Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) rozważają podjęcie działań militarnych w celu powstrzymania irańskich ataków rakietowych i dronowych. Arabia Saudyjska również może dołączyć do amerykańsko-izraelskiej ofensywy. Taka decyzja zostałaby uznana za bezprecedensową i mogłaby zaważyć na stabilności całego regionu.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
ZEA, które od początku konfliktu były najczęściej atakowanym krajem przez Iran, rozważają aktywne środki obronne.
Pomimo braku bezpośredniego zaangażowania w wojnę, Emiraty doświadczyły ponad 800 ataków rakietowych i dronowych. "Żaden kraj na świecie nie zignorowałby takiej sytuacji" - podkreśla źródło serwisu Axios zaznajomione z dyskusjami politycznymi w ZEA.
Ministerstwo Obrony ZEA poinformowało, że Iran wystrzelił 186 rakiet balistycznych w kierunku Emiratów, z czego 172 zostały przechwycone. Dodatkowo, wykryto 812 dronów, z których 755 zostało zneutralizowanych.
Ataki Teheranu spowodowały śmierć trzech obcokrajowców i raniły około 70 osób.
Irańskie ataki odwetowe przekształciły konflikt w szeroki regionalny kryzys, wciągając kraje, które nie chciały być jego częścią. Od rozpoczęcia kampanii bombardowań USA i Izraela, Iran atakował bazy amerykańskie i inne cele w regionie, w tym w Iraku i Jordanii. Prezydent Trump ogłosił, że operacja "Epic Fury" ma trwać od czterech do pięciu tygodni, co - jak przypuszczają obserwatorzy - może prowadzić do dalszej eskalacji konfliktu.
Anwar Gargash, doradca ds. polityki zagranicznej prezydenta ZEA, skrytykował Iran za eskalację konfliktu, podkreślając, że takie działania izolują Teheran na arenie międzynarodowej.
"Ta eskalacja jedynie wzmacnia narrację, że Iran jest głównym źródłem zagrożenia w regionie, a jego program rakietowy jest stałym źródłem niestabilności" - napisał na X.


