Straciliśmy wiarygodność w NATO. Niektórzy pytają, czy jesteśmy nadal w Układzie Warszawskim - generał Sławomir Petelicki ocenia zachowanie naszych władz na czele z Donaldem Tuskiem po tragedii smoleńskiej. Były szef GROM-u zarzuca premierowi, że nie chciał o katastrofie powiadomić Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Z gen. Petelickim rozmawiał mariusz piekarski

Mariusz Piekarski: Panie generale, proszę powiedzieć, skąd ta zmiana u pana, jeśli chodzi o ministra Klicha i to, że pan uznaje, że minister Klich zaraz po katastrofie jako jedyny zachował trzeźwość umysłu? To są potwierdzone informacje, że chciał powiadomić NATO, a premier mu zabronił?

Stanisław Petelicki: Do czasu, kiedy minister obrony Bogdan Klich nie wyrzucił w taki bardzo nieelegancki sposób generała Skrzypczaka, ja mu doradzałem społecznie. Byliśmy na "ty" i starałem się mu pomagać, tak, jak wcześniej pomagałem ministrowi Radosławowi Sikorskiemu. Z tą różnicą, że minister Radosław Sikorski korzystał z moich rad i na przykład przyjął kandydaturę Franciszka Gągora na szefa Sztabu Generalnego. Generała Soczewicę - wtedy pułkownika - na szefa swojego gabinetu, generała Józefa Buczyńskiego na szefa Akademii Obrony Narodowej... I w tym czasie, kiedy doradzałem Bogdanowi Klichowi, poznałem jego bliskich współpracowników, zresztą część z nich to są bardzo inteligentni ludzie. Jak się wczoraj w "gazecie Wyborczej" ukazała informacja, że minister obrony Bogdan Klich odejdzie, pozostaje tylko do ustalenia termin tego, to ci współpracownicy się poczuli oszukani. I na przykład jeden z nich mi powiedział, że teraz z ich ministra chcą zrobić kozła ofiarnego. Drugi - że minister ich zapewniał, że zostanie, że mocno się czuje. I zaczęliśmy się zastanawiać, co się stało i dlaczego. I jeden z nich mi powiedział, że tu minister się zachował tak, jak powinniśmy się zachować jako kraj. Znając procedury NATO, chciał natychmiast poinformować NATO i poprosić o pomoc, tak, jak 11 września od razu Amerykanie, jak był atak na wieże centrum handlowego, się zwrócili do wszystkich krajów NATO, bo nie było wiadomo, co ten atak oznacza. U nas też nie było wiadomo, czy to jest zwykła katastrofa, czy to jest zamach. Nie wiadomo było w pierwszej chwili, wiadomo było, że straciliśmy całe dowództwo, straciliśmy zwierzchnika sił zbrojnych. Jesteśmy od 10 lat w NATO i normalnie, zgodnie z procedurami... Twierdzą ci współpracownicy ministra Klicha, że on chciał się od razu zwrócić do NATO, a że premier go powstrzymał po tej rozmowie w cztery oczy z Putinem. I została wybrana konwencja chicagowska, która absolutnie nie pasuje do samolotu wojskowego, bo teraz widzimy, że nie możemy się odwołać do Organizacji Lotnictwa Cywilnego, bo ta konwencja dotyczy wyłącznie tych samolotów cywilnych. A to nie był samolot cywilny. Ponadto my sobie narobiliśmy przez to kłopotów, bo straciliśmy wiarygodność w NATO. Niektórzy się pytają, czy jesteśmy nadal w Układzie Warszawskim. A poza tym nie mielibyśmy tych wszystkich kłopotów, bo to NATO by zbierało te różne dowody i oni by po prostu pomagali nam w tym. I oni by się zwracali do Rosjan, a nie my - prosimy, żebrzemy o to, żeby zakryć wrak, wrak jest niszczony. Kto teraz ustali, czy jakaś aparatura na pokładzie tego samolotu nie zawiodła? Przecież wiadomo, że zaraz po tej katastrofie była prawie identycznego samolotu katastrofa, gdzie wszystkie urządzenia wysiadły.

Mariusz Piekarski: Panie generale, czyli z pana wiedzy wynika, że minister Klich chciał dołączyć do tej sprawy NATO, chciał wykorzystać ścieżkę wojskową, ścieżkę natowską?

Stanisław Petelicki: Ja teraz nie wiem, czy to tak było faktycznie, to trzeba wyjaśnić. To wymaga wyjaśnienia, bo to jest dla nas bardzo ważne. Jeżeli się minister Klich tak zachował, to uważam, że zachował się bardzo prawidłowo. Że zachował trzeźwość umysłu i zimną krew, i chciał postępować zgodnie z procedurami NATO. No bo znaleźliśmy się w niebezpieczeństwie i powinniśmy się zwrócić do NATO. Ale premier uznał, że wiarygodni są Rosjanie i wybrał tę drogę. Ja nie wiem teraz, czy np. współpracownicy ministra Klicha, jak już widzą, że może się stać kozłem ofiarnym, to czy go nie próbują wybielać. Ja nie wiem, nie byłem przy tym. Ja tylko powtarzam, bo uważam, że opinia publiczna powinna być traktowana poważnie. I powinno się po pierwsze przeprosić opinię publiczną za to, że się tyle czasu wmawiało, że to był cywilny samolot, a z dokumentów i ze wszystkich innych procedur wynika, że był wojskowy, bo nawet piloci nie mieli uprawnień do cywilnych lotów. Więc w tej chwili też trzeba wyjaśnić, dlaczego się nie zwróciliśmy do NATO. Przecież ja wiem skądinąd, że przez to, że nie przestrzegamy żadnych procedur - bo w dwóch prawie identycznych katastrofach najpierw straciliśmy całe dowództwo lotnictwa prawie, a potem już całe dowództwo wojska, z prezydentem na czele, - nie dostaliśmy tych uzbrojonych Patriotów, które były już wynegocjowane przez Radosława Sikorskiego. Więc to nie może być tak, że się po prostu - jak mówi profesor Balcerowicz - traktuje nas jak stado baranów.

Mariusz Piekarski: A z pana wiedzy wynika, że minister Klich miał obowiązek powiadomić dowództwo NATO o tym, że uległ katastrofie samolot wojskowy z prezydentem i generalicją na pokładzie?

Sławomir Petelicki: Ależ oczywiście, to są normalne procedury. Zwraca się o pomoc przecież tam była łączność natowska, której nie odzyskaliśmy. Graś opowiada bajki, że jak wieczorem przyjechał, kontrwywiad to wszystko zabezpieczył. To niech pan Graś zabezpiecza posiadłość Niemca, w której mieszka jako dozorca nocny, a nie opowiada bajek. To jest po prostu przykre, że się w ten sposób traktuje obywateli. Nie wolno ich tak traktować. My staraliśmy się do tego NATO wstąpić po to, by czuć się bezpiecznie. A tu bez wojny tracimy wszystkich generałów i nie zwracamy się do NATO, tylko przytulamy się do pana Putina. Ja rozumiem, że chcemy poprawić stosunki z sąsiadem, ale to jedno do drugiego nic nie ma. Bo jak już jesteśmy w NATO, to załatwiajmy takie sprawy w NATO według procedur NATO. Wszystkie procedury złamaliśmy - nie było lotniska zapasowego, nie było rozłożenia tej ekipy w kilku samolotach, nie było koordynacji ze strony pana Arabskiego pomiędzy częścią cywilną delegacji a częścią wojskową.

Mariusz Piekarski: Co zmieliłoby pana zdaniem gdybyśmy zaraz po katastrofie zwrócili się do NATO?

Sławomir Petelicki: Nie mielibyśmy takiego kłopotu, jaki mamy teraz. My jesteśmy petentem u Rosjan.

Mariusz Piekarski: Czyli z Moskwą rozmawiałaby Bruksela, dowództwo NATO, nie my?

Sławomir Petelicki: Oczywiście że tak. Prosta sprawa: jesteśmy członkiem i wtedy, jak mamy problem, oni nam pomagają. Oni mają takie urządzenia, że nie muszą prosić Rosjan o różne rzeczy, bo mają wszystkie nagrania. To dzięki przytomności płk. Edmunda Klicha mamy nagrania tego, co się działo w wieży. I tutaj też taki moment. Jeżeli był powiadomiony dzień wcześniej przez służby pan Graś, że - jak był pan premier na nartach - będzie konferencja MAK-u, a jak wiemy, że ma być konferencja MAK-u, a wcześniej pan premier mówi, że raport jest nie do przyjęcia, to powinniśmy godzinę wcześniej zrobić naszą konferencję. Nie musi wcale premier wracać z nart, bo wystarczy, że minister Miller robi konferencję i podaje, co było w tej wieży, w tym baraczku i wtedy cały świat wie, że nie Polacy byli pijani, tylko tam był bałagan. A my się sami podkładamy. Nie rozumiem tego po prostu.