Wojny prowadzone przez Rosję i Stany Zjednoczone nie tylko osłabiły pozycję obu mocarstw na arenie międzynarodowej, ale także utorowały drogę do globalnej dominacji Chin. Po niedawnej wizycie Władimira Putina w Pekinie niemiecka prasa nie pozostawia złudzeń - to Xi Jinping rozdaje dziś karty, a Kreml i Biały Dom muszą się z tym liczyć. Europa natomiast wcale nie powinna się z tego cieszyć.

  • Chiny ostatnio były gospodarzem ważnych wizyt - prezydenta USA Donalda Trumpa i rosyjskiego przywódcy Władimira Putina.
  • Zdaniem niemieckiej prasy, Xi realizuje długoterminowy plan budowania niezależności Chin bez angażowania się w kosztowne konflikty zbrojne, zamiast tego cierpliwie wzmacnia pozycję kraju.
  • Chiny dążą do tego, by inne państwa były bardziej zależne od nich, a nie na odwrót, co pozwala Xi Jinpingowi grać rolę "strażnika stabilności", podczas gdy Putin i Trump popadają w problemy.
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

W ostatnich dniach Chiny gościły przywódców dwóch światowych mocarstw - najpierw Pekin odwiedził prezydent USA Donald Trump, a zaraz po nim do Państwa Środka przyjechał Władimir Putin. Jak zauważa niemiecka prasa, prawdziwym rozgrywającym nie był tutaj jednak ani Biały Dom ani tym bardziej Kreml.

Xi Jinping czeka

W ocenie komentatorów, chiński przywódca Xi Jinping realizuje długofalowy plan, a jego celem są "niezależne Chiny, które są panem swojego losu i którym nikt nie może mówić, co mają robić".

W przeciwieństwie do swoich rywali, Xi nie angażuje się w kosztowne konflikty zbrojne. Zamiast tego, cierpliwie i metodycznie buduje pozycję swojego kraju, czekając na kolejne błędy Stanów Zjednoczonych i Rosji, dążąc do tego, aby inne państwa były bardziej zależne od Chin niż Chiny od nich.

Jak zauważa "Sueddeutsche Zeitung", Xi może z powodzeniem grać rolę "strażnika stabilności i rozsądku", podczas gdy Putin i Trump "wdali się w źle zaplanowane wojny". To właśnie dzięki tej strategii Chiny mogą dziś spotykać się z prezydentem Stanów Zjednoczonych jak "równy z równym", a na władcę Kremla spoglądać z góry.

"Wojownik z łaski Xi"

W ocenie niemieckich mediów, Władimir Putin jeszcze niedawno postrzegany jako jeden z najpotężniejszych przywódców świata, dziś coraz bardziej przypomina "wojownika z łaski Xi". Komentatorzy podkreślają, że Rosja jest w stanie prowadzić wojnę przeciwko Ukrainie tylko dzięki poparciu Chin. W zamian za wsparcie, Kreml dostarcza Pekinowi tanią energię i staje się coraz bardziej uzależniony od chińskiego kapitału, technologii i wsparcia politycznego.

Jak zaznacza "Frankfurter Allgemeine Zeitung", "Putin pojechał do Pekinu jako młodszy partner". Im dłużej trwa wojna z Ukrainą, tym bardziej Rosja jest uzależniona od Chin - gospodarczo, wojskowo i politycznie. Xi Jinping nie widzi nawet potrzeby wydania szybkiej zgody na budowę nowego gazociągu Siła Syberii 2, na co naciska Putin.

"Putin staje się wasalem Pekinu" - pisze z kolei Mathias Brueggmann w "Tageszeitung". Celem Putina było uzależnienie Europy od rosyjskiej ropy i gazu. Jego plan zakończył się fiaskiem z powodu wojny z Ukrainą. "Zamiast uzależnić Europę, Putin całkowicie uzależnił się od Chin" - ocenił komentator. "Xi wyciska Rosję jak cytrynę, a Putin nie jest w stanie się bronić, gdyż jest finansowo spłukany" - dodał.

Zdaniem komentatora Putin nie wyzwoli się z chińskiego uścisku. Import chińskich samochodów osobowych, ciężarówek i autokarów niemal "zrównał z ziemią" rosyjskie fabryki. "Gdyby Pekin przerwał dostawy do Rosji, Putin musiałby zakończyć wojnę z Ukrainą. Polityka Putina prowadzi do przekształcenia Rosji w chińską prowincję" - zaznaczył.

Wizyta Putina w Pekinie była "demonstracją siły", ale nie w wykonaniu przywódcy Rosji, lecz Chin - ocenił "Die Welt". Putin dostał oświadczenia i memoranda o współpracy między ministerstwami oraz państwowymi firmami, ale nie otrzymał tego, na czym mu naprawdę zależy. "Chiny bezwzględnie wykorzystują trudną sytuację Rosji" - ocenił dziennik.

Trump bezsilny

Również Stany Zjednoczone, mimo swojej potęgi, nie zdołały zmusić Chin do ustępstw. Donald Trump, prowadząc wojnę celną, liczył na szybkie zwycięstwo, jednak Pekin odpowiedział własnymi cłami i kontrolą eksportu rzadkich surowców.

Nie wiadomo też, jaka jest strategia amerykańskiego przywódcy - jego próby "komplementowania" Putina w celu zerwania osi Moskwa-Pekin spaliły na panewce. "W nadziei na układ z Chinami Trump pozwolił na powstanie podejrzenia, że byłby gotowy do oddania Tajwanu" - czytamy w "SZ".

W efekcie, jak zauważa "Die Welt", "wojna z Iranem mocno uwiązała wojskowo ‘abdykujące mocarstwo światowe’ na Bliskim Wschodzie", a w Azji "pociąg odjechał w kierunku Chin". Xi Jinping angażuje się w Azji Południowo-Wschodniej, podczas gdy Trump wciąż się waha w kwestii Tajwanu.

"TAZ" podkreśla jednak, że Europejczycy nie powinni zbytnio cieszyć się z zaistniałej sytuacji, ponieważ Chiny uzmysłowiły USA i Europie, że mają nad nimi przewagę.