Wielkanocne poszukiwania prezentów w niemieckim Vaihingen an der Enz niedaleko Stuttgartu zamieniły się w prawdziwy thriller. Dwóch mężczyzn, którzy liczyli na słodkie niespodzianki, natknęło się na butelkę z etykietą "Polonium 210". Odkrycie wywołało natychmiastową reakcję służb ratunkowych, a na miejscu pojawiły się dziesiątki funkcjonariuszy i specjalistów.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Informację o nietypowym odkryciu potwierdziła miejscowa policja. Jak relacjonują funkcjonariusze, mężczyźni niezwłocznie powiadomili służby ratunkowe, które błyskawicznie pojawiły się na miejscu. Rozpoczęła się szeroko zakrojona operacja, w której udział wzięło aż 138 funkcjonariuszy i 41 pojazdów, w tym jednostki ochrony radiologicznej oraz specjaliści od materiałów niebezpiecznych.
Polon-210 to potencjalnie śmiertelnie trująca substancja radioaktywna - podkreślił komendant miejscowej straży pożarnej, Andy Dorroch, dodając, że strażacy ocenili butelkę jako autentyczną. Pojemnik pasuje do substancji - stwierdził komendant.
Etykieta jest wyraźnie i oficjalnie oznakowana. Co więcej pojemnik, którego waga szacowana jest na 200 gramów, jest stosunkowo ciężki, co jest zgodne z faktem, że polon-210 jest relatywnie gęstą substancją. Zatem już teraz zakładamy, że to rzeczywiście ta substancja - wyjaśnił Dorroch.
Na miejsce natychmiast skierowano specjalistów z zakresu ochrony radiologicznej, w tym eksperta pracującego na co dzień w elektrowni jądrowej. Przeprowadzono szczegółowe pomiary radioaktywności, które dały wynik negatywny.
Ostatecznie butelkę zabezpieczyło ministerstwo środowiska Badenii-Wirtembergii, które przeprowadzi teraz szczegółowe badania jej zawartości.
Polon-210 to pierwiastek chemiczny o wyjątkowo wysokiej radiotoksyczności. Jak podkreśla Federalny Urząd Ochrony Radiologicznej (BfS), substancja ta jest szczególnie niebezpieczna w przypadku wdychania lub kontaktu ze skórą przez otwarte rany. Nawet niewielka ilość polonu-210 może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych, a w skrajnych przypadkach - do śmierci.
O niebezpieczeństwie związanym z tym pierwiastkiem przypomina historia Aleksandra Litwinienki, byłego oficera rosyjskiego wywiadu i krytyka Władimira Putina, który zmarł w Londynie w 2006 roku po otruciu właśnie polonem-210.


