W piątek oficjalnie rozpoczęła się kampania wyborcza przed referendum, które zdecyduje o przyszłości Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Na dziesięć tygodni przed dniem, w którym Brytyjczycy pójdą do urn, wynik głosowania wciąż pozostaje niewiadomą.

W piątek oficjalnie rozpoczęła się kampania wyborcza przed referendum, które zdecyduje o przyszłości Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Na dziesięć tygodni przed dniem, w którym Brytyjczycy pójdą do urn, wynik głosowania wciąż pozostaje niewiadomą.
Za 70 dni wyborcy odpowiedzą w głosowaniu na pytanie: "Czy Wielka Brytania powinna pozostać członkiem Unii Europejskiej czy wyjść z Unii Europejskiej?" /ANDY RAIN /PAP/EPA

Za 70 dni wyborcy odpowiedzą w głosowaniu na pytanie: "Czy Wielka Brytania powinna pozostać członkiem Unii Europejskiej czy wyjść z Unii Europejskiej?". Ostatnie sondaże, szczególnie te opublikowane po ujawnieniu afery "Panama papers", wskazują na malejącą różnicę między liczbą zwolenników pozostania we Wspólnocie i zwolenników tzw. Brexitu.

Z uśrednienia rezultatów sondaży wynika, że przewaga wyborców, którzy chcą dalszego członkostwa Wielkiej Brytanii w UE, wynosi poniżej 2 punktów proc. przy blisko 18 proc. niezdecydowanych wyborców. O ich głosy zabiegać będą dwie kampanie społeczne desygnowane przez Komisję Wyborczą: "Britain Stronger In Europe" (Wielka Brytania silniejsza w Europie) i "Vote Leave" (Głosuj za wyjściem), a także wszystkie najważniejsze partie polityczne.

Po stronie zwolenników wyjścia z UE konieczne było wskazanie tzw. wiodącej kampanii spośród trzech organizacji chętnych do poprowadzenia działań przed referendum. Wybrane przez Komisję Wyborczą "Vote Leave" to ponadpartyjna grupa, którą poparło m.in. pięciu ministrów w rządzie Davida Camerona, mer Londynu Boris Johnson, wielu szeregowych polityków Partii Konserwatywnej i posłów Partii Pracy, a także jedyny deputowany do Izby Gmin z ramienia eurosceptycznej partii UKIP Douglas Carswell.

Kampanię "Britain Stronger in Europe" poparli m.in. politycy Partii Konserwatywnej, Partii Pracy, Liberalnych Demokratów i Zielonych. Na jej czele stoi Will Straw - działacz polityczny związany z Partią Pracy, syn Jacka Strawa, byłego ministra spraw wewnętrznych i sprawiedliwości w rządach Tony'ego Blaira i Gordona Browna.

Premier zawiesił zasadę tzw. kolektywnej odpowiedzialności gabinetu, zezwalając pojedynczym ministrom na zajęcie odrębnego stanowiska i udzielanie się po wybranej stronie debaty.

Obie grupy będą miały prawo do wydatków na kampanię w ramach limitu wynoszącego 7 mln funtów (37,8 mln zł), rozesłania jednej bezpłatnej informacji do wszystkich wyborców, używania pomieszczeń publicznych do organizowania przedreferendalnych spotkań i reklamy telewizyjnej. Otrzymają też po 600 tys. funtów (3,24 mln zł) grantu na sfinansowanie swoich działań. Zwolennicy obu grup otrzymają po jednej stronie w broszurze wyborczej, która zostanie rozesłana do wszystkich gospodarstw domowych w kraju tuż przed głosowaniem.

Niezależnie od obu głównych kampanii rząd Camerona blisko dwa miesiące temu postanowił namawiać wyborców do głosowania za pozostaniem w UE. W minionych tygodniach ponad 28 mln rodzin w W. Brytanii otrzymało od rządu kilkunastostronicową informację z argumentami za dalszym członkostwem we Wspólnocie.

Na 28 dni przed głosowaniem członkowie rządu, w tym premier, zostaną objęci tzw. okresem "purdah". W brytyjskiej polityce słowo to, wywodzące się z perskiego, oznacza ograniczenie zdolności rządu do podejmowania decyzji i ponoszenia nowych wydatków; ma to zapobiec nadużywaniu środków publicznych do promowania własnych interesów. Przedreferendalny okres "purdah" rozpocznie się 27 maja.

W kampanii wezmą też udział partie polityczne. Lider Partii Pracy Jeremy Corbyn zapowiedział w czwartek, że będzie namawiał Brytyjczyków do głosowania za pozostaniem w UE. Z kolei eurosceptyczny UKIP Nigela Farage'a ogłosił, że przeznaczy na agitację nawet 4 mln funtów. Agitacyjne działania będą podejmować też politycy ugrupowań prounijnych: Szkockiej Partii Narodowej (SNP), Walijskiej Partii Narodowej (Plaid Cymru), Liberalnych Demokratów i Zielonych.

W głosowaniu wezmą udział wszyscy obywatele Wielkiej Brytanii, Irlandii i państw Wspólnoty Narodów, którzy są rezydentami Wielkiej Brytanii i w dniu referendum będą mieli ukończone 18 lat.

W przypadku osób mieszkających poza granicami kraju wymagane jest, aby znajdowały się w rejestrze wyborców w ciągu ostatnich piętnastu lat. Prawa głosu nie mają obywatele państw UE, w tym licząca oficjalnie 850 tys. osób (a nieoficjalnie nawet dwukrotnie więcej) społeczność Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii.

Głosowanie rozpocznie się o godz. 7 (8 czasu polskiego) w czwartek 23 czerwca i potrwa do godz. 22 (23 w Polsce); wówczas w 382 lokalnych centrach w całej Wielkiej Brytanii rozpocznie się liczenie głosów. Oficjalny wynik zostanie ogłoszony w ratuszu miejskim w Manchesterze najprawdopodobniej w piątek, 24 czerwca, rano.

Wcześniej, 5 maja, odbędą się wybory merów Londynu, Bristolu, Liverpoolu i Salford, części rad lokalnych w Anglii, a także parlamentów lokalnych w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej. Obywatele UE mieszkający w W. Brytanii, w tym Polacy, mogą głosować w tych wyborach.


(j.)