Mężczyzna zdenerwował się po tym, jak dostał informacje o pożarze w swoim kiosku. Po powrocie do domu zaczął uskarżać się na bóle w klatce piersiowej. Nie chciał, by rodzina wzywała pogotowie, ale późnym wieczorem objawy nasiliły się. Pogotowie przyjechało na miejsce po 15 minutach.
W skład zespołu karetki wchodzili oskarżony - lekarz i ratownik medyczny. Po wywiadzie i badaniu lekarz zdiagnozował nerwicę, podano dożylnie leki, a ponieważ dolegliwości były mniejsze, pogotowie opuściło mieszkanie. Krótko potem stan chorego pogorszył się, a jego żona ponownie wezwała karetkę.
U pacjenta stwierdzono zatrzymanie krążenia, po 30 minutach zmarł. Sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną śmierci był ostry zawał mięśnia sercowego.
Biegli z zakresu medycyny sądowej i ratownictwa medycznego uznali, że podczas pierwszej wizyty lekarz popełnił błąd w diagnozie. Zabranie pacjenta do szpitala mogło uratować mu życie. Lekarz nie przyznaje się do winy.