Ma być odrębna nocna i świąteczna pomoc lekarska dla dzieci. To efekt spotkania ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza z konsultantami ds. pediatrii, ratownictwa medycznego i medycyny rodzinnej. Poniedziałkowe rozmowy trwały kilka godzin.



Bartosz Arłukowicz spotkał się z konsultantami po śmierci 2,5-letniej dziewczynki, która nie otrzymała na czas pomocy lekarskiej. Po rozmowach szef resortu zdrowia powiedział, że "na razie wszystkimi kierują emocje", ale trzeba poczekać na wyniki kontroli, prowadzonej m.in. w Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi. Zapowiedział również zmiany w funkcjonowaniu nocnej i świątecznej opieki lekarskiej, dotyczące najmłodszych pacjentów. Żadne konkrety jednak nie padły. W niedzielę, na specjalnie zwołanej konferencji w Szczecinie Arłukowicz zapowiedział, że zrobi wszystko, "aby winni zostali ukarani".

2,5-letnia Dominika trafiła do szpitala im. Marii Konopnickiej w Łodzi w stanie krytycznym. Karetka pogotowia wezwana do dziecka przyjechała dopiero za drugim razem. Według ustaleń reporterki RMF FM, pierwszy ambulans był źle wyposażony. Okazało się m.in., że dziewczynce nie można podać tlenu, bo butle były puste. W ekipie nie było również lekarza. Kiedy dziecko straciło oddech, przyjechała druga karetka. Tym razem już z lekarzem. Wcześniej przyjazdu odmówił medyk odpowiedzialny za nocą pomoc w nagłych przypadkach.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura w Skierniewicach. Przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej w Łodzi sekcja zwłok dziewczynki nie wyjaśniła przyczyn śmierci. Według biegłego, niezbędne są kolejne badania: histopatologiczne oraz prawdopodobnie toksykologiczne. 

Według Rzecznika Praw Pacjenta w całej sprawie nie zawinił system a "czynnik ludzki". Moja opinia w tej sprawie jest taka, że to nie system zawodzi, to często zawodzi człowiek w tym systemie. Gdyby było więcej empatii i zainteresowania ze strony personelu, który rozmawia z pacjentem, być może nie doszłoby do tak tragicznej sytuacji - powiedziała Krystyna Kozłowska. Zleciła również postępowanie wyjaśniające w stacji pogotowia, do której dzwoniła matka dziewczynki, w szpitalu, w którym dziecko zmarło, oraz w placówce odpowiedzialnej za nocną pomoc lekarską.

Według Kozłowskiej, dyspozytor medyczny, który rozmawia z osobą wyzywającą karetkę, powinien być tak przygotowany, by zadawać pytania, jakie pozwolą mu podjąć decyzję o wysłaniu bądź niewysłaniu załogi. Rozumiem, że być może jest dużo takich telefonów, być może często dzwonią osoby, które powinny skorzystać z innych form pomocy. Ale jeśli chodzi o dzieci to jest szczególna sytuacja. Stan zdrowia dziecka może się zmienić z minuty na minutę, stąd to uwrażliwienie, wyczulenie jest niezwykle istotne- podkreśliła Rzeczniczka Praw Pacjenta. 


"Sprawa musi zostać wyjaśniona"

Myślę, że nawet jeżeli zawiódł człowiek, to system na to mu pozwolił. System ratownictwa nie jest bez winy, bo powinniśmy go tak budować, żeby przewidzieć wszelkie możliwe ewentualności i nie dopuścić do tego, aby człowiek mógł popełnić błąd - powiedział w rozmowie z reporterem RMF FM wiceminister zdrowia Sławomir Neumann. Musimy wyjaśnić, dlaczego dyspozytor zachował się tak, a nie inaczej. (...) Dlaczego 2,5-letnia Dominika była leczona przez kilka dni i nie przynosiło to skutku - dodaje. Według wiceministra w systemie są luki, które pozwalają na popełnienie błędów. Prędzej czy później taki błąd zostanie popełniony, bo człowiek jest tylko człowiekiem i jest osobą, która błędy popełnia. Musimy więc tak ten system budować, żeby eliminować możliwość popełnienia błędu. Czyli zrobić systemy ostrzegania wewnątrz ratownictwa - twierdzi Neumann.


Zrozpaczona matka Dominiki wzywa pomoc

Pierwsza rozmowa matki Dominiki z dyspozytorem pogotowia

Druga rozmowa matki Dominiki z dyspozytorem pogotowia

Nasza redakcja ma dwa nagrania rozmów prowadzonych przez matkę dziecka z Wojewódzką Stacją Ratownictwa Medycznego w Łodzi. Z pierwszej rozmowy przeprowadzonej w poprzednią niedzielę ok. godz. 22 wynika, że kobieta szczegółowo informowała dyspozytorkę o stanie dziecka. Mówiła m.in., że dziewczynka od poprzedniego dnia gorączkuje (w trakcie rozmowy miała 39 stopni C, wcześniej temperatura dochodziła do 42 st. C), a od trzech godzin ma biegunkę, dreszcze i drgawki. Kobieta podała też informację, że dziecko jest pod opieką neurologa.

W odpowiedzi dyspozytor podał matce dziecka telefon do poradni świadczącej nocną i świąteczną pomoc medyczną w Skierniewicach. Pracownicy punktu twierdzą, że dyspozytor pogotowia sam podejmuje decyzję o wysłaniu do chorego karetki, a także, że ich lekarz nie odmówił przyjazdu do dziecka - wyjaśnił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.