Postępowanie w sprawie dziennikarza śledczego Leszka K. przejęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Piaseczyńska prokuratura chciała się wyłączyć ze śledztwa, bo blisko współpracuje z lokalnymi policjantami. Śledczy wyjaśnili powody tymczasowego aresztowania dziennikarza. Chodzi o uniemożliwienie matactwa ze strony podejrzanego oraz ukrywania się. "Leszek K. na żadnym etapie wykonywanych z jego udziałem czynności nie powołał się na tajemnicę dziennikarską" - podkreśla prok. Piotr Antoni Skiba.

  • Leszek K., dziennikarz śledczy, został aresztowany na 3 miesiące.
  • Prokuratura w Warszawie przejęła śledztwo i dołączyła do niego materiały dotyczące wcześniejszych zarzutów znęcania się nad rodziną.
  • Areszt zastosowano ze względu na ryzyko matactwa, ucieczki oraz grożącej surowej kary.
  • Po więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl.

W środę Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek i prezes Press Club Polska Marcin Lewicki zaapelowali do prokuratury o podanie informacji uzasadniających zastosowanie trzymiesięcznego aresztu wobec dziennikarza śledczego Leszka K. 

Dziennikarz jest podejrzany o posiadanie bez zezwolenia broni palnej i amunicji, a także o grożenie śmiercią komendantowi powiatowemu policji w Piasecznie w celu zmuszenia go do podjęcia interwencji w konkretnej sprawie. Podczas przesłuchania nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu czynów.

Śledztwo ws. Leszka K. w Warszawie

Prok. Piotr Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, poinformował w środę, że śledztwo przeciwko Leszkowi K. przejęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, a nowym referentem postępowania jest prokurator Arkadiusz Buśkiewicz.

Decyzja o przejęciu sprawy do dalszego postępowania była podyktowana wnioskiem Prokuratury Rejonowej w Piasecznie współpracującej z KPP w Piasecznie, której komendant ma status pokrzywdzonego w sprawie.

Prok. Skiba poinformował ponadto, że do dotychczas zgromadzonych dowodów dołączono, po podjęciu sprawy zawieszonej, materiały dochodzenia przeciwko Leszkowi K. któremu prokurator postawił zarzut znęcania się nad osobami najbliższymi. Zaznaczył, że postępowanie to było zawieszone, ponieważ Leszek K. wielokrotnie nie stawiał się na badaniach sądowo-psychiatrycznych.

Dlaczego Leszek K. został zaresztowany?

Prok. Skiba wyjaśnił również, dlaczego śledczy zastosowali wobec dziennikarza trzymiesięczny areszt. Prokuratura uznała, iż zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu czynów.

"Oceniając dotychczas zebrany w sprawie materiał dowodowy, uznano, że w przedmiotowej sprawie zachodziły przesłanki szczególne zastosowania tymczasowego aresztowania określone w art. 258 § 1 pkt 1 i 2 oraz § 2 k.p.k., a jednocześnie zachodzi konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania przygotowawczego oraz wykonania kolejnych czynności procesowych" - przekazał prok. Skiba.

Pierwszy z ustępów przytoczonego przez rzecznika warszawskiej prokuratury artykułu dotyczy uzasadnionej obawy ucieczki lub ukrycia się oskarżonego oraz uzasadnionej obawy, że oskarżony będzie nakłaniał do składania fałszywych zeznań lub wyjaśnień albo w inny bezprawny sposób utrudniał postępowanie karne. Drugi odnosi się do grożącej oskarżonemu surowej kary, której górna granica wynosi co najmniej osiem lat.

Prok. Skiba zaznaczył, że podejrzany często opuszcza granice kraju, a więc może również unikać kontaktu z organami ścigania. Podkreślił, że pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Piasecznie prowadzone było postępowanie w sprawie znęcania się nad najbliższymi. Sprawa ta pozostawała zawieszona, bo podejrzany nie stawiał się na wezwania i nie można było z nim przeprowadzić czynności. Podkreślił, że spełniona zatem była przesłanka dotycząca obawy ukrywania się przed wymiarem sprawiedliwości.

Broń w samochodzie

Rzecznik warszawskiej prokuratury podkreślił, że podniesienie przez prokuratora przesłanki uzasadnionej obawy matactwa uzasadnione było tym, że podejrzany w swoim mailu zapowiedział już wyrządzenie krzywdy komendantowi powiatowemu policji.

"Spełnienie owych gróźb zostało uprawdopodobnione tym, że w aucie, w którym zatrzymano podejrzanego, odnaleziono broń i amunicję, których posiadanie bez zezwolenia jest zabronione. Skierowanie tego maila świadczyło o tym, że po wyjściu na wolność Leszek K. podejmie działania mające na celu wpłynięcie czy to na organy ścigania, czy też na świadków zeznających w tej sprawie. Nadmienić przy tym należy, że zeznania w tej sprawie złożyła żona Leszka K., która wskazała, że z uwagi na dotychczasowe zachowanie obawia się, że może on zrobić krzywdę jej lub innym osobom" - podał.

Prok. Skiba zaznaczył ponadto, że w aktach sprawy znajdują się informacje o tym, że Leszek K. może dopuszczać się czynów z użyciem przemocy - posiada on liczne rejestracje w bazach policyjnych, jak również postawiono mu zarzut dotyczący znęcania się nad własną rodziną.

Leszek K. nie powołał się na tajemnicę dziennikarską

"W związku z licznymi pytaniami przedstawicieli mediów informujemy, że Leszek K. na żadnym etapie wykonywanych z jego udziałem czynności nie powołał się na tajemnicę dziennikarską, przekazał użytkowany telefon na potrzeby toczącego się śledztwa oraz hasło dostępu" - dodał Skiba.

Prok. Skiba zaznaczył, że sąd, uznając wniosek prokuratora, potwierdził przytoczone wcześniej przesłanki do zastosowania aresztu. Dodał, że wskazał on też na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, zwłaszcza że groził takim czynem, a stan zdrowia i zaniechanie leczenia powodują, że groźba ta jest realna.

Leszek K. to były dziennikarz śledczy m.in. "Rzeczpospolitej", "Wprost", "Super Expressu" i "Dziennika". Obecnie swoje materiały publikuje na własnym portalu internetowym i kanale na platformie YouTube.