Szef MSZ Jacek Czaputowicz przekazał w poniedziałek sekretarzowi generalnemu NATO Jensowi Stoltenbergowi informacje dotyczące planowanego zwiększenia obecności wojsk amerykańskich w Polsce.

Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz / Tomasz Gzell /PAP

Wizyta ministra w kwaterze głównej w Brukseli to konsekwencja podpisania przez prezydenta Polski i USA Andrzeja Dudę i Donalda Trumpa deklaracji o strategicznym partnerstwie, która przewiduje m.in. możliwość potencjalnego zwiększenia amerykańskiej obecności militarnej w Polsce.

Dyplomaci w Sojuszu Północnoatlantyckim informowali, że plany te, określane w Polsce jako "Fort Trump", wywołały zaniepokojenie wśród części państw sojuszniczych. Stolice takie, jak Berlin, Rzym czy Paryż, nie chcą drażnić Moskwy, natomiast państwa bałtyckie obawiają się negatywnych konsekwencji ze strony Rosji w reakcji na ewentualne zwiększenie obecności wojsk USA nad Wisłą.

Czaputowicz zapewniał, że Polska chce informować swoich partnerów w NATO na temat całego procesu. Żołnierze amerykańscy są na terenie Polski, są także w trybie stałym. Chcemy, by w przyszłości było ich więcej, dyskutujemy na ten temat i żeby ten charakter tej obecności był większy. Uważamy, że działania podejmowane przez Polskę, ewentualne stacjonowanie wojsk amerykańskich w Polsce w większym zakresie, przyczynią się do zwiększenia bezpieczeństwa naszego kraju, całego regionu i całego Sojuszu Północnoatlantyckiego - mówił.

Już podczas decydowaniu o wysuniętej obecności wojsk NATO-wskich na wschodniej flance Sojuszu pojawiły się wątpliwości dotyczące umowy NATO-Rosja z 1997 r. Sojusz zobowiązał się wówczas, że na terenie nowych krajów nie będą rozmieszczane znaczące siły bojowe. Czaputowicz argumentował, że nie można złamać czegoś, co już zostało złamane przez drugą stronę.

(ag)