Wszystko zaczęło się we wtorek wieczorem na terenie ośrodka rekreacyjnego w mieście San Fernando, nieopodal Los Angeles.
Miejscowi strażacy odebrali zgłoszenie o kobiecie, która utknęła w kominie zlokalizowanym na małym budynku magazynowym. Mundurowi potrzebowali ponad godziny, żeby ją wyciągnąć. Miejscowy urzędnik wskazał, że uratowana miała szczęście, bo wiele osób ćwiczących i spacerujących po parku usłyszało jej wołanie o pomoc i wezwało pogotowie. Godzinę później park byłby pusty - podkreślono.
Po wszystkim kobieta, w dobrym stanie, została przewieziona do szpitala - pisze LA Times.
Portal dodaje, że już następnego dnia przyłapano ją na próbie ponownego wejścia na ten sam dach.
Strażacy potwierdzili jedynie, że ryzykantka nie jest związana z ośrodkiem, na którego terenie doszło do zdarzenia. Dodali, że po dokładniejsze informacje na temat motywów jej działania lub statusu mieszkaniowego należy skontaktować się z miejscową policją, ale ta nie odpowiedziała redakcji LA Times na czas publikacji materiału.
Nie wiadomo, czy kobieta została w jakikolwiek sposób ukarana. Wiadomo jednak, że urzędnicy z San Fernando z wieloletnim stażem dzielą się refleksją, że nie jest ważne, jak długo pracujesz - zawsze coś cię zaskoczy.