Chciałem wyrazić najgłębsze wyrazy współczucia dla rodzin zmarłych osób, z tego co wiemy dzisiaj, cztery osoby nie przeżyły tych gwałtownych i nietypowych wyładowań burzowych - powiedział w czwartek w Zakopanem premier Mateusz Morawiecki.

Po posiedzeniu sztabu kryzysowego w Zakopanem premier Mateusz Morawiecki spotkał się z dziennikarzami na krótkim briefingu.

Chciałem wyrazić najgłębsze wyrazy współczucia dla rodzin zmarłych osób. Z tego co wiemy dzisiaj cztery osoby nie przeżyły tych bardzo gwałtownych, bardzo nietypowych, bardzo rzadkich wyładowań burzowych, bardzo zmiennej pogody, która nastąpiła i doszło do zgonu czterech osób, dwójka dzieci i dwie osoby dorosłe - powiedział szef rządu.

Zaznaczył, że służby "w bardzo sprawny sposób przeprowadziły akcję ściągania wszystkich osób, które zostały poszkodowane". I w szybkim tempie wszystkie te osoby zostały przetransportowane do szpitali - podkreślił Morawiecki. Niestety niektóre osoby są w bardzo ciężkim stanie, więc wszystko w rękach lekarzy - dodał

Osób poszkodowanych jest ponad 100 i te dane spływają cały czas - powiedział w Zakopanem premier Mateusz Morawiecki po posiedzeniu sztabu kryzysowego po burzy w Tatrach. Po polskiej stronie gór zginęły cztery osoby, w tym dwoje dzieci. Po stronie słowackiej zginął jeden turysta.

Bardzo wiele osób jest również w stanie szoku psychologicznego, w kiepskim stanie psychicznym, to wszystko zrozumiałe - powiedział premier.

Wszystkim służbom chcę w tych tragicznych momentach raz jeszcze bardzo, bardzo podziękować i zapewnić, że wszelka pomoc będzie udzielona - mówił Morawiecki.

Ostatnia taka tragedia zdarzyła się 82 lata temu - w 1937 roku, kiedy też na Giewoncie cztery osoby zginęły - dodał.

Zaznaczył, że na bieżąco działały śmigłowiec TOPR-u, z TOPR-em współpracował GOPR - Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe i cztery śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Przybył oczywiście również i jest dyspozycji śmigłowiec policyjny - Black Hawk- przekazał premier Morawiecki.

Jego zdaniem "z punktu widzenia akcji ratowniczej, bazy sprzętowej, profesjonalizmu służb medycznych ratowniczych wszystko zostało zabezpieczone tak, jak trzeba"

To, co można było zrobić, to zostało zrobione - ocenił szef rządu.


Akcja będzie trwać do rana

Akcja trwa, na pewno w tym sensie, że my nie wiemy, czy ktoś gdzieś nie pozostał w górach. Nie wiemy, czy jacyś turyści, jacyś ludzie nie są jeszcze gdzieś, w jakichś innych miejscach - powiedział Morawiecki.

Zwrócił uwagę, że istnieje ryzyko, że "te gwałtowne wyładowania spowodowały, że ludzie gdzieś utknęli, osunęli się w żleby". Dlatego ta akcja będzie od samego rana jutro kontynuowana - wyjaśnił premier.

Miejmy nadzieję, że ta akcja poranna jutrzejsza nie przyniesie żadnych dodatkowych złych wieści - podkreślił.

Wszystkie służby: i policja, i państwowa straż pożarna, i ochotnicza straż pożarna, również straż graniczna działają. Będą całą noc tutaj dyżury - mówił, dodając, że w pogotowiu znajduje się "kilkudziesięciu czy stu kilkudziesięciu funkcjonariuszy".

Jutro od rana rusza ponownie akcja, żeby upewnić się, że wszyscy są cali i zdrowi - dodał.

Premier przyznał, że rozmawiał już z naczelnikiem TOPR. TOPR ma wszelkie środki, które są potrzebne do prowadzenia tych akcji - podkreślił Morawiecki. Dodał, że "w sytuacji, gdy trzeba będzie uzupełnić środki - to rozmawiałem już z panem naczelnikiem o takich koniecznościach".

To budżetowo jest oczywiście sprawa w tym wypadku drugorzędna. Jesteśmy gotowi na wszelką pomoc finansową. Najważniejsze, żeby uratować ludzi - podkreślił premier.

Opracowanie: