Amerykańskie ostrzeżenia dla podróżnych to jedna z najczęściej sprawdzanych list na świecie. Departament Stanu ocenia w niej wszystkie kraje świata w czterostopniowej skali i aktualizuje wpisy zgodnie ze zmieniającymi się warunkami. Dla milionów turystów z USA to pierwszy punkt odniesienia przy planowaniu podróży.
Niemcy od dłuższego czasu pozostają na drugim stopniu tej listy. Oznacza to, że podróż jest możliwa, ale wymaga wzmożonej czujności, szczególnie przy większych skupiskach ludzi. W tej samej grupie Amerykanie umieścili Francję, Włochy i Szwecję.
W przypadku Niemiec USA ostrzega przyjezdnych przed atakami grup terrorystycznych i pojedynczych napastników, którzy mogą pojawić się bez wcześniejszych sygnałów. Na liście potencjalnych celów Amerykanie wymieniają miejsca odwiedzane przez turystów, dworce, lotniska i centra handlowe.
Francja, znajdująca się na tym samym poziomie co Niemcy, jest tam z zupełnie innego powodu. Amerykanie ostrzegają tam przede wszystkim przed kieszonkowcami i kradzieżami telefonów w zatłoczonych miejscach, dopiero w drugiej kolejności wspominają o zamachach oraz o częstych demonstracjach i strajkach.
Hiszpania również otrzymała drugi stopień z jednym wyjątkiem. 1 sierpnia Waszyngton podniósł ostrzeżenie do trzeciego stopnia dla Ceuty, hiszpańskiej enklawy w Afryce Północnej. Powodem jest napływ migrantów z Maroka, w reakcji na który Madryt skierował tam wojsko. Trzeci stopień stanowi przy tym sugestię, aby przemyśleć wyjazd.
Co ciekawe, na tym samym poziomie co Niemcy Amerykanie umieścili kraje takie jak Maroko, Indie czy Egipt.
Salwador, Zambia i Senegal są z kolei w ocenie Departamentu Stanu bezpieczniejsze od Niemiec i trafiły do tej samej kategorii co Polska.
Najwyższy, czwarty stopień oznacza wprost zalecenie, by nie jechać do danego kraju. Znajdują się na nim między innymi Rosja, Ukraina, Iran, Irak i Syria.