"To legenda, do tej pory przynajmniej - nie było żadnych dokumentów, potwierdzających teorię o złotym pociągu" - mówi nam badaczka tajemnic Dolnego Śląska Joanna Lamparska. W ten sposób komentuje informacje o wniosku skierowanym do władz powiatu wałbrzyskiego, w którym dwie osoby proponują, że wskażą miejsce, gdzie rzekomo pod ziemią jest ukryty złoty pociąg hitlerowców. W zamian poszukiwacze skarbów chcą 10 procent znaleźnego. Złoty pociąg miał wieźć - według różnych relacji - dokumenty, złoto, dzieła sztuki, a nawet słynną Bursztynową Komnatę.

"To legenda, do tej pory przynajmniej - nie było żadnych dokumentów, potwierdzających teorię o złotym pociągu" - mówi nam badaczka tajemnic Dolnego Śląska Joanna Lamparska. W ten sposób komentuje informacje o wniosku skierowanym do władz powiatu wałbrzyskiego, w którym dwie osoby proponują, że wskażą miejsce, gdzie rzekomo pod ziemią jest ukryty złoty pociąg hitlerowców. W zamian poszukiwacze skarbów chcą 10 procent znaleźnego. Złoty pociąg miał wieźć - według różnych relacji - dokumenty, złoto, dzieła sztuki, a nawet słynną Bursztynową Komnatę.
Zbocze góry Gontowa, sztolnie, pozostałość po budowie niemieckiego kompleksu Riese /Maciej Rozwadowski /PAP
Złoty pociąg hitlerowców pod Wałbrzychem? Wskażą miejsce za 10 proc. znaleźnego

Dwaj poszukiwacze skarbów twierdzą, że wiedzą, gdzie jest legendarny "złoty pociąg" wywieziony przez hitlerowców pod koniec II wojny światowej z Wrocławia. Do władz powiatowych w Wałbrzychu wpłynęło pismo, w którym obiecują, że wskażą miejsce, gdzie znajduje się skład w zamian za 10... czytaj więcej

Michał Zieliński: Sprawa dotyczy tzw. "złotego pociągu", który miał w 1944 roku wyjechać z Wrocławia. Proszę powiedzieć, czy są dowody, czy są dokumenty lub inne źródła, które by mocowały teorię o "złotym pociągu". Jakie jest prawdopodobieństwo, że to prawda?

Joanna Lamparska: Na Dolnym Śląsku krążą dwie legendy o "złotych pociągach". Jeden ma znajdować się w Górze Sobiesz pod Piechowicami, a drugi gdzieś w okolicach Zamku Książ. Myślę, że w tym wypadku opowieść o dwóch panach, którzy twierdzą, że znają miejsce, gdzie znajduje się pociąg, może raczej dotyczyć Wałbrzycha, ponieważ sprawę znamy z Wałbrzycha. Źródła zarówno jednej, jak i drugiej informacji nie mają umocowania w dokumentach, przynajmniej do dzisiaj nie miały. O pociągu w Piechowicach opowiedział po raz pierwszy pan Podsibirski, przedsiębiorca, który twierdził, że widział dokumenty, dzięki którym mógł umiejscowić pociąg właśnie pod górą Sobiesz. Natomiast pociąg, który ma się znajdować tuż koło Wałbrzycha, to opowieść pana Tadeusza Słowikowskiego, emerytowanego górnika z Wałbrzycha, który, tuż po wojnie, rozmawiając z jednym z Niemców mieszkających tutaj w czasach przełomu, twierdził, że gdzieś przy torach znajduje się rodzaj bocznicy, która wiedzie pod Zamek Książ i tam miał wjechać pociąg wiozący... i tutaj pytanie "co?". Jedni mówią, że platynę przemysłową, inni, że jakieś niebezpieczne chemikalia, jeszcze inni, że słynne złoto Wrocławia, co do którego istnienia dzisiaj również nie ma pewności.

Złoto Wrocławia to miały być depozyty ludności? Złoto zebrane od mieszkańców Breslau?

Kilka ton złota w sztabkach, które miały być najpierw zdeponowane gdzieś w prezydium policji we Wrocławiu. Tak naprawdę to są wyłącznie opowieści.

Wydaje się wobec tego, że źródła, fundamenty tej historii są dość wątłe. Pojedyncze relacje, pojedynczy rozmówcy domniemanych świadków. Ale te tereny były przecież zamieszkane przez dziesiątki tysięcy ludzi, którzy zostali wysiedleni do Niemiec. Czy w Niemczech nie pojawiają się relacje świadków, którzy przecież musieli widzieć te pociągi?

Nie znam żadnej relacji, potwierdzonej, która by mówiła, że pociągi rzeczywiście istniały. Tym bardziej, że w zarówno w Piechowicach, jak i Wałbrzychu od bardzo wielu lat różne ekipy eksploracyjne starały się odnaleźć te pociągi. Co pięć lat gdzieś grucha wiadomość, że już jesteśmy blisko, już jesteśmy na szczycie tunelu i za chwilę do niego wchodzimy. Dokładnie pamiętam, jak kilkanaście lat temu, dzięki warszawskiemu archiwiście - który twierdził, że ma świadka mogącego wskazać, gdzie był wlot do takiego tunelu w pobliżu Zamku Książ - cała ekipa szukała tego wlotu. Udało się trafić na jakąś ceglaną obudowę, pewno tunelu, ale z pewnością nie był to tunel kolejowy i na tym się skończyło. Pamiętam, jak pan Tadeusz Słowikowski - czyli ta osoba, od której zaczęła się opowieść o pociągu obok Zamku Książ - dość długo sam go poszukiwał, rozkopując nawet nasyp kolejowy w miejscu, w którym miała znajdować się bocznica. Również nic nie zdziałał. Pan Tadeusz ma nawet makietę tego pociągu, którą sam zbudował i do dzisiaj twierdzi, że jego relacje pochodzą bezpośrednio od Niemców, którzy ten pociąg, a raczej ten tunel, mieli widzieć.

Czy nie jest tak, że przynajmniej niektóre, te główne tunele w podziemnych systemach, które znajdują się w Wałbrzychu i okolicach - Górach Sowich - swoim przekrojem sugerują, że były budowane być może z myślą o tym, by mieściły się tam wagony kolejowe bądź ciężarówki. Nie znaleziono żadnych śladów torów doprowadzających do tych systemów?

Cytat

Powtarza kolejną legendę, że pociąg, który znajduje się w tych podziemiach, jest bardzo trudny do eksploracji, ponieważ jest zaminowany. Trudno powiedzieć, ile w tym jest prawdy, ale to jest jedna z bardzo często powtarzanych relacji

W Górach Sowich jest kilka takich miejsc, co do których świadkowie są przekonani, że tam rzeczywiście wjeżdżały jakieś pociągi, wagoniki. Natomiast w samych Górach Sowich znajdowano tory, ale służyły one raczej do transportu urobku bądź robotnikom, więźniom pracującym w podziemiach podczas budowy. Natomiast pozostałe informacje cały czas są śledzone. Pojawiają się historie o tunelach, które zostały zamurowane. Są bardzo poważne grupy eksploracyjne, które twierdzą, że są dość blisko pewnych znalezisk, ale do tej pory nikomu to się nie udało. Ta informacja, która pojawiła się teraz w Wałbrzychu, wyszła w taki dość nieoczekiwany sposób. To jest informacja, która prawdopodobnie musiała w jakiś sposób ujawniona być może przez jednego z urzędników starostwa - tak to wygląda przynajmniej z relacji dziennikarskich. Ale wynika z niej również, że sprawę prowadzi prawnik zatrudniony przez tych dwóch panów. Po Wałbrzychu krąży już taka opowieść, że ci dwaj mężczyźni rzeczywiście natrafili już na jakieś dokumenty, na dokumenty, które dokładnie widzieli - i stąd ich propozycja, aby otrzymać znaleźne, że wskażą miejsce, w którym ten pociąg się znajduje. O tyle to jest ciekawe, powtarza kolejną legendę, że pociąg, który znajduje się w tych podziemiach, jest bardzo trudny do eksploracji, ponieważ jest zaminowany. Trudno powiedzieć, ile w tym jest prawdy, ale to jest jedna z bardzo często powtarzanych relacji - że coś jest gdzieś zaminowane i bardzo trudno się tam dostać. Pytanie w takim razie, którędy się tam dostać.

Są też relacje o tym, że w latach 90. polski rząd zaangażował się, przynajmniej do pewnego momentu, w poszukiwania pociągu, idąc za namową jednego z panów, których pani wspomniała. Jak daleko zaszły poszukiwania? Jak to się skończyło?

Doszły dosyć daleko, dlatego, że została podpisana specjalna umowa między panem Podsibirskim a przedstawicielami ówczesnego rządu.

Czyli on wówczas też domagał się znaleźnego dla siebie?


Oczywiście, że tak, jeżeli w takim pociągu jest tyle złota. Rano czytałam, że w pociągu koło Zamku Książ jest 300 ton złota, a wieczorem był to pociąg pełen diamentów. Ta legenda nawet w ciągu dnia się zmienia. Natomiast tamta eksploracja, o której pan mówi, była związana z Górą Sobiesz i Piechowicami. Pan Podsibirski miał taką mapkę i na podstawie tej mapki świadek wskazywał mu miejsce ukrycia. Tam wtedy zaangażowano sporo różnych osób, m.in. zaangażowali się bardzo bogaci biznesmeni, którzy liczyli, że "odkują się" dzięki temu znalezisku. Potem szukały tego różne inne grupy, pod urokiem pana Podsibirskiego, który ma ogromną siłę przekonywania. Do tej pory nie udało się nic odnaleźć, aczkolwiek w środowisku poszukiwaczu krąży również taka legenda, że miejsce, w którym szukano, znajduje się kilkaset metrów od miejsca właściwego. Przy dzisiejszej technice, przy możliwościach sprzętu geofizycznego, przy coraz lepszych operatorach tego sprzętu, znalezienie takiego tunelu nie jest może jakieś bardzo łatwe, ale jest o wiele prostsze i dużo łatwiejsze.

Z tego co pani mówi wynikałoby, że władze państwowe, służby specjalne, bardzo poważne instytucje, dały się uwieść urokowi jednego człowieka. Czy nie wydaje się pani, że muszą być pewne podstawy, poza legendą, co do tego, żeby wierzyć, iż w podziemnych miastach są jakieś interesujące znaleziska do odkrycia? Przecież można  się spodziewać, że niekoniecznie muszą one mieć dużą wartość finansową, ale być może historyczną. Ostatecznie Niemcy budowali te miasta po coś, robili tam eksperymenty, produkowali broń, a nasza wiedza jest wciąż bardzo skąpa. Czy na przykład było tak, że Wojsko Polskie prowadziło tam jakieś badania?

Cytat

Jest wielu wybitnych specjalistów, wielu autorów książek, a także badaczy, którzy odnajdują coraz więcej dokumentów dotyczących tych podziemnych miast, chociażby całego kompleksu Riese w Górach Sowich


To troszkę nie jest tak do końca, bo wiedza jest coraz większa. Jest wielu wybitnych specjalistów, wielu autorów książek, a także badaczy, którzy odnajdują coraz więcej dokumentów dotyczących tych podziemnych miast, chociażby całego kompleksu Riese w Górach Sowich. Okazuje się, że to jest mniej sensacyjne niż byśmy mogli przypuszczać, natomiast w czasach kiedy polskie służby, a także wojsko, jeszcze za generała Jaruzelskiego i generała Kiszczaka usiłowało eksplorować różne "podejrzane miejsca" - takiej wiedzy nie było. I wszyscy uwiedzeni byli możliwością odnalezienia złota, kruszców, czegoś, co będzie miało sporą wartość i co przyda się: komu i po co, tego do końca nie wiemy. Ale jeżeli spojrzymy na przykład na klasztor w Lubiążu, w którym mają się znajdować ogromne podziemia, w których, jak mówi legenda, miała być podziemna fabryka, a kto wie, co w niej jeszcze ukryte, to wszyscy wierzyliśmy w to do niedawna. Teraz wiadomo, właśnie dzięki dokumentom, dzięki bardzo dociekliwym badaczom, że to wszystko miało zupełnie inny charakter, że podziemi z pewnością nie było. Natomiast jeśli spojrzymy na to, kto tworzył pierwszy Fundację Lubiąż, fundację, do której należy ten gigantyczny kompleks, to założyła ją właściwie Wojskowa Służba Wewnętrzna. I przejęło fantastyczny, ogromny obiekt właściwie za bezcen. Więc zawsze w tle są pieniądze, a jak już się je zdobywa, to kwestia środków, fantazji, możliwości.

Czyli być może rzeczywistość nie jest tak rozbudzająca wyobraźnię, jak te domysły, ale pozwólmy wierzyć ludziom w to, że pociąg można znaleźć... 

Ja uważam, że gdyby ten pociąg okazał się prawdą i te dokumenty pokazały się wiarygodne: nie jestem pewna czy prawnik jest w stanie ocenić ich wiarygodność. Myślę, że nad takimi dokumentami musi pracować grupa ludzi. Załóżmy, że dokumenty, na podstawie których ci dwaj panowie twierdzą, iż wiedzą, gdzie znajduje się pociąg z depozytami, gdzie znajduje się ten tajemniczy tunel, są prawdziwe. To wtedy naprawdę musi nad nimi usiąść spora grupa ludzi: historyk, geolog, kartograf, inżynier, górnik, historyk, więc to nie jest taka łatwa sprawa.