Wpływowy, a zarazem obdarzony na Zachodzie głęboką nieufnością były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder został zauważony w centrum Moskwy. Jego nagłe pojawienie się w rosyjskiej stolicy nastąpiło niedługo po oficjalnej sugestii Władimira Putina, by to właśnie Schröder podjął się roli mediatora w rozmowach pokojowych. Inicjatywa ta spotkała się z natychmiastowym i kategorycznym odporem ze strony Unii Europejskiej oraz Kijowa. Co kanclerz, polityk i lobbysta oraz przyjaciel Putina robił w stolicy Rosji?

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Były szef niemieckiego rządu został zauważony w luksusowym moskiewskim hotelu Kempinski, położonym w bezpośrednim sąsiedztwie Kremla. Doniesienia stacji n-tv, potwierdziły obecność polityka w poniedziałek wieczorem. Oficjalne cele wizyty nie zostały podane do publicznej wiadomości przez biuro byłego kanclerza, co natychmiast uruchomiło lawinę spekulacji w stolicach europejskich.

Nie jest to pierwsza tego typu "prywatna" podróż Schrödera od momentu eskalacji działań wojennych w Ukrainie. Wcześniej również gościł w Moskwie, tłumacząc wówczas zdezorientowanej opinii publicznej w Niemczech, że spędza tam jedynie "zwykły urlop". Obecny kontekst geopolityczny nadaje jednak tej wizycie zupełnie inną wagę i stawia w trudnym położeniu obecny rząd w Berlinie, który odcina się od jakichkolwiek nieoficjalnych kanałów dyplomatycznych prowadzonych przez powiązanego z SPD polityka.

Gerhard Schröder sprawował urząd kanclerza Niemiec w latach 1998-2005. Po odejściu z aktywnej polityki objął kluczowe stanowiska w rosyjskich konsorcjach energetycznych, w tym w Nord Stream AG oraz państwowym koncernie naftowym Rosnieft, stając się symbolem uzależnienia gospodarczego Berlina od dostaw surowców z Federacji Rosyjskiej.

Marzenia Władimira Putina

Przyjazd Schrödera zbiega się w czasie z nową propagandową i dyplomatyczną koncepcją Moskwy. Władimir Putin publicznie zadeklarował, że były kanclerz - jako człowiek rzekomo cieszący się zaufaniem obu stron i (rzekomo) wybitny mąż stanu - mógłby odegrać kluczową rolę w uregulowaniu konfliktu w Ukrainie. 

Reakcja Zachodu na ten scenariusz okazała się jednak druzgocąca. Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas właściwie wyśmiała tę propozycję, podkreślając, że Schröder reprezentuje wyłącznie interesy rosyjskich spółek energetycznych, a nie unijną czy niemiecką rację stanu.

Z kolei władze w Kijowie określiły pomysł mianowania Schrödera mediatorem jako "farsę" i cyniczną próbę wymuszenia ustępstw terytorialnych. Ukraińscy dyplomaci wskazują, że osoba tak mocno powiązana kapitałowo i towarzysko z Kremlem nie posiada elementarnej wiarygodności niezbędnej doprowadzenia bezstronnych negocjacji.

Merz w kropce

Dla samego Berlina, obecność Schrödera w Moskwie to cios wizerunkowy, pokazujący, że Niemcy nie do końca panują nad procesami dyplomatycznymi. Z jednej strony kanclerz Friedrich Merz deklaruje wsparcie dla Ukrainy i twardą politykę wobec Rosji, z drugiej jednak prominentne postaci z pogranicza polityki RFN intensywnie dążą do zabezpieczenia interesów Kremla. 

Choć macierzysta partia Schrödera SPD wielokrotnie dystansowała się od jego działań, powtarzające się podróże byłego szefa rządu do Rosji podtrzymują na Zachodzie nieufność wobec intencji Niemiec. Schröder nigdy oficjalnie nie potępił Władimira Putina, niezmiennie nazywając go swoim "bliskim przyjacielem". Plan pokojowy, który były szef rządu zaproponował kiedyś oficjalnie, przewidywał drastyczne ustępstwa Kijowa, zarówno w kontekście terytorialnym, jak i kulturowym, społecznym, militarnym i politycznym. 

Schröder już raz pojechał do Moskwy, na początku pełnoskalowej inwazji w 2022 roku, i spotkał się tam z Putinem. Rezultaty jego dyplomacji oglądamy do dziś.