To Beata Sawicka zainicjowała działania, które prowadziły do przestępstwa; kwota 100 tys. zł padła z jej ust - powiedział były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński. Zeznaje on w procesie oskarżonej o korupcję byłej posłanki PO.

Według Kamińskiego o sprawie Sawickiej dowiedział się wiosną 2007 r. z notatki funkcjonariusza "pod przykryciem", który pisał, że uczestnicy kursu dla członków rad nadzorczych skarbu państwa zamierzają dać łapówkę za uzyskanie pytań na egzaminie - co się nie powiodło. Dodał, że w kursie uczestniczyli posłowie PO i Samoobrony.

Według Kamińskiego w kolejnych notatkach pojawiło się nazwisko Sawickiej, która "interesowała się jego profesją" - funkcjonariusz ten występował "pod przykryciem" międzynarodowej firmy zajmującej się obrotem nieruchomości. Posłanka pytała go, czy jego firma byłaby zainteresowana "okazyjnym nabyciem nieruchomości na Helu"; mówiła, że "dysponuje kontaktami politycznymi, które umożliwią oddziaływanie na przedstawicieli samorządu na Helu". "Wspominała o posłach Jarosławie Wałęsie i Marku Biernackim" - podkreślił Kamiński.

Jego zdaniem, to Sawicka zainicjowała wspólny z agentem CBA wyjazd na Hel. "Przełożeni polecili mu wejść w sprawę" - zeznał. Dodał, że przebieg spotkania z burmistrzem Helu Mirosławem Wądołowskim wskazywał na możliwość przestępstwa. Podkreślił, że podczas spotkań Sawicka m.in. polecała agentowi by - w obawie przed podsłuchem - wyjmował baterie z telefonu komórkowego. Kamiński dodał, że funkcjonariusz część rozmów tajnie nagrywał - na "kontrolę operacyjną" zgodził się prokurator generalny i sąd.

CBA zatrzymało Sawicką w październiku 2007 r., gdy przyjmowała - jak uznano - łapówkę za ustawienie przetargu na zakup dwuhektarowej działki na Helu.

Była posłanka została oskarżona o podżeganie i nakłanianie do korupcji oraz płatnej protekcji, przyjęcie 100 tys. zł korzyści majątkowej i powoływanie się na wpływy. Grozi jej do 10 lat więzienia.