Co najmniej 648 osób zginęło podczas tłumienia protestów w Iranie - poinformowała w poniedziałek organizacja pozarządowa Iran Human Rights (IranHR). Społeczeństwo jest podzielone w ocenie reżimu, a na arenie międzynarodowej coraz śmielej pojawiają się pytania o możliwą interwencje USA. „Uderzenie ze strony Stanów Zjednoczonych musiałoby być dobrze zaplanowane (…). Wycelowane punktowo we władzę” - stwierdził w rozmowie z Krzysztofem Urbaniakiem w Radiu RMF24 Jakub Gajda, iranista z Fundacji imienia Kazimierza Pułaskiego.

  • Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. 

Donald Trump uprzedzał, że poważnie rozważa uderzenie na Iran w reakcji na krwawe tłumienie antyreżimowych protestów. Zapowiedział, że będzie wspierał protestujących. Amerykański przywódca dodał jednak, że władze Iranu chcą z nim rozmawiać, a on jest gotowy na negocjacje.

Rzeczniczka Białego Domy Karoline Leavitt stwierdziła, że Trump woli rozwiązać kryzys w Iranie na drodze dyplomacji, choć nie rezygnuje z opcji siłowych. Myślę, że prezydent Trump jest bardzo dobry w tym, że zawsze ma wszystkie możliwe opcje na stole, a naloty byłyby jedną z wielu możliwości, które rozważa naczelny dowódca. Dyplomacja jest zawsze opcją numer jeden dla prezydenta - powiedziała Leavitt podczas rozmowy z dziennikarzami przed Białym Domem.

Gość Radia RMF24 przyznał, że w obecnej sytuacji trudno przewidzieć kolejne posunięcia amerykańskiego prezydenta. Jeśli jednak doszłoby do jakiejś interwencji, to musiałaby ona być zaplanowana w ten sposób, że "nie dotknęłoby w żaden sposób dóbr społeczeństwa". Uderzenie musiałoby być wycelowane punktowo we władzę - stwierdził. Sam fakt zachodniej interwencji mógłby obudzić negatywne wspomnienia społeczeństwa z lat 70. i obalenia szacha Pahlawiego. Agresywna amerykańska reakcja zwiększyłaby ryzyko pogłębienia się destabilizacji Iranu.

Nie jest to na pewno recepta na trwałe obalenie reżimu Islamskiej Republiki Iranu bez (kreowania - przyp. RMF FM) sytuacji, w której później w Iranie zapanowałby wielki chaos, z którego nie wiadomo, co by się mogło wyłonić - zaznaczył Gajda.

"Dosyć kontrowersyjna sprawa"

Zdaniem Gajdy władze na razie kontrolują manifestacje. Trudno więc powiedzieć, jak protesty będą się rozwijać i czy mogą realnie wpłynąć na zmianę władzy. Zwrócił jednak uwagę na to, że do społecznego sprzeciwu nawołuje książę Cyrus Reza Pahlawi, najstarszy syn ostatniego szacha Iranu. To jego światowe media wskazują jako osobę, która może przejąć władzę po ewentualnym upadku reżimu.

To jest moim zdaniem dosyć kontrowersyjna sprawa, bo książę Pahlawi w Iranie nie ma szczególnie wielkiego poparcia - stwierdził dr Gajda na antenie Radia RMF 24. 

Jego zdaniem zainstalowanie tak kontrowersyjnej osoby jak książę Reza Pahlawi na stanowisku przywódcy Iranu wiązałoby się z szybkim zakończeniem rewolucji. W kraju zapanowałby jeszcze większy chaos niż jest w tej chwili - stwierdził iranista.

Nie wszyscy są przeciwnikami reżimu

Nie należy jednak ulegać złudzeniu, że całe społeczeństwo irańskie jest całkowicie prozachodnie. To nie jest cała prawda o irańskim społeczeństwie - twierdzi Gajda. Jego zdaniem nie należy popadać w hurraoptymizm, liczyć na polityczną zmianę i wprowadzenie w Iranie demokracji na modłę zachodnią.

Jakkolwiek ideologia Islamskiej Republiki słusznie jest postrzegana za ideologię niebezpieczną dla porządku świata, to jednak obalenie tego reżimu to nie jest taka prosta sprawa - podsumował doktor Jakub Gajda, iranista z Fundacji imienia Kazimierza Pułaskiego. 

Zdaniem eksperta, ze względu na panującą w państwie sytuację, zwolennicy Republiki Islamskiej będą się coraz bardziej konsolidować wokół władzy.  

W poniedziałek przez ulice Teheranu przeszedł prorządowym wiec, w którym uczestniczyły tysiące osób.

Na ulice zaczynają wychodzić też osoby, które wspierają Republikę Islamską, bo irańskie społeczeństwo jest dość mocno podzielone, jeśli chodzi o to, czy Islamska Republika powinna upaść, czy powinna trwać. I taka jest rzeczywistość irańska - skomentował iranista z Fundacji imienia Kazimierza Pułaskiego. 

Iskra, która wznieciła protesty

Masowe protesty w Iranie trwają od 28 grudnia. Rozpoczęły się głównie z powodu głębokiego kryzysu gospodarczego, w którym jest państwo - wysokiej inflacji, załamania wartości riala i drożyzny. Nie pojawiały się na nich zmiany państwowych władz, reżimu. Natomiast te hasła już w tej chwili w miarę rozwoju wydarzeń się pojawiają - zaznaczył gość Radia RMF24.

Protesty przerodziły w jeden z największych od lat zrywów społecznych przeciwko irańskiemu reżimowi. Oficjalna narracja rządowa twierdzi, że w protestach aktywnie biorą udział "osoby z zewnątrz". Gajda ocenia, że jest to typowa dla irańskich władz reakcja pojawiająca się przy każdej skomplikowanej dla nich okazji. 

Ze względu na odcięcie przez władze internetu, dostęp do tego, co naprawdę się dzieje w Iranie jest mocno ograniczony.

Organizacja Iran Human Rights (IranHR) twierdzi, że podczas tłumienia protestów zginęło co najmniej 648 osób. To bilans potwierdzonych ofiar, a niektóre doniesienia mówią nawet o 6 tys. zabitych. Wśród potwierdzonych ofiar śmiertelnych jest dziewięcioro dzieci; tysiące osób zostały ranne, a liczba zatrzymanych prawdopodobnie przekroczyła 10 tysięcy.

Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego internetowego Radia RMF24

Słuchajcie online już teraz!

Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.