Zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia usłyszała matka 8-letniego głęboko niepełnosprawnego chłopca, który zmarł w niedzielę. Matki nie było w tym czasie w domu. Po zatrzymaniu przez policję okazało się, że jest pod wpływem alkoholu.

zdj. ilustracyjne /Piotr Bułakowski /Archiwum RMF FM

Zastępca prokuratora rejonowego we Włocławku Arkadiusz Arkuszewski powiedział, że 38-letnia Lidia D. usłyszała zarzut "narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w zbiegu z nieumyślnym spowodowaniem śmierci małoletniego syna".

Dodał, że po przesłuchaniu kobiety prokuratura rozważy wniosek o jej aresztowanie ze względu na "rażące naruszenie obowiązków opiekuńczych".

Za to przestępstwo grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.

Kobieta w momencie zatrzymania była nietrzeźwa, ale nie wiemy, w jaki sposób i kiedy wprowadziła się w stan nietrzeźwości. Jedna z hipotez wskazuje, że mogła być to jej reakcja na śmierć dziecka - dodał prokurator.

Wyjaśnił, że w momencie prawdopodobnego upadku dziecka z łóżka nikogo nie było w domu.

Mamy wątpliwości co do prawdziwości pojawiającego się wcześniej stwierdzenia, że w tym momencie w domu był 15-letni brat zmarłego chłopca. Na tę chwilę mamy dowody, że w domu nie było nikogo, a dziecko pozostawione było w domu same na niezabezpieczonym łóżku. Trzeba dodać, że było to dziecko wymagające stałej, 24-godzinnej opieki - wyjaśnił prok. Arkuszewski.

We wtorek przed południem przeprowadzono sekcję zwłok 8-latka.

Ze wstępnej opinii wynika, że dziecko zmarło w wyniku uduszenia, do którego mogło dojść na skutek upadku z łóżka. Dziecko to oddychało za pomocą rurki tracheotomijnej i nieszczęśliwie upadło na tę rurkę - wyjaśnił prokurator Arkuszewski.

(j.)