Toast za "wieczną przyjaźń" między Amerykanami i Brytyjczykami oraz długie rządy królowej Elżbiety II wzniósł prezydent USA Donald Trump podczas swej przemowy w trakcie uroczystego bankietu w Pałacu Buckingham. Również monarchini mówiła o "silnych więziach" między oboma krajami i wskazała na szkockie korzenie amerykańskiego prezydenta.

Głowy obu państw - Zjednoczonego Królestwa i Stanów Zjednoczonych - zabrały głos na początku uroczystej kolacji wieńczącej pierwszy dzień wizyty państwowej Donalda Trumpa w Wielkiej Brytanii przed środowymi obchodami 85. rocznicy lądowania aliantów w Normandii w Portsmouth.

Melania Trump w hołdzie dla Lady Di: Media zachwycone kreacją Pierwszej Damy Ameryki

Brytyjski dziennik "Daily Mail" docenia kreację Melanii Trump, w której pierwsza Dama Ameryki zaprezentowała się w Pałacu Buckingham. czytaj więcej

Brytyjska monarchini podkreśliła w swoim wystąpieniu, że w obliczu "nowych wyzwań XXI wieku rocznica D-Day przypomina nam o tym, co nasze kraje osiągnęły razem".

Po wspólnych poświęceniach II wojny światowej Wielka Brytania i Stany Zjednoczone pracowały wraz z innymi sojusznikami nad zbudowaniem szeregu międzynarodowych instytucji, które miały zagwarantować, że koszmar wojny nigdy się nie powtórzy. Choć świat się zmienił, na zawsze mamy w pamięci oryginalny cel powołania tych struktur: wspólna praca narodów na rzecz zabezpieczenia ciężko wywalczonego pokoju - mówiła Elżbieta II.

Zastrzegła jednak, że "jednoczy nas nie tylko kwestia bezpieczeństwa": wskazała w tym kontekście m.in. na bliskie relacje gospodarcze pomiędzy oboma krajami, a także "silne więzi kulturowe i wspólne dziedzictwo".

W tym miejscu przywołała szkockie korzenie amerykańskiego prezydenta, wskazując na jego "szczególne związanie" z Wielką Brytanią.

Jestem pewna, że nasze wspólne wartości i interesy nadal będą nas jednoczyć. Świętujemy dzisiaj sojusz, który pomógł nam zapewnić bezpieczeństwo i dobrobyt dla naszych narodów przez dekady i - jak wierzę - pozostanie silny przez wiele lat - powiedziała Elżbieta II.

Donald Trump z kolei podkreślił, że lądowanie aliantów w Normandii było "jednym z największych przedsięwzięć w historii".

Siedemdziesiąt pięć lat temu ponad 150 tysięcy alianckich żołnierzy przygotowało się na tej wyspie do desantu we Francji, szturmu plaż w Normandii i odzyskania naszej cywilizacji - powiedział, przypominając, że "Brytyjczycy mieli nadzieję na to, modlili się o to i walczyli o to przez blisko pięć lat".

Odwaga synów i córek Wielkiej Brytanii zapewniła, że Wasz los na zawsze pozostanie w Waszych rękach - podkreślił, wznosząc toast za "wieczną przyjaźń" między oboma narodami i długie rządy królowej Elżbiety II.

W trakcie pierwszego, uroczystego, dnia wizyty Trump spotkał się także m.in. z następcą tronu księciem Karolem i odwiedził Opactwo Westminsterskie, gdzie złożył wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza.

Na dzisiaj zaplanowano udział prezydenta USA w serii politycznych i biznesowych spotkań, m.in. na Downing Street z premier Theresą May i ministrami brytyjskiego rządu. Jak jednak ujawniono, w planach nie ma rozmowy Trumpa z May "w cztery oczy".

Wieczorem prezydent przyjmie swych gospodarzy na bankiecie w rezydencji amerykańskiego ambasadora w Winfield House w Regent's Parku, gdzie Trump zatrzymał się na czas pobytu w Wielkiej Brytanii. W kolacji nie weźmie jednak udziału królowa.

Na środę natomiast zaplanowano uroczyste obchody 75. rocznicy lądowania aliantów w Normandii.

Po południu tego dnia Trump poleci do Irlandii, gdzie spotka się z premierem Leo Varadkarem i odwiedzi swoje pole golfowe w Doonbeg, a w czwartek rano uda się do Francji, by wziąć udział w obchodach rocznicy D-Day i spotkać się z prezydentem Emmanuelem Macronem. Po południu zaś wróci do Irlandii, gdzie spędzi czas do piątku.


Opracowanie: