Nieco ponad 46 proc. Polaków uważa, że Polska powinna sprzeciwić się mechanizmowi "pieniądze za praworządność", który przewiduje blokowanie wypłat unijnych środków za łamanie zasad praworządności - wynika z najnowszego sondażu United Surveys dla RMF FM i "Dziennika Gazety Prawnej". Za poparciem takiego mechanizmu jest natomiast niemal 37,5 proc. respondentów. Zdania nie ma co szósty pytany.

29,3 proc. respondentów uważa, że Polska powinna "zdecydowanie odrzucić" mechanizm blokowania wypłat unijnych środków za łamanie zasad praworządności. 16,8 proc. ankietowanych odpowiada: "raczej odrzucić". Odpowiedzi, że Polska powinna "zdecydowanie poprzeć" mechanizm, udzieliło 21,8 proc. pytanych, a "raczej poprzeć" - 15,6 proc. Zdania w sprawie nie ma 16,6 proc. uczestników badania. 

Ankietowanym zadano pytanie, co Polska powinna zrobić z unijnym budżetem, jeśli mechanizm warunkowości będzie miał wejść w życie. Większość - bo niemal 57,4 proc. uczestników sondażu - twierdzi, że w takim przypadku polskie władze powinny zdecydować się na weto. 

19,5 proc. ma odmienne zdanie - ta grupa uważa, że Polska powinna poprzeć unijny budżet wraz z mechanizmem uzależniającym wypłatę od przestrzegania zasad praworządności. 

Zdania w tej sprawie nie ma ponad 23 proc. pytanych. 

Z sondażu wynika też, że wyborcy Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji domagają się odrzucenia mechanizmu i zawetowania budżetu. Głosujący na Koalicję Obywatelską i PSL-Kukiz'15 zgadzają się na poparcia mechanizmu, ale domagają się zawetowania unijnego budżetu. Tylko wyborcy Lewicy popierają mechanizm i powiązany z nim unijny budżet. 

Polska blokuje budżet UE

Przypomnijmy, że pomimo sprzeciwu Polski i Węgier mechanizm "pieniądze za praworządność" został przyjęty przez większość krajów Unii Europejskiej podczas spotkania ambasadorów unijnych.

Przedstawiciele polskiego i węgierskiego rządu w odpowiedzi - zgodnie z zapowiedziami - zablokowali nowy unijny budżet i fundusz na odbudowę po pandemii.

Od unijnych dyplomatów korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon usłyszała, że weto Węgier i Polski wywoła w Unii kryzys podobny do brexitowego. Napięcie w UE jest duże, bo nikt nie chce impasu budżetowego, gdy trzeba walczyć z pandemią.

Weto oznacza, że nie będzie nowych pieniędzy na: nowe inwestycje energetyczne, drogi, wodociągi. Nie będzie też środków na odbudowę gospodarek po pandemii - czyli na modernizację szpitali czy na pomoc dla upadających firm.

Będzie obowiązywać prowizorium budżetowe - wypłacane będą tylko te środki, które wynikają ze zobowiązań, czyli dopłaty dla rolników, na administrację unijną czy na dokończenie już trwających inwestycji.

To dramatyczny scenariusz, który się zrealizuje, jeśli nie dojdzie do porozumienia przed końcem roku.