"Cud we francuskich Alpach!" Tak ratownicy komentują odnalezienie żywego 12-letniego chłopca po tym, jak został zasypany przez lawinę koło stacji narciarskiej La Plagne. Chłopiec przebywał pod śniegiem przez 40 minut.

"Cud we francuskich Alpach!" Tak ratownicy komentują odnalezienie żywego 12-letniego chłopca po tym, jak został zasypany przez lawinę koło stacji narciarskiej La Plagne. Chłopiec przebywał pod śniegiem przez 40 minut.
Zdjęcie ilustracyjne /pixabay.com /Pixabay

Według ekip ratunkowych, 12-latek w czasie świąteczno-noworocznych ferii jeździł na nartach z rodzicami koło alpejskiej stacji La Plagne poza oznakowanymi trasami. Nagle porwała go lawina.

Chłopiec nie miał przy sobie żadnego urządzenia, które mogłoby ułatwić ratownikom jego odnalezienie. W końcu, 400 metrów niżej od miejsca zaginięcia, odnalazł go specjalnie wytresowany pies.

Na szczęście przysypany śniegiem chłopiec mógł oddychać i nie odniósł ciężkich obrażeń - ma tylko złamaną nogę. Francuscy ratownicy podkreślają, że często zwały śniegu uciskają na klatkę piersiową przysypanych osób, co uniemożliwia im oddychanie.

Czasami śnieg dostaje się również do ust i nosa, blokując drogi oddechowe. Istnieje też niebezpieczeństwo, że osoba porwana przez lawinę, spadając ze stoku może uderzyć głową o jedną z wystających ze śniegu skał.

Francuscy ratownicy z rejonu La Plagne twierdzą, że zazwyczaj - jeżeli nie odnajdują osoby porwanej przez lawinę w ciągu 15 minut - szanse na jej uratowanie spadają do 10 proc.