Krzysztof Galos, polski obywatel, który zginął w rosyjskim areszcie śledczym, był aktywnym uczestnikiem akcji poparcia dla Ukrainy i fotografował się z żołnierzami Sił Zbrojnych Ukrainy. Wbrew wcześniejszym doniesieniom medialnym, nie szerzył prorosyjskich narracji i nie negował wojny - wynika z dziennikarskiego śledztwa.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Dziennikarze "Slidstvo.Info" dotarli do zdjęcia Krzysztofa Galosa zrobionego w towarzystwie ukraińskich żołnierzy w Berisławiu na Chersońszczyźnie, kilka dni przed jego zaginięciem. Analiza jego mediów społecznościowych wykazała, że uczestniczył także w akcji poparcia dla Ukrainy w Warszawie. 5 kwietnia 2023 roku opublikował wideo z wystąpienia prezydentów Andrzeja Dudy i Wołodymyra Zełenskiego, podkreślając duże zainteresowanie wydarzeniem.
Galos przekroczył polsko-ukraińską granicę 14 kwietnia 2023 roku. Jego telefon logował się kolejno w Odessie, a następnie w Berisławiu. Tam, na tle charakterystycznego budynku miejskiego, zrobił sobie zdjęcie z dwoma żołnierzami ukraińskiej obrony terytorialnej. Następnie udał się do obwodu zaporoskiego, gdzie 20 kwietnia zaginął.
Na jednym z ukraińskich posterunków Galos poinformował żołnierzy, że jedzie do dziewczyny w okupowanym Enerhodarze. Nie pozwolono mu jednak kontynuować podróży ze względu na zagrożenie. Wkrótce potem trafił do rosyjskiej niewoli.
Według świadectw byłych więźniów, Polak został pobity na śmierć w areszcie śledczym nr 2 w Taganrogu (obwód rostowski, Rosja).
Dziennikarze "Slidstvo.Info" nie znaleźli na profilach społecznościowych Galosa żadnych prorosyjskich wypowiedzi ani treści negujących wojnę. Wbrew wcześniejszym medialnym doniesieniom, Polak nie szerzył rosyjskiej propagandy.
Wcześniej niektóre media rozpowszechniały informację, że Krzysztof pojechał na Ukrainę, ponieważ "nie wierzył w wojnę".


