz silniej wciągać Białoruś do wojny. Ostatnie manewry nuklearne były kolejnym tego dowodem.

Na dalsze prowokacje ze strony połączonych sił rosyjsko-białoruskich postanowił odpowiedzieć prezydent Ukrainy. "Mamy możliwość działania prewencyjnego przeciwko de facto przywództwu Białorusi, które musi pozostać w gotowości - co oznacza, że muszą naprawdę poczuć, iż będą konsekwencje, jeśli podejmą agresywne działania przeciwko Ukrainie i naszemu ludowi" - przekazał Wołodymyr Zełenski.

Łukaszenka mówi o spotkaniu z Zełenskim i nie chce angażować się w wojnę

Alaksandr Łukaszenka podczas wideokonferencji, w której uczestniczył również prezydent Rosji Władimir Putin, podkreślił, że Białoruś nie zamierza dać się wciągnąć w wojnę na Ukrainie. "Nie stanowimy dla nikogo zagrożenia. Ale mamy taką broń (nuklearną) i jesteśmy gotowi bronić naszej wspólnej ojczyzny od Brześcia do Władywostoku wszelkimi możliwymi sposobami" - cytuje Łukaszenkę państwowa agencja BiełTA.

Przywódca Białorusi zaznaczył, że jego kraj nie będzie walczył, jeśli nie zostanie zaatakowany. "Nie ma takiej potrzeby, ani cywilnej, ani wojskowej" - dodał, odnosząc się do ewentualnego zaangażowania w konflikt na Ukrainie. Zastrzegł jednak, że Mińsk może zostać wciągnięty w wojnę tylko w przypadku agresji ze strony Ukrainy.

Łukaszenka wyraził również gotowość do spotkania z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. "Jeśli chce o czymś porozmawiać, proszę bardzo, jesteśmy na to otwarci - na Ukrainie, na Białorusi, jesteśmy gotowi spotkać się z nim i omówić problemy relacji między naszymi krajami" - powiedział białoruski przywódca.

Odpowiedź kancelarii prezydenta Ukrainy

Oświadczenie Alaksandra Łukaszenki o gotowości do spotkania z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim zostało skomentowane przez stronę ukraińską jako "nic nieznaczące".

Na słowa białoruskiego przywódcy zareagował doradca prezydenta Ukrainy ds. komunikacji, Dmytro Łytwyn, który w rozmowie z dziennikarzami stwierdził: "Już od 2022 roku dla wszystkich jest oczywiste, że słowa tego pana nic nie znaczą, więc obserwujemy jego działania".

Łytwyn dodał, że Łukaszenka wielokrotnie próbował usprawiedliwiać się po fakcie, twierdząc, że Białoruś była rzekomo zagrożona atakiem, co według strony ukraińskiej nie znajduje potwierdzenia w faktach.

Deklaracja Łukaszenki padła w dniu, gdy wraz z Władimirem Putinem obserwował manewry sił nuklearnych Rosji i Białorusi. 

Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło rozmieszczenie rosyjskiej broni jądrowej na Białorusi oraz wspólne ćwiczenia jako "bezprecedensowe wyzwanie dla globalnej architektury bezpieczeństwa" i wezwało społeczność międzynarodową do zdecydowanej reakcji.