Roje dronów nad Rosją. Potężne zniszczenia na Krymie i w obwodzie moskiewskim. Ukraina egzekwuje swoje "sankcje dalekiego zasięgu", Rosjanie próbują w głównych mediach tuszować skutki nocnego ataku, ale agencja Interfax podaje wstrząsające dane o liczbie zestrzelonych przez obronę przeciwlotniczą bezzałogowców. Wołodymyr Zełenski wydaje komunikat po niszczycielskim ataku i wzywa Moskwę: zakończcie tę wojnę.
- Ukraina przeprowadziła największy atak dronowy na Rosję od początku wojny.
- Uderzono w rosyjską infrastrukturę w obwodzie moskiewskim i na Krymie.
- Wiele obiektów zostało zniszczonych, odnotowano także ofiary śmiertelne.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
W nocy z 16 na 17 maja ukraińskie służby specjalne oraz Siły Obrony przeprowadziły zmasowany atak dronów na cele w rejonie Moskwy oraz na okupowany Krym. Uderzono m.in. w zakłady zbrojeniowe, obiekty naftowe oraz wojskowy lotnisko Belbek.
Według informacji przekazanych przez źródła Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) dla portalu Hromadske, w wyniku nocnego ataku w obwodzie moskiewskim uszkodzone zostały:
- Zakład "Angstrem", dostarczający półprzewodniki dla rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego i objęty sankcjami USA,
- Moskiewska rafineria naftowa,
- Stacje przesyłowe ropy "Sołniecznogorsk" i "Wołodarskoje".
W tym samym czasie ukraińskie siły przeprowadziły atak na wojskowe lotnisko Belbek na okupowanym Krymie. Według SBU, zniszczono tam m.in.:
- System przeciwlotniczy "Pancyr-S2",
- Hangar z radarem do systemu S-400,
- Systemy sterowania dronami "Orion" i "Forpost",
- Punkt przekazu danych "ziemia-powietrze",
- Wieżę kontrolną i hangar na terenie lotniska.
Szef SBU Jewhenij Chmara podkreślił, że tego typu operacje mają kluczowe znaczenie dla osłabienia rosyjskiego potencjału wojennego. "Uderzenia w zakłady zbrojeniowe, infrastrukturę wojskową i logistykę naftową ograniczają możliwości Rosji do kontynuowania wojny przeciwko Ukrainie. Pokazują też, że nawet najlepiej chroniony region Moskwy nie jest bezpieczny" - zaznaczył.
Zniszczeń odnotowano jednak znacznie więcej. Portal Meduza informuje, że w największym od początku wojny ataku powietrznym na Rosję zginęły co najmniej 4 osoby, a kilkanaście zostało rannych. Podczas ataku ucierpiały m.in. budynki mieszkalne w Moskwie, Chimkach czy Krasnogorsku. W mediach społecznościowych pojawiły się liczne zdjęcia i nagrania z miejsc ataków, pokazujące zniszczenia i akcje ratunkowe.
Według relacji świadków, część dronów została zestrzelona przez rosyjską obronę przeciwlotniczą, jednak nie wszystkie udało się przechwycić. W niektórych przypadkach szczątki dronów spadały w pobliżu placów zabaw i budynków mieszkalnych.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony, cytowane przez agencję Interfax, twierdzi, że w ciągu doby zestrzelono 1054 drony oraz rakiety "Flamingo" i "Neptun".
W niedzielę prezydent Wołodymyr Zełenski podziękował SBU i wojsku za - jak to ujął - "skuteczne egzekwowanie sankcji dalekiego zasięgu".
"Nasze odpowiedzi na przedłużającą się wojnę Rosji i ataki na nasze miasta i społeczności są całkowicie uprawomocnione. Tym razem ukraińskie sankcje dalekiego zasięgu dotarły do obwodu moskiewskiego i jasno mówimy Rosjanom: ich państwo musi zakończyć wojnę. Ukraińscy producenci dronów i rakiet kontynuują swoją pracę. Jestem wdzięczny Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) i wszystkim Siłom Obronnym Ukrainy za ich precyzję. Odległość od granicy państwowej Ukrainy wynosi ponad 500 km" - przekazał Zełenski, podkreślając, że drony dosięgły także celów w obwodzie moskiewskim, gdzie zagęszczenie rosyjskiej obrony powietrznej jest największe.
Jak informuje portal Meduza, rosyjskie telewizje państwowe w relacjach z 17 maja skupiały się na zapewnieniach o "skutecznej pracy obrony przeciwlotniczej" oraz "neutralizacji większości dronów". W oficjalnych materiałach ograniczano się do krótkich wzmianek o "niegroźnych uszkodzeniach" i "niewielkich pożarach", nie podając szczegółowych informacji o ofiarach śmiertelnych czy rannych.
Wbrew doniesieniom niezależnych mediów i relacjom mieszkańców, w państwowych przekazach nie pojawiały się informacje o śmierci trzech osób, kilkunastu rannych czy poważnych zniszczeniach budynków mieszkalnych i infrastruktury naftowej. Zamiast tego, podkreślano szybkie działania służb ratunkowych i "brak zagrożenia dla mieszkańców".
Eksperci cytowani przez Meduzę zwracają uwagę, że taka strategia informacyjna ma na celu utrzymanie spokoju społecznego i ograniczenie paniki. W mediach społecznościowych pojawiają się jednak liczne zdjęcia i nagrania dokumentujące skalę zniszczeń, które nie są pokazywane w oficjalnych kanałach informacyjnych.


