Nie ma groźby wybuchu epidemii, ale do wielu domów zalanych w okolicach podpłockiego Dobrzykowa mieszkańcy nie będą mogli wrócić. Znaczną część budynków trzeba będzie wybudować od nowa - mówi wojewoda mazowiecki. Od niedzieli ewakuowano stamtąd 2,5 tysiąca mieszkańców i mniej więcej tyle samo zwierząt. W budynkach stojących w głębokiej wodzie jest wciąż około 200-300 osób.

Centymetr na godzinę opada woda w Wiśle w Dobrzykowie na Mazowszu; obniża się także poziom wody na terenach zalanych po przerwaniu przez rzekę wału w Świniarach. Od niedzieli ewakuowano stamtąd 2,5 tysiąca mieszkańców i mniej więcej tyle samo zwierząt. czytaj więcej

To ile domów trzeba będzie wybudować od nowa, ocenią specjaliści, ale - jak przyznaje wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski - będzie naprawdę sporo. Kiedy tylko woda opadnie, służby przystąpią do odkażania terenu. Silny nurt wpycha tu wszystko, co zabrała woda w Krakowie, Sandomierzu. Są zdechłe krowy, świnie i zwierzęta polne, śmieci, plamy oleju, resztki wypłukane z oczyszczalni ścieków - wylicza wojewoda.

Na rozlewisko ruszyły łodziami specjalne grupy, m.in. lekarz, weterynarz, inspektor budowlany oraz policjant. Ich zadaniem jest ocena pod względem bezpieczeństwa zdrowotnego, sanitarnego i budowlanego - wyjaśnia Kozłowski.

Przez cały czas na miejscu trwa jeszcze ewakuacja. Tym razem chodzi przede wszystkim o wywiezienie z zalanych terenów zwierząt hodowlanych. Padnięte krowy czy świnie mogą bowiem zwiększyć ryzyko skażenia.

Jednocześnie zalany teren od Dobrzykowa do Świniar patroluje 15 łodzi. Strażacy sprawdzają, co dzieje się z osobami, które zdecydowały się pozostać w swoich podtopionych domach. To - jak szacują służby - mniej niż 10 procent mieszkających tam ludzi. Osobom, które pozostały w zalanych domach, służby ratownicze przez cały czas dostarczają żywność i wodę pitną.

Wczoraj z powietrza sfotografowano zalany teren, teraz służby popłyną w konkretne miejsca, by zinwentaryzować całe rozlewisko. Sprawdzą każde gospodarstwo, zapukają do wszystkich, nawet tych zalanych po dach domów, by sprawdzić czy nie ma w środku ludzi. Zajrzą do każdej obory, chlewni, by upewnić się, że nie ma tam zwierząt - tłumaczy w rozmowie z reporterem RMF FM Mariuszem Piekarskim wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski.

Poziom wody w Wiśle w Dobrzykowie i okolicach powoli, ale systematycznie się obniża. Gdy opadnie poniżej stanów alarmowych - co nastąpi najprawdopodobniej w weekend - służby mają rozpocząć próbę zasypania wyrwy w wale w Świniarach, gdzie wciąż wlewa się Wisła. Woda na zalanych terenach - jak szacuje sztab kryzysowy - może stać nawet 2 tygodnie.