„Politycy Platformy muszą przerobić lekcję, dlaczego PiS wygrało. Oczywiście, PiS wygrało, bo oni (PO – Red.) poczuli się sytymi kotami i nie zrobili chociażby reformy wymiaru sprawiedliwości. (…) Panowie z PO – wy musicie spojrzeć trochę w lustro, we własne twarze. Bo ja dziś zauważam – przy tej zwyżce sondażowej, której gratuluję Grzegorzowi Schetynie - ale nie chciałbym, by powróciło to, co było przed 2015 rokiem” – powiedział w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Ryszard Kalisz. Były minister, zapytany, czy wystartowałby w wyborach prezydenckich zaznaczył, że „wcale się nie pcha, nie wyraża gotowości”, ale dodał, że „ma wszystko to, co by się nadawało”. „Donald Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich, bo nie chce (…). Nie powiedział tego wprost, natomiast dla niego, po 5-letniej kadencji przewodniczącego Rady Europejskiej, powrót na łono naszej Ojczyzny i bycie w polskiej polityce będzie niezwykle trudne mentalnie. On od tego będzie uciekał” – stwierdził Kalisz pytany o ewentualne zamiary Donalda Tuska. Był poseł ocenił także sytuację na lewicy. „Leszek Miller? Joanna Senyszyn? Oni powinni się sami już dawno z SLD wyrzucić. Szyld SLD już się zużył. Ludzie chcą lewicy, ale nie konkretnie SLD” – podkreślił były minister. Jego zdaniem, wyborcy lewicy w Polsce chcą takiej partii, która „zamiast dbania o elektorat post-PRL-owski”, byłaby „progresywna i mogła się rozwijać”. „W Partii Razem jest wielu rozsądnych ludzi, ale stała się ona partią sekciarską” – dodał.

Marcin Zaborski, RMF FM: Wyleczył się pan już z polityki?

Ryszard Kalisz: Polityka jest nieuleczalną chorobą...

27.04 Gość: Ryszard Kalisz

Ciągnie wilka do lasu?

... A jak nieuleczalna, to nigdy się nie można wyleczyć. Natomiast polityką się zajmuję w bardzo drobnej części mojej aktywności. Głównie zajmuje się adwokaturą w Polsce i za granicą.

Przyczajony tygrys, ukryty smok, czeka na moment wkroczenia na scenę polityczną.

Nie przyczajony, wręcz przeciwnie - bardzo aktywny. Prowadzę wiele rozmów, zarówno w środowisku opozycji pozaparlamentarnej, jak i parlamentarnej. Jak pan wie, bardzo chciałem, żeby stworzyć tę koncepcję zjednoczonej opozycji, która wyszła, ale niestety z powodu kryzysu w KOD-zie, w tej chwili już jest trochę w zaniku.

I będzie pan maszerował z Platformą, ramię w ramię z politykami PO, 6 maja w Warszawie na manifestacji?

Nie będę, bo nie będzie mnie w Warszawie wtedy.

Tylko dlatego?

Tak, dlatego, że to robią. Natomiast niezależnie od wszystkiego ja uważam, że politycy Platformy jeszcze muszą troszeczkę przerobić lekcję i zastanowić się nad tym, dlaczego PiS wygrało. Oczywiście PiS wygrało w dużym stopniu dlatego, że oni w pewnym momencie poczuli się sytymi kotami, i nie zrobili chociażby reformy wymiaru sprawiedliwości. Chcę panu przypomnieć, że ja proponowałem reformę wymiaru sprawiedliwości w 2010 roku i na szczęście chciał ją robić minister Kwiatkowski. A jak Platforma robiła w 2011 roku, to Donald Tusk postanowił wziąć na ministra sprawiedliwości tego, co ma pozytywną szajbę. Jak on się nazywał - chyba Jarosław Gowin. A on cofnął reformę wymiaru sprawiedliwości. Także panowie z Platformy, musicie troszeczkę spojrzeć w lustro, we własne twarze, i wtedy trzeba dopiero zastanowić się, co "po". Bo dzisiaj ja zauważam przy tej bardzo dużej zwyżce sondażowej - gratuluję serdecznie Platformie i Grzegorzowi Schetynie - ale nie chciałbym, by powróciło to, co było przed 2015 rokiem.

Spojrzenie w lustro proponują autorzy projektu ustawy wprowadzającej zaostrzony reżim moralny w parlamencie, nie wiem czy pan słyszał. Czas na radykalną odnowę w polskim Sejmie - tak mówią. A wśród pomysł jest, uwaga, Trybunał Stanu za niewierność małżeńską posła.

Pan chyba pomylił dzisiejszy dzień - 27 kwietnia - z 1 kwietnia.

Nie, nie, absolutnie nie żartuję. Posłem, senatorem, miałby być tylko ktoś, kto ma męża albo żonę - proponują autorzy tego projektu. Zaczynają zbierać podpisy.

Ja pozostawiam bez komentarza. To już przekracza granice śmieszności, tak jak, pamięta pan, i pewnie państwo pamiętają doskonale tę uchwałę dotyczącą 100. rocznicy objawień fatimskich - Kościół się od tego odciął, i to jest chyba kolejna tego rodzaju inicjatywa, której chyba nie ma co komentować.

Jednym z autorów jest pani Anna Kamińska, była żona byłego już posła PiS Mariusza Kamińskiego, która mówi: "Polski Sejm zdradą małżeńską i rozwiązłością obyczajową stoi".

...

Milczenie.

Bez komentarza, no. Ja panu powiem coś ciekawego.

Bardzo proszę.

Jeżeli pan prześledziłby ilość rozwodów na lewicy i prawicy, a w szczególności w PiS-ie, i te zdrady małżeńskie PiS-owców, to okazało się, że ich jest dużo więcej.

A na lewicy są anioły.

Nie, nie mówię tak, ale na pewno ludzie w dużo większym stopniu dbający o życie rodzinne niż na prawicy.

Panie mecenasie, lewica znalazła już patent na powrót do Sejmu?

W tej chwili ważne jest, aby jednak na lewicy było wspólne myślenie...

A jest?

I jest, i nie ma, tzn. można powiedzieć, że cały czas pokutuje, szczególnie w tej lewicy starej, postkomunistycznej, tego rodzaju myślenie, że SLD może być jednym zbawicielem lewicy, ale tak nie jest. Ten szyld się, moim zdaniem, już przeżył i to, że dzisiaj SLD ma 6 proc., tylko dlatego, że ludzie chcą na lewicę głosować.

Różnie w sondażach bywa, 3 proc., 6 proc., 12 proc.

Ale nie, to dlatego, że chcą lewicy, ale nie konkretnie SLD. A chodzi o to, żeby była partia, ugrupowanie, które będzie progresywne, które będzie się mogło rozwijać, a nie tylko dbać o taki elektorat, powiedziałbym, postpeerelowski.

No właśnie, dzisiaj politycy SLD mówią, że gdyby rządzili...

Mamy Razem, które stało się trochę w swojej istocie partią sekciarską, gdyż nie chcą się otworzyć na żadne inne środowiska, a jest tam wielu bardzo rozsądnych ludzi, przykładowo - nie chcę pomylić nazwiska - czytałem wywiad z panią Bąk, Dziemianowicz-Bąk, dla mnie bardzo dobry wywiad, także muszę powiedzieć, że te osoby z partii Razem robią na mnie - nie wszystkie, ale część - bardzo dobre wrażenie.

Pytanie, jakie wrażenie robi na panu zapowiedź SLD, bo politycy sojuszu mówią dzisiaj tak: gdybyśmy rządzili, będziemy dążyć do renegocjacji konkordatu z Watykanem. I mówią, że prezydent Kwaśniewski nie powinien był podpisywać konkordatu, bo to wszystko było obarczone błędami prawnymi. I to jest jak rozumiem cios w Ryszarda Kalisza, bo to pan pracował w Kancelarii Prezydenta nad konkordatem.

Nie mają racji, ja przygotowałem ratyfikację konkordatu i powiem panu jeszcze więcej. To ja...

I przeoczył pan te błędy?

Nie ma żadnych błędów. Konkordat jest oczywiście napisany tekstem prawnym archaicznym językiem, takim, powiedziałbym kościelnym. Oczywiście konkordat negocjował rząd Hanny Suchockiej, to ona podpisała i za treść konkordatu nikt nie może odpowiadać, natomiast w tamtej sytuacji, kiedy był polski papież, kiedy decydująca cześć polskiego społeczeństwa jednak ma tożsamość kulturową katolicką, trzeba było konkordat ratyfikować, ale teraz mamy zupełnie inną sytuację. Decydująca cześć polskiego społeczeństwa jednak ma tożsamość kulturową katolicką. Trzeba było konkordat ratyfikować. Ale teraz mamy zupełnie inną sytuację. Konkordat został przez władze polskie przekroczony. My teraz powinniśmy się cofnąć do konkordatu, powiem panu przykład i to (działania - przyp. Red.) rządu Platformy. W konkordacie jest napisane, stanowi, to było porozumienie, że państwo finansuje trzy uczelnie kościelne. Później Platforma z PSL przyjęły kolejne trzy ustawy, żeby finansować kolejne trzy szkoły wyższe kościelne.

Jak to jest, że politycy SLD są odważni w mówieniu o konkordacie, wyprowadzeniu religii ze szkół czy o zaprzestaniu finansowania kościoła wtedy, kiedy są w opozycji, a kiedy mieli władzę, tak odważni nie byli?

Nie, ale to są już inni politycy.

Inni? Leszek Miller, Joanna Senyszyn, która pierwsza krzyczy o konkordacie?

To prawda, ma pan rację tutaj. Te dwa nazwiska. Ale wie pan, to są osoby, których wiarygodność nie jest najwyższa, bo najpierw mnie wyrzucili z SLD za to, że - ich zdaniem - popełniłem straszny błąd, bo chciałem jednoczenia lewicy, co oni nazywali porozumieniem z Palikotem. A później po dwóch latach to samo zrobili, czyli porozumieli się z Palikotem. Czyli sami Senyszyn i Miller powinni się dawno z SLD wyrzucić.

I może teraz uderzą się w piersi, bo na przykład lider SLD Włodzimierz Czarzasty mówi teraz tak: "Podjęliśmy kilka debilnych decyzji, na przykład wystawienie pani Magdaleny Ogórek w wyborach na prezydenta RP".

No właśnie.

"To była jedna z najgłupszych decyzji SLD". Dzisiaj lewica ma polityka, który mógłby powalczyć o prezydenturę w Polsce.

Ma.

Kogo?

Wie pan, pan się nie musi daleko rozglądać.

Ha, to może ja ze wzrokiem mam coś jednak. Pan wciąż chciałby startować w wyborach prezydenckich?

Nie, ale to nie chodzi o to czy ja chcę czy nie chcę, ja już kiedyś powiedziałem, i wcale się nie pcham, i wcale nie wyrażam dzisiaj gotowości. Tylko mówię, że w sensie kompetencji, jako były szef kancelarii prezydenta, prowadzący wszystkie sprawy konstytucyjne, jako osoba doświadczona, już wiekowa, ustabilizowana rodzinnie... Także wie pan, ja, że tak powiem, mam wszystko to, co by się nadawało. Natomiast ja natomiast ani nie chcę, ani nie... Tylko na pytanie, czy kogokolwiek by się znalazło, od razu panu mówię.

Sprawdzimy teraz, panie mecenasie, czy ego nas obu mieści się w tym studiu nadal. RMF24.pl, interia.pl. Tam rozmawiamy dalej.

Ale to nie jest ego, rozmawiamy o faktach.

Zapraszam.

Ryszard Kalisz o reformie wymiaru sprawiedliwości

"Wiek sędziego co najmniej 35 lat i odpowiednie doświadczenie. Można by wtedy zmniejszyć ilość sędziów z dziesięciu tysięcy do pięciu, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na podniesienie pensji" - powiedział w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF Ryszard Kalisz, odpowiadając na pytanie Marcina Zaborskiego o receptę na reformę wymiaru sprawiedliwości. "Trzeba wprowadzić sędziego nadzorującego postępowanie przygotowawcze, również wrócić do postępowań gospodarczych o dużej specyfice. Efektywna kontrola sądów nad podsłuchami. Tę kontrolę powinna zapewnić niezależna prokuratura" - wyliczał Kalisz, podkreślając, że te rozwiązania przedstawiał już kilka lat wcześniej.