Do 37 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych zawalenia się wiaduktu-mostu na autostradzie w Genui we Włoszech - podała w środę agencja Ansa. 16 osób jest rannych, w tym 12 w ciężkim stanie. Ministrowie obarczają odpowiedzialnością zarząd autostrad. Pięciu ofiar dotąd nie zidentyfikowano. Polski konsulat w Mediolanie powiadomił PAP, że nie ma informacji, by Polacy ucierpieli w katastrofie. Placówka monitoruje sytuację. ​To była "zapowiedziana katastrofa" - tak włoska prasa w środę pisze o zawaleniu się wiaduktu-mostu na autostradzie w Genui. Gazety podkreślają, że historia tej konstrukcji to "50 lat strachu i niewysłuchanych alarmów". Od lat struktura ta była uważana za niebezpieczną - zaznacza większość dzienników.

Zawalony most w Genui /LUCA ZENNARO /PAP/EPA


Policja: Co najmniej 35 ofiar śmiertelnych katastrofy w Genui

Najnowsza liczba ofiar to 35, ale nie możemy wykluczyć, że może ona dalej rosnąć - powiedziała rzeczniczka policji w Genui, nie wykluczając wzrostu liczby ofiar.

Wcześniejszy bilans ofiar włoskiego MSW mówił o 31 zabitych i 16 rannych, w tym dwóch ciężko. Według źródeł cytowanych przez agencję Ansa liczba ofiar śmiertelnych może wzrosnąć nawet do 50.

Obrona Cywilna szacuje, że w chwili katastrofy przez wiadukt autostrady A10 przejeżdżało około 30 samochodów i trzy ciężarówki. Większość pojazdów zostało zmiażdżonych. 

Środę i czwartek ogłoszono w Genui dniami żałoby. 

Według włoskich mediów tamtejsza prokuratura gotowa jest wszcząć śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci wielu osób oraz doprowadzenia do katastrofy. 

Media: To była "zapowiedziana katastrofa"

To była "zapowiedziana katastrofa" - tak włoska prasa w środę pisze o zawaleniu się wiaduktu-mostu na autostradzie w Genui, gdzie zginęło co najmniej 31 osób. Gazety podkreślają, że historia tej konstrukcji to "50 lat strachu i niewysłuchanych alarmów". Od lat struktura ta była uważana za niebezpieczną - zaznacza większość dzienników. Na ich łamach dominuje pytanie: czy można było uniknąć tragedii?

Genua jak w czasie wojny - takim tytułem na pierwszej stronie "La Repubblica" opatrzyła zdjęcie miejsca katastrofy dodając, że runął most, który łączył miasto. Gazeta kładzie nacisk na "niewysłuchane ostrzeżenia" dotyczące stanu konstrukcji i na zbyt duży ruch na tym odcinku autostrady A10.

Od lat to był chromy gigant - zaznacza dziennik, którego publicysta wyraża w komentarzu przekonanie, że Włochy są "chorym krajem potrzebującym bezpieczeństwa". Autor przypomina, że od dawna eksperci podnoszą alarm w sprawie stanu infrastruktury z betonu sprężonego, z jakiego zbudowano też most w Genui. A ponieważ większość naszych wiaduktów została zbudowana taką właśnie techniką, konieczne jest ich natychmiastowe skrupulatne skontrolowanie - apeluje.

Na łamach tych historię genueńskiego mostu podsumowano następująco: 50 lat strachu i niewysłuchanych alarmów. Hałas dochodzący spod kół przypominał odgłosy starej kolei - czytamy w gazecie.

"Il Messaggero" przedstawia ekspertyzę Instytutu Technologii Budownictwa krajowego Komitetu Badań Naukowych, z której wynika, że we Włoszech są tysiące starych mostów.

Seria przypadków zawalania się włoskiej infrastruktury drogowej przybiera w ostatnich latach charakter niepokojącej regularności. Wspólnym mianownikiem jest średni wiek struktur ; większość z nich ma więcej niż 50 lat - ostrzegają naukowcy. Dodają następnie: "W praktyce dziesiątki tysięcy mostów we Włoszech przekroczyło już długość życia, na jaką zostały zaprojektowane i zbudowane".

Szef MSW: Czy możliwe jest to, że kiedy mocno pada deszcz, 100 metrów autostrady spada ludziom na głowę?

"Corriere della Sera" przytacza słowa wykładowcy uniwersytetu w Genui, inżyniera budownictwa Antonio Brencicha, który przed dwoma laty ostrzegał: Most Morandiego to porażka inżynierii.

W cytowanym obecnie wywiadzie podkreślił: "Ten most to błąd. Wcześniej czy później będzie musiał zostać zastąpiony" i że już w końcu lat 90. koszty konserwacji wiaduktu przekroczyły 80 procent sumy wydanej na jego budowę.

Gazeta wyjaśnia, że pierwowzór mostu, jaki stanął potem w Genui, został zbudowany w 1962 roku według projektu Riccardo Morandiego w Maracaibo w Wenezueli. Autor projektu, wyjaśniono, nie wziął jednak pod uwagę tego, że przepływające statki mogą pomylić przęsła. Dwa lata później w most wbił się tankowiec , który wpłynął pod niższe przęsło. Zginęło 5 osób.

Mimo to, dodaje największy włoski dziennik, Morandi podpisał kontrakty na dwa następne bliźniacze mosty: w Genui i w Libii. Ten genueński, ujawnia, przysparzał od początku problemów z powodu pęknięć; dlatego konieczne było regularne wzmacnianie struktury.
Jak zaznacza gazeta, wyrażane często obawy, że konstrukcja może się zawalić nazywano w Genui "bajkami".

Dziennik "Il Manifesto" zdjęcie zawalonego mostu opatrzył nagłówkiem: "Potwór z Genui".

Jak zaznacza, "miasto jest wstrząśnięte, ale nie jest zaskoczone tragedią starego wiaduktu".

Bezpieczeństwo włoskich dróg wymaga setek miliardów euro - dodaje.

Media cytują wypowiedź szefa MSW, wicepremiera Matteo Salviniego, który zapytał: Czy możliwe jest to, że kiedy mocno pada deszcz, 100 metrów autostrady spada ludziom na głowę?.

To oczywiste, że nie można wszystkiego przewidzieć, nikt nie ma czarodziejskiej różdżki, ale skoro są ludzie, którzy zarabiają miliardy euro na zarządzaniu drogami, byłoby dobrze, gdyby część tych pieniędzy zainwestowano w konserwację - dodał Salvini.

(ph)