Dostawcy bydła działali wspólnie i w porozumieniu z właścicielem ubojni w Rosławowicach w Łódzkiem, a tym samym sprowadzali niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia wielu osób. To nowe zarzuty prokuratorskie dla właścicielki firmy skupującej bydło. Zarzuty usłyszał też mąż kobiety.

Właściciel ubojni z zarzutami. Sprzedawał mięso chorych zwierząt

Narażenie zdrowia i życia wielu osób - taki zarzut usłyszał właściciel ubojni w Rosławowicach koło Białej Rawskiej w Łódzkiem. Mężczyzna może trafić do więzienia za to, że w zakładzie prowadził ubój chorych zwierząt a ich mięso sprzedawał. czytaj więcej

Właściciel ubojni i dostawcy chcieli jak najwięcej zarobić - wyjaśnia prokurator Jacek Pakuła. Ich działanie polegało m.in. na dokonywaniu uboju i rozboju zwierząt poza obrotem, bez dokonywania stosownych badań a także skupowaniu bydła pourazowego, chorego, któremu podawano produkty lecznicze - mówi Pakuła.

Cała trójka może trafić do więzienia nawet na 8 lat. Przed sądem stanie także kierowca, który przewoził chore i padłe bydło. Mężczyzna będzie odpowiadał za znęcanie się nad zwierzęta mi.

Prokuratura zabezpieczyła też majątek właściciela ubojni - na kwotę 1,7 mln zł - na poczet przyszłych kar i odszkodowań.

W czwartek właściciel ubojni usłyszał zarzut narażenie zdrowia i życia wielu osób. 44-letni Piotr M. usłyszał też zarzuty podrabiania mięsa przez dodawanie koniny i wieprzowiny do mięsa wołowego.

Zarzuty niedopełnienia obowiązków i poświadczenie nieprawdy w dokumentacji usłyszeli również lekarze weterynarii, którzy powinni pilnować uboju w zakładzie w Rosławowicach. Mężczyźni pisali, że nadzorowali ubój zwierząt w zakładzie, chociaż nie prowadzili takich badań.

Sprawa rozpoczęła się w marcu 2013 r., gdy przy wjeździe do jednego z zakładów w okolicach Białej Rawskiej policja skontrolowała transport bydła przeznaczonego do uboju. Zgodnie z dokumentami przewożonych powinno być 25 sztuk zwierząt a faktycznie były 24 sztuki, z czego aż dziewięć martwych. Zwierzęta, które przeżyły transport, były w bardzo złym stanie. Część z nich miała złamania; większość była poobijana i nie była w stanie samodzielnie opuścić tira.

(mpw)