Już nie "kijowski reżim nazistowski" lub "degeneraci i narkomani". Władimir Putin w swoim niedawnym publicznym wystąpieniu całkowicie zmienił ton i wobec ukraińskich władz. Niedługo później szef rosyjskiej dyplomacji Sergiej Ławrow przyznaje, że Moskwa jest gotowa do rozmów z Europą. Ptaszki ćwierkają, że wojna stała się potężnym utrapieniem dla wewnętrznego kręgu Kremla, a Rosjanie byliby skłonni zaakceptować nawet ograniczone zdobycze terytorialne w Ukrainie. Czy władze Rosji szukają sposobu, by zawrzeć rozejm?

  • Władimir Putin w zaskakującym tonie wypowiedział się o Wołodymyrze Zełenskim.
  • Z kręgów zbliżonych do rosyjskich elit napływają informacje o coraz większym niezadowoleniu trwającą wojną.
  • Czy Moskwa faktycznie jest gotowa do negocjacji, czy mamy do czynienia z manipulacją Kremla?
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Władimir Putin zwrócił się do dziennikarzy pod koniec obchodów Dnia Zwycięstwa.

Było to jedno z najskromniej przygotowanych świąt w historii. Bez sprzętu, rozmachu, za to z siatkami przeciwdronowymi rozwieszonymi nad Placem Czerwonym i z dygnitarzami nerwowo spoglądającymi w niebo. Kilkanaście godzin wcześniej Wołodymyr Zełenski opublikował dość zaczepny komunikat, w którym "wyraził zgodę" na przeprowadzenie obchodów Dnia Zwycięstwa w Moskwie i obiecał, że ukraińskie siły nie zaatakują rosyjskiej stolicy tego dnia.

Tymczasem w dniu, który wielu komentatorów ochrzciło jako dzień upokorzenia, a nie "zwycięstwa" Putin niespodziewanie dla wszystkich nazwał ukraińskiego prezydenta "panem Zełenskim". To pierwszy raz od pełnoskalowej inwazji, gdy rosyjski przywódca nie próbuje publicznie dehumanizować Zełenskiego. Wcześniej nazywał go między innymi "przywódcą gangu narkomanów i neonazistów" czy "hańbą". Wypowiedzenie słów "pan Zełenski" nieoczekiwanie stało się najbardziej doniosłym momentem 9 maja w Rosji, a ponieważ kremlinolodzy doszukują się znaczeń i intencji w każdym geście Putina i jego świty, dla niektórych stało się jasne, że prezydent Rosji wysyła sygnał - "jestem gotów do rozmów".

Po raz kolejny usłyszałem, że strona ukraińska, pan Zełenski, jest gotowa na osobiste spotkanie. Tak, słyszałem - mówił Putin cytowany przez agencję Unian.

Raport, który "wyciekł" i szum wokół Putina

Brytyjskie pismo "The i Paper" przypomina, że ujawniono raport przygotowany dla administracji prezydenckiej w Rosji w lutym tego roku. Przedstawia on ryzyka związane z kontynuowaniem wojny przeciwko Ukrainie. Autorzy dokumentu byli brutalni w ocenach. W tekście padają słowa przestrogi w rodzaju "musimy wiedzieć, kiedy się zatrzymać" i "kontynuowanie operacji przyniosłoby pyrrusowe zwycięstwo" oraz że przekroczenie pewnego punktu "wymagałoby przemyślenia fundamentalnych założeń" operacji.

W dokumencie pojawiają się nawet twierdzenia o tym, że wojnę można zakończyć na obecnych liniach styku, bez przejmowania całego Donbasu. Raport sugeruje, że takie rozwiązanie propaganda również będzie mogła zaadaptować jako sukces władz.

Chociaż treść raportu jest sama w sobie sensacyjna, wydaje się, że jeszcze bardziej znaczącym faktem jest sam fakt, że doszło do wycieku. Upublicznianie analiz wywiadowczych w Rosji raczej nie zdarza się przypadkowo. Dodajmy do tego fakt, że "wyciek" zbiegł się w czasie z ujawnieniem najniższych od początków wojny wskaźników poparcia dla Putina - na poziomie 65 proc. Równocześnie - przypomina "The i Paper" - partia Jedna Rosja (czyli polityczne zaplecze prezydenta) opublikowała wytyczne dla swoich działaczy przed tegorocznymi wyborami parlamentarnymi, dotyczące radzenia sobie z trudnymi pytaniami. 

Według rosyjskiego informatora brytyjskiej gazety, część osób z wewnętrznego kręgu Putina nie widzi sensu w kontynuowaniu wojny. "Marnowanie kolejnego roku i setek tysięcy ludzi, by zdobyć miasta, które i tak będą już tylko ruinami, nie ma dla nich sensu" - podaje gazeta.

Problem w tym, że Putin raczej nie należy do osób, które cenią demokratyczną dyskusję i uznają argumentację drugiej strony. Zainteresowani rozejmem próbują mniej lub bardziej subtelnie zwrócić uwagę prezydenta na pokojowe rozwiązanie, a kontrolowane wycieki, badania sondażowe i pojawiające się coraz częściej informacje o możliwym zamachu na życie Putina, są prawdopodobnie elementami kampanii prowadzonej przez kremlowskich technokratów.

Zdaniem analityków, Putin coraz rzadziej pojawia się publicznie, koncentrując się na własnym bezpieczeństwie. W tle narastają konflikty między różnymi frakcjami w elitach władzy, jednak na razie nie przekładają się one na otwartą konfrontację.

Rosyjskie elity nie stanowią jednolitego bloku - to raczej rywalizujące ze sobą grupy, które walczą o wpływy i dostęp do zasobów. Jak podkreśla w wywiadzie dla Carnegie Politika Aleksandra Prokopenko, była doradczyni Centralnego Banku Rosji i politolog, dopóki ludzie wokół Putina czerpią korzyści z obecnego układu, nie mają motywacji do obalenia prezydenta. Rzecz w tym, że sankcje i sama wojna powodują, że źródełko zaczyna wysychać. Zasoby, którymi dysponuje Putin trafiają najczęściej do przemysłu zbrojeniowego lub szeroko rozumianego systemu bezpieczeństwa, a nie wszyscy z "układu" to biznesmeni związani z tymi branżami i nie wszyscy są zadowoleni z faktu, że ich aktywa na zachodzie zostały zamrożone w imię wojny, której wygrać szybko się po prostu nie da.

Mruganie do Europy

W piątek cytowany przez TASS Sergiej Ławrow przekazał, że Rosja jest gotowa do rozmów z Europą, choć zaznaczył, że Moskwa nie zainicjuje dialogu. "Nigdy nie będziemy nikogo błagać" - powiedział minister spraw zagranicznych i dodał ironicznie, że Europejczycy mają "słabe wyniki" jeśli chodzi o zawieranie porozumień.

Chociaż Ławrow ubrał swoją wypowiedź w typowe dla siebie złośliwości, treść komunikatu jest jasna - Rosja sygnalizuje, że może usiąść do stołu także z Europą, której rola była dotychczas marginalizowania w procesie negocjacyjnym. Słowa dyplomaty były zresztą przedłużeniem wypowiedzi samego Putina, który kilka dni temu sam stwierdził, że może dyskutować o bezpieczeństwie z krajami Europy i że jego preferowanym partnerem mógłby być były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder. Propozycja wywołała w Unii Europejskiej raczej pełne politowania uśmiechy, ale - po raz kolejny - Rosja znowu zasygnalizowała, że może jej zależeć na złagodzeniu kursu.

Sensowne interpretacje ostatnich wydarzeń są dwie. Być może w kręgu Putina narasta zniecierpliwienie, a elity polityczne zaczynają się denerwować, że kryzys gospodarczy ocuci ospałych Rosjan, którzy rzekomo mają być coraz bardziej niezadowoleni z sytuacji w kraju. Jeśli to prawda, to gesty Putina wobec Zełenskiego i Europy mogą być próbą wysondowania możliwości dyplomatycznych przy równoczesnym pokazaniu własnemu środowisku, że podejmuje się starania, by zakończyć irytujący konflikt w Ukrainie.

Druga interpretacja jest zgoła inna. Putin na jotę nie zmienił swoich celów i nie cofnie się przed niczym, póki nie zdobędzie przynajmniej Donbasu. Nadal jest przekonany, że może zapanować nad wewnętrznym niezadowoleniem swoich oligarchów i elit politycznych i nadal wierzy w zwycięstwo na polu bitwy.

Ekspert wojskowy Ołeksandr Kowalenko w rozmowie z Unian uznaje, że słowa o Zełenskim są taktyką. Putin, łagodząc ton, pokazuje swoje stanowisko w sposób mniej konfrontacyjny. To - zdaniem eksperta - czysta manipulacja, dzięki której Rosja może być bardziej elastyczna dyplomatycznie, przy jednoczesnym utrzymaniu swoich żądań.

To także ton, który bardzo będzie pasował decydentom w Białym Domu, którzy zyskują pretekst, by powiedzieć "Rosja chce negocjować, ruch należy do Europy i Ukrainy". Ostatecznie jednak - i przyznał to sam rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow - warunek rozpoczęcia negocjacji jest jeden. "Zełenski musi nakazać armii ukraińskiej złożenie broni i opuszczenie Donbasu... wycofać swoje wojska z terytoriów, które Rosja uważa za swoje" - powiedział głos Kremla, jasno dająć do zrozumienia, że rozmowy nie nastąpią przed kapitulacją.