Wielokrotnie opisywana i przedstawiana w filmach scena pochodu jest kwestionowana przez innych świadków. Inną relację przytacza Joanna Olczak-Ronikier, autorka wydanej w 2011 r. książki "Korczak. Próba biografii". "Naoczny świadek zapamiętał tę scenę tak: Korczak, bardzo już chory i wyczerpany, ledwie powłóczył nogami, dzieci, sparaliżowane przerażeniem, szły w całkowitej ciszy.
Prof. Jacek Leociak z Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN podkreśla: "uważam, że Janusz Korczak mógł nie dojechać żywy do Treblinki. Prawdopodobne - uwzględniając bardzo zły stan jego zdrowia - zmarł z wycieńczenia podczas morderczej podróży". Jak wyjaśnił, w kwietniu 1942 r. Korczak pisał do swojej wieloletniej współpracowniczki Natalii Zandowej przedstawiając swój stan zdrowia: "przyjść nie mogę, bo jestem stary, zmęczony, słaby i chory. (...) bolała głowa, bolały plecy i nogi, i ręce, i kaszel męczył, (...) zmęczyłem się, ale w nocy nie wypocząłem. Wiecie, jak źle jest, kiedy coś boli, kiedy z trudem człowiek wstaje i chodzi - kiedy mu zimno i ma dreszcze, i kaszle".
Profesor tłumaczył, że w "Pamiętniku" pedagog wracał do wspomnianych wątków, do zmęczenia, do mozołu ubierania się co rano, do trapiącego go kaszlu, złamanego zęba, który kaleczy język. Doktor Mordechaj Leński, który badał Korczaka w getcie, wspominał: "Był wychudzony, policzki miał pokryte czerwonymi plamami, oczy płonęły. Mówił szeptem, oddychał z trudem. Prześwietlenie ujawniło wodę w klatce piersiowej. Dr Korczak nie przejął się tym. Zapytał, do jakiego miejsca dochodzi wysięk. Gdy się dowiedział, że woda nie doszła jeszcze do czwartego żebra, machnął ręką".
W czerwcu 1942 r. Janusz Korczak poddał się operacji zaniedbanego wrzodu w okolicach łopatki. Stella Eliasbergowa wspominała, że miesiąc później był w bardzo złym stanie. Osłabione serce, nogi i stopy miał tak spuchnięte, że musiał kłaść się na parę godzin do łóżka - tłumaczyła.
Trzeba pamiętać, że (podróż) to była wielogodzinna gehenna jazdy w wagonie zapełnionym do niemożliwości, gdzie przebywało nawet 150 osób. Podłoga była wysypana niegaszonym wapnem, na którą ludzie załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne. Wszystko się gotowało. W każdym wagonie, który dojeżdżał do Treblinki były trupy. Wielu ludzi próbowało się ratować, wyskakiwać z wagonów; część z nich zastrzelili strażnicy ukraińscy znajdujący się na dachach pociągów - mówi profesor Jacek Leociak.
Janusz Korczak (Henryk Goldszmit) - lekarz, działacz społeczny, wychowawca, pedagog - urodził się 22 lipca 1878 lub 1879 r. w Warszawie, w rodzinie żydowskiej. Od 1905 r. pracował w Szpitalu dla Dzieci im. Bersohnów i Baumanów w Warszawie, kierował Domem Sierot dla dzieci żydowskich, który istniał od 1912 do 1942 r. Współtworzył także Nasz Dom dla dzieci polskich. Swoje poglądy na temat pedagogiki zawarł przede wszystkim w dziełach "Jak kochać dziecko", "Prawo dziecka do szacunku" i "Momenty wychowawcze".
Wśród jego utworów skierowanych do dzieci najbardziej znane to: "Król Maciuś Pierwszy", "Król Maciuś na bezludnej wyspie", "Bankructwo małego Dżeka", "Kajtuś czarodziej" i "Kiedy znów będę mały".
Był autorem powieści o tematyce społecznej takich jak "Dzieci ulicy" czy "Dziecko salonu", a także innych utworów, m.in. "Koszałków opałków", "Sam na sam z Bogiem" oraz dramatów, z których zachował się tylko jeden: "Senat szaleńców", wystawiony w teatrze Ateneum przez Stefana Jaracza w 1931 r.
(ug)