"Z obozem władzy zawsze się mendy łączą. To normalna sprawa" - tak o osobach związanych z PiS, które ukrywają swoją przeszłość w strukturach komunistycznej władzy mówił w programie Onet Rano przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty.

Byłem z Julią Przyłębską w Socjalistycznym Związku Studentów Polskich a ze Stanisławem Piotrowiczem i Marcinem Wolskim w PZPR. Myślałem, że jestem wielką mendą a okazuje się, że można być większą. Można z taką przeszłością zapisać się do PiS i awansować. Uczę się całe życie - napisał Czarzasty na początku lipca na Twitterze.

Pytany o ten wpis w programie Onet Rano lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej powiedział, że "od historii nikt nie ucieknie i nie mam zamiaru uciekać". Moje życie składa się z różnych elementów, ze Zrzeszenia Studentów Polski, z PZPR na początku, na studiach, składa się dosyć konsekwentnie z Sojuszu Lewicy Demokratycznej. I tyle. Nie mówię, że nie byłem, nie tłumaczę tego, nie ukrywam. Najbardziej śmieszy mnie to, że w związku z tym, że rządzi PiS to ludzie, którzy służyli reżimowi chowają to gdzieś pod koszulę, w staniki, w buty i mówią: "nie, nigdy w życiu nas tam nie było" - powiedział.

Według Czarzastego takie działania to jest "mendziarstwo". Każdy ma swój życiorys i musi za ten życiorys brać odpowiedzialność - powiedział.

Stwierdził także, że nie dziwi go, iż osoby powiązane z PZPR współpracują z obecną władzą. Z obozem władzy zawsze się mendy łączą. To normalna sprawa. Dlatego że są ludzie i uczciwi, którzy się łączą i tworzą ten obóz władzy (...) i są ludzie, którzy się przylepiają do obozu władzy, bo mają pieniądze, stanowiska, uznanie i im to imponuje. Zawsze tak było - mówił lider SLD.

Tylko trzeba mieć we wzroku coś takiego, żeby mendę od nie-mendy odróżnić - mówił.

Opracowanie: