"Relacje świadków wspominają, że był to dzień przysłowiowej "ciszy przed burzą" - tak o czwartku, 31 sierpnia 1939 roku mówi RMF FM Jan Daniluk, historyk z Uniwersytetu Gdańskiego. Pozorny spokój miał zapanować na terenach dawnego Wolnego Miasta Gdańska, na których już od wiosny rosło napięcie związane z napiętymi relacjami między Polską a III Rzeszą. Akurat dzień przed wybuchem II Wojny Światowej atmosfera w mieście - jak się okazało na pozór - uspokoiła się.

Kuba Kaługa, RMF FM: Gdyby spojrzeć w dokumenty, materiały, źródła historyczne i przeanalizować ich treść i daty, to kiedy już było wiadomo, że wojna jest tylko kwestią czasu i że ona wybuchnie?

Jan Daniluk: W Wolnym Mieście Gdańsku sytuacja była napięta i konfrontacja była nieunikniona. Dla większości obserwatorów było to jasne już od końca marca 1939 r., po tym, kiedy Niemcy wymusili na Litwie oddanie Kłajpedy i dokończyli rozbiór Czechosłowacji. W tym momencie uwaga opinii publicznej zwróciła się na Wolne Miasto Gdańsk, bo ten teren stał się kolejnym celem agresywnej polityki i propagandy Berlina.

Było wiadomo już wtedy, że to będzie następne ogniwo?

Pytanie było w istocie nie o to "czy", tylko "jak", "kiedy" i "gdzie" wybuchnie konflikt. A także (co może jest najistotniejsze), czy siłowa konfrontacja o Wolne Miasto Gdańsk przerodzi się w coś większego. Kluczowym pytaniem było też, kto będzie stroną inicjującą konflikt, a także, jak się do niego przygotować, by zminimalizować własne straty i jednocześnie zamanifestować opinii publicznej własną postawę .

Gdybyśmy mieli właśnie cofnąć się o tydzień od 1 września 1939 roku... Mam na myśli podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow. To już - rozumiem - był ten moment, kiedy wszystko było przesądzone. Oczywiście opinia publiczna nie miała o tym pojęcia.

Sytuacja w samym Gdańsku w sierpniu wskazywała dość jasno na to, że ta konfrontacja jest nieunikniona. Było wiele oznak, które dobitnie świadczyły o takim, a nie innym obrocie wydarzeń. 23 sierpnia, tego samego dnia, w którym został podpisany pakt Ribbentrop-Mołotow, gdański gauleiter (stojący na czele największej partii, czyli NSDAP; niepełniący żadnej formalnej funkcji!) został ogłoszony tzw. głową państwa. Było to jawne pogwałcenie konstytucji Wolnego Miasta Gdańska.  

W statucie Wolnego Miasta Gdańska w ogóle nie było przewidzianej takiej możliwości...

Zgadza się. W rękach Fostera, już formalnie - bo wiadomo było, że on już wcześniej rządził - została skupiona bardzo duża władza. W istocie był to krok, który miał umożliwić - już w momencie rozpoczęcia działań wojennych (a te miały, przypomnijmy, wybuchnąć 26 sierpnia pierwotnie) - przeprowadzić m. in. włączenie Gdańska do Rzeszy.  

Kogoś to wtedy dziwiło? Bo przecież takich przykładów ewidentnego, bezczelnego, łamania prawa przez przedstawicieli III Rzeszy było wcześniej już wiele...

Faktycznie, błędem byłoby mówić, że tego typu działania, łamiące status Wolnego Miasta, pojawiły się dopiero w 1939 roku. Natomiast pierwszy raz było to tak jawne i na taką skalę. Od wiosny przybrały na sile działania propagandowe Niemców (i organów Wolnego Miasta), starającego się wskazać na Polskę jako potencjalnego agresora i stronę, która łamie umowy międzynarodowe dotyczące Gdańska. Ostatni tydzień przed wybuchem wojny to już czas, kiedy miasto pod wieloma względami, szykowało się na nieuniknione. Na konfrontację. Port Gdański był już praktycznie pusty. 27 sierpnia zamknięto przestrzeń powietrzną nad Gdańskiem. Nie latały już żadne samoloty, jeżeli nie miały pozwoleń władz gdańskich. Ograniczono liczbę połączeń kolejowych. Władze gdańskie zyskały możliwość rekwirowania pociągów i samochodów, wprowadzono ograniczenia w nabywaniu benzyny. Zmniejszył się oczywiście znacznie ruch lądowy przez granicę lądową. Na ulicach przez całe lato widać było sporo nowych oddziałów - formalnie policyjnych, de facto zakamuflowanych jednostek wojskowych. Były one tworzone z miejscowych kadr bojówek nazistowskich lub policyjnych, bądź też na podstawie przesyłanych potajemnie (w cywilu) do Gdańska, wyszkolono wojskowo rezerwistów czy zawodowych żołnierzy Wehrmachtu. Rozwożono po wybranych stanowiskach broń, amunicję i wyposażenie wojskowe (przemycane wcześniej na dużą skalę). Trwały ostatnie prace nad fortyfikacjami polowymi nad granicą.

Te jaskółki, o których pan wspomniał, dotyczą wyłącznie Gdańska?

Gdańska w największym stopniu, ale nie jedynie jego. Zbliżająca się wojna była doskonale widoczna chociażby w Sopocie, popularnym kurorcie. On także opustoszał, tego gorącego lata odwiedziło go o 1/3 mniej letników, niż zwykle. Sam sezon zakończył się niespodziewanie już w sierpniu, a nie jak zwyczajowo bywało, w połowie września. Turyści niemieccy zostali powiadomieni o jak najszybszym powrocie do kraju, (wezwani - przyp. red.) do opuszczenia Wolnego Miasta.  

Chodziło mi o to, czy te oznaki, że zbliża się wojna, pojawiały się też poza obszarem Wolnego Miasta Gdańska - na ziemiach wtedy centralnej Polski?

Oczywiście. Mobilizacja, wiece, działalność propagandowa - to wszystko miało miejsce. Ale nawet skupiając się tylko na terenie województwa pomorskiego...

Tego województwa, który wtedy miało stolicę w Toruniu?

Tak i graniczyło z Wolnym Miastem Gdańskiem... Tam także było wiele przejawów rosnącego napięcia i grożącego widma konfrontacji. Na granicy zmobilizowano jednostki Straży Granicznej. Było wiele manifestacji i wieców, które siłą rzeczy nabierały charakteru przede wszystkim antyniemieckiego. Z Wolnego Miasta Gdańska także część Polaków (głównie urzędników) ewakuowała się do Gdyni, Tczewa lub w głąb Polski, chcąc ochronić rodziny lub uniknąć aresztowania. W przeddzień wybuchu II wojny światowej, 31 sierpnia, to był czwartek. Relacje świadków wspominają, że był to dzień takiej przysłowiowej "ciszy przed burzą". Faktycznie atmosfera wydawałoby się - na pozór - uspokoiła się. Było mniej patroli policyjnych, mniej patroli bojówek nazistowskich. Ale to było tylko zapowiedź tego co nastąpiło - jak wiemy - dzień później.

Tutaj mówimy o sytuacji w samym Wolnym Mieście Gdańsku?

Tak. Taką ciekawostką jest, że prawdopodobnie ostatnie statki, jakie przed wybuchem II wojny światowej kursowały wzdłuż wybrzeża Wolnego Miasta, to były statki pasażerskie, podstawione popołudniem w czwartek 31 sierpnia na molo w Sopocie. Szybko ewakuowano nimi ludność niemiecką z osiedla w Kamiennym Potoku. Było to osiedle głównie dla nazistowskich działaczy i ich rodzin. A ponieważ było to osiedle położone bezpośrednio przy granicy z Gdynią, obawiano się, że podczas zaplanowanych na kolejny dzień działań wojennych może ono ucierpieć. Zostali oni ewakuowani do zorganizowanych naprędce kwater na dzisiejszej Wyspie Sobieszewskiej. Tego samego dnia, ta atmosfera na pozór wydawała się spokojna, ale to nie znaczy, że nie doszło do incydentów. Bojówkarze nazistowscy zdemolowali siedzibę słynnego gdańskiego klubu Gedania we Wrzeszczu. Tego samego dnia sterroryzowano też polskiego urzędnika kolejowego w Oliwie, żądając wydanie kluczy do pomieszczeń biurowych.

To już było tak, że te incydenty się pojawiały, bo już niektórzy, wyżsi rangą oficerowie wiedzieli jakie są rozkazy, jakie są dyspozycje wydane?

To, że wyższa kadra dowódcza wiedziała o zbliżającym się terminie jest raczej pewne. Zresztą kilka dni przed wybuchem wojny jednostki gdańskie zmieniły swoje pozycje. Przechodząc do zadań ofensywnych, bo wcześniej było one nastawione na obronę Gdańska na wypadek wkroczenia Polskiego Korpusu Interwencyjnego, którego oddziały 24 sierpnia znalazły się zaledwie 20 km. od granic Wolnego Miasta. Kiedy widmo polskiej interwencji zmalało jednostki gdańskie już były na pozycjach wyjściowych, mając za zadania zająć polskie placówki, wesprzeć oddziały niemieckie z Prus Wschodnich (np. podczas akcji zdobycia mostów tczewskich) lub postarać się związać część polskich oddziałów w przygranicznych rejonach.

Wychodząc już z Gdańska, przenosząc się na południe, tam też to napięcie rosło. Dochodziło do prowokacji i takich bezpośrednich starć.

Mówimy o terenach przygranicznych, które przez cały okres międzywojenny były terenami infiltracji, działalności i wpływów niemieckiego wywiadu.

A co się wtedy stało w okolicy Gliwic? I jaką rolę odegrała radiostacja ?

Gliwice znajdowały się na terenie Niemiec, blisko granicy z Polską. 31 sierpnia wieczorem do tamtejszej radiostacji, po odwołaniu wcześniej ochrony, weszła grupa Niemców, która miała zainscenizować zajęcie stacji przez polskich dywersantów, powstańców śląskich. Rozpoczęto nawet nadawanie komunikatu w języku polskim, który miał uwiarygodnić całą operację. To, że podczas niej popełniono szereg błędów, które później łatwo odkryto, nie miało znaczenia. Hitler dostał "argument" o agresji polskiej. Stąd mówimy dziś o "prowokacji gliwickiej". Swoją drogą, kiedy niejednokrotnie pytam gości z Niemiec, z jakim wydarzeniem kojarzy im się wybuch II wojny światowej, to najczęściej pada odpowiedź właśnie o Gliwicach, a nie o Westerplatte, Tczewie czy Wieluniu.

Prowokacja gliwicka - wprost mówiąc - pretekst do odpowiedzi na drugi dzień?

Tak. Zresztą na terenie Wolnego Miasta Gdańska, właśnie w sierpniu 1939 roku strona niemiecka również kilkakrotnie próbowała prowokować stronę polską, aresztując na przykład polskich inspektorów celnych, przygotowując ponadto odpowiednie operacje wobec załogi na Westerplatte.  

To była wojna propagandowa już?

Powiedziałbym inaczej. Był to okres, kiedy działalność propagandowa była już bardzo nasilona, ewidentnie wymierzona w stronę polską i bardzo zintensyfikowana. Niemcy byli przygotowani "medialnie". Mieli wynajętych fotografów, przygotowane grupy dziennikarzy radiowych, których zadaniem miało być utrwalanie początku wojny i zajmowania polskich punktów. Dlatego dysponujemy dość bogatym materiałem fotograficznym dotyczącym walk choćby na terenie samego Gdańska czy na granicy Wolnego Miasta Gdańska z Polską.

To wracając jeszcze do początku naszej rozmowy, kiedy mówił pan o tym, że to nie była kwestia tego "czy" wojna wybuchnie tylko "kiedy" wybuchnie. To czy my dziś wiemy, kiedy zapadła ta decyzja?

Prace nad planem operacji agresji na Polskę ("Fall Weiss") rozpoczęto z początkiem kwietnia 1939 r. Ostatecznie 15 czerwca finalną jego wersję podpisał głównodowodzący Wojskami Lądowymi gen.broni Walther von Brauchitsch. Pierwotnie planowano rozpoczęcie działań 26 sierpnia, ale w ostatnim momencie wstrzymano jego realizację jeszcze cztery dni. Pytanie było, czy uda się kolejny raz Berlinowi spowodować, że będzie to tylko konflikt o charakterze regionalnym, który nie przerodzi się w konfrontację z potężniejszymi państwami na Zachodzie. Dziś już wiemy, że to nie udało się Berlinowi. 3 września Wielka Brytania i Francja wypowiedziały wojnę Niemcom.

Autor: