​Kandydat włoskiego Ruchu Pięciu Gwiazd na premiera Luigi Di Maio wysłał e-maila do Pałacu Prezydenckiego z listą ministrów rządu, który chce powołać. Zrobił to na pięć dni przed wyborami parlamentarnymi. Inicjatywę tę skrytykował premier Paolo Gentiloni. Takiego kroku we włoskiej polityce jeszcze nie było - podkreślają komentatorzy w mediach. Pojawiają się opinie, że 31-letni Di Maio zachowuje się tak, jakby już wygrał wybory. Według sondaży jego formacja otrzyma około 27-29 procent głosów i nie będzie miała szans na samodzielne utworzenie rządu.

Kilka dni wcześniej polityk ten jako przedstawiciel ruchu udał się do Pałacu Prezydenckiego, ale nie spotkał się z szefem państwa Sergio Mattarellą, co potem skomentowano jako krok w celu uniknięcia polemik. Reprezentant antysystemowego Ruchu Pięciu Gwiazd został przyjęty przez sekretarza generalnego pałacu na Kwirynale, który - jak ogłoszono - wysłuchał go.

Cztery dni później Di Maio poinformował o wysłaniu e-maila do Pałacu Prezydenckiego z listą kandydatów na ministrów.

W wywiadzie telewizyjnym we wtorek wieczorem ujawnił, że na ministra pracy i opieki społecznej chciałby powołać ekonomistę ze stołecznego uniwersytetu Roma Tre Pasquale Tridico, a wykładowcę prawa Giuseppe Conte zamierza mianować "ministrem administracji publicznej, debiurokratyzacji i merytokracji".

Luigi Di Maio stwierdził: O ile mi wiadomo prezydent nie dostrzegł we wcześniejszej prezentacji listy ministrów nieuprzejmości.

Środowa włoska prasa informując o e-mailu do Pałacu Prezydenckiego przytacza komentarz premiera Paolo Gentiloniego z centrolewicowej Partii Demokratycznej, który inicjatywę tę nazwał "surrealistyczną".

Doszliśmy do absolutnego rekordu. Po raz pierwszy jest gabinet cieni, który prezentuje się przed wyborami - stwierdził szef rządu.

Polityk Ruchu Pięciu Gwiazd odpowiedział: To nie jest gabinet cieni, on jest w świetle słońca.

Obywatele mają prawo wiedzieć, kto zajmie kluczowe miejsca w rządzie - dodał kandydat na premiera. My zachowujemy się poważnie - dodał.

(ph)