Brytyjski turysta, który zgubił się w trakcie wyprawy w Australii, został odnaleziony dzięki wielkiemu napisowi "Help", który zrobił na piasku. Sposób okazał się skuteczny - napis dostrzegły ze śmigłowca służby prowadzące poszukiwania zaginionego.

Zaginionego w Australii turystę uratował napis na piasku /QUEENSLAND POLICE /PAP/EPA

63-letni turysta próbował odnaleźć leżący na uboczu wodospad w parku narodowym w stanie Queensland, ale w trakcie poszukiwań zgubił się. Jak relacjonuje portal BBC News, mężczyzna z mapy wywnioskował, że wodospad jest blisko obozu, więc postanowił część drogi pokonać pieszo, a część płynąć strumieniem.

Z tego powodu na całe jego wyposażenie składały się szorty, kąpielówki, T-shirt i kapelusz. Nie miał ze sobą nic do jedzenia.

Kiedy nie odnalazł wodospadu, ruszył z powrotem do obozu, ale - jak cytuje go "Guardian" - podjął "jedną z najgłupszych decyzji w życiu" decydując się na drogę na skróty piechotą, boso i mimo zbliżającego się zmierzchu.

Był przekonany, że szybko dojdzie z powrotem do obozowiska, ale się mylił. Trafił na strumień i - również błędnie - sądził, że jest to ten sam, którym przypłynął. Po mniej więcej dwóch godzinach zrozumiał, że jest to inny strumień.

Zaczął czekać, aż wzejdzie słońce, a następnie napisał na piasku wielki napis: "Help 2807" (czyli 28 lipca), ze strzałką w kierunku dalszej wędrówki wzdłuż strumienia. Miał nadzieję, że napis będzie widoczny z góry, gdyby podjęto poszukiwania z powietrza.

W międzyczasie jego przyjaciele powiadomili służby ratownicze o jego zaginięciu. Do poszukiwań skierowano śmigłowce.

Po dwóch dniach od chwili, gdy opuścił obozowisko, Brytyjczyk został odnaleziony. Policja powiedziała mediom, że napis na piasku prawdopodobnie uratował mu życie.

(j.)