Były minister zdrowia Wielkiej Brytanii, Wes Streeting, oficjalnie zapowiedział w sobotę swój start w wyścigu o przywództwo Partii Pracy. Polityk zrezygnował ze stanowiska w czwartek i wyraził brak zaufania wobec obecnego lidera ugrupowania i premiera, Keira Starmera.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez organizację Progress, powiązaną z Partią Pracy, Streeting podkreślił konieczność otwartej rywalizacji o przywództwo. Potrzebujemy porządnej rywalizacji z najlepszymi kandydatami na boisku i dlatego wystartuję - zadeklarował. Dodał, że nie zamierza wymuszać natychmiastowych wyborów, ponieważ "nie leży to w interesie partii ani kraju".

Streeting ponownie skrytykował Keira Starmera, oceniając, że Partia Pracy objęła władzę nieprzygotowana w wielu kluczowych obszarach, a ugrupowaniu brakowało jasnej wizji i kierunku działania. W swoim pierwszym publicznym wystąpieniu po rezygnacji z funkcji ministra zdrowia, polityk podkreślił także konieczność nawiązania "nowych, szczególnych stosunków" z Unią Europejską. 

Brexit określił jako "katastrofalny błąd", a zacieśnienie relacji z Europą - jako szansę na odbudowę brytyjskiej gospodarki, wzmocnienie handlu oraz obrony przed zagrożeniami ze strony Rosji i polityki "America First" Donalda Trumpa.

Andy Burnham kolejnym kandydatem?

O stanowisko szefa Partii Pracy, a w konsekwencji także premiera, może ubiegać się również burmistrz Manchesteru Andy Burnham. W piątek uzyskał on zgodę ugrupowania na start w czerwcowych wyborach uzupełniających do Izby Gmin, co otwiera mu drogę do rywalizacji o przywództwo. Obecnie Burnham nie jest posłem, co uniemożliwia mu formalne ubieganie się o stanowisko lidera partii.

Presja na Keira Starmera wzrosła po dotkliwych porażkach Partii Pracy w wyborach lokalnych w Anglii oraz w wyborach do parlamentów Szkocji i Walii 7 maja. Sytuację pogarszają kontrowersje wokół nominacji skompromitowanego Petera Mandelsona na ambasadora w USA oraz słabe notowania sondażowe ugrupowania. Mimo to Starmer w ostatnich dniach zapewniał, że nie zamierza rezygnować ze stanowiska, argumentując, że kolejna zmiana premiera tylko pogłębiłaby polityczny chaos.