Nie można na razie przesłuchać mężczyzny, który wczoraj po zawaleniu się kamienicy przy ul. Chopina w Katowicach trafił do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Pacjent ma poparzone 60 procent powierzchni ciała. Prokuratorzy nie wykluczają, że to w jego mieszkaniu mogło dojść do wybuchu gazu.

Wczesnym popołudniem ekipy dochodzeniowe weszły na miejsce wczorajszej katastrofy. Śledczy czekali na pozwolenie inspektora nadzoru budowlanego. Wcześniej przeprowadzili jedynie oględziny na zewnątrz. Udało nam się zabezpieczyć część instalacji gazowej - powiedziała Marta Zawada-Dybek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Teraz ekipa dochodzeniowa bardzo dokładnie sprawdzi każde pomieszczenie - pokój po pokoju. Śledczy muszą obejrzeć i zabezpieczyć wszelkie ślady, które mogą pomóc wyjaśnić przyczynę katastrofy. Kiedy skończą pracę, do kamienicy będą mogli wejść mieszkańcy - po dwie, trzy osoby w towarzystwie strażaka, tak by nikomu nic złego się nie stało. Lokatorzy będą mogli zabrać ze swoich mieszkań to, co dla nich najważniejsze i najcenniejsze. Jutro prawdopodobnie rozpocznie się rozbiórka budynku.

Wybuch gazu w Katowicach: Dariusz Kmiecik i Brygida Frosztęga-Kmiecik nie żyją

Nie żyje reporter TVN Dariusz Kmiecik, jego żona - dziennikarka TVP - Brygida Frosztęga-Kmiecik oraz ich dwuletni syn. Rodzina zginęła w czasie eksplozji kamienicy w centrum Katowic. Ratownicy odnaleźli ich po kilkunastu godzinach poszukiwań. czytaj więcej

Z kolei jeszcze dziś - jak dodała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach - odbędą się sekcje zwłok trzech ofiar katastrofy. W wybuchu zginęli: reporter Faktów TVN Dariusz Kmiecik, jego żona, dziennikarka TVP Katowice Brygida Frosztęga-Kmiecik oraz ich dwuletni syn. Ze wstępnych ustaleń wynika, że śmierć całej trójki miała charakter nagły.

Cały czas policja zbiera dokumenty dotyczące budynku i przesłuchuje świadków katastrofy, by ustalić dokładnie, co było przyczyną eksplozji. Wczoraj wczesnym popołudniem zastępca szefa śląskiej straży pożarnej sygnalizował, że mógł to być gaz. Zastrzegał, że chodzi o większą ilość gazu niż np. jedną butlę. Butla z gazem nie byłaby raczej w stanie zniszczyć trzech kondygnacji - zaznaczył.

Jak podał z kolei prezydent Katowic, z dokumentów wynika, że w mieszkaniu, z którego najprawdopodobniej w piątek miał zostać eksmitowany lokator, zakład gazowniczy odciął już instalację gazową. Nie potwierdził jednak, że to w tym mieszkaniu doszło do wybuchu. Trzeba tu poczekać na szczegółowe ustalenia prokuratury - zaznaczył.

Po wypadku do trzech szpitali trafiło pięć poszkodowanych osób, najciężej ranny mężczyzna z oparzeniami - do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Pacjent ten ma oparzone około 60 procent powierzchni ciała i podejrzenie oparzenia dróg oddechowych. Jego stan lekarze oceniali jako ciężki. Mówił, że nie wie, co się stało, to najprawdopodobniej u niego nastąpił wybuch - relacjonowała dziennikarzom jedna z lekarek.

Po wybuchu ewakuowano 15 lokatorów. Urząd Miast szuka już dla nich lokali zastępczych. Ci, którzy ocaleli, są teraz w siedzibie katowickiego Caritasu. Schronienie znalazło tam kilkanaście osób