"Więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu i model, który ja zastosowałem w "Szlachetnej Paczce" jest taki, że ja pozwalam ludziom znaleźć szczęście" - mówi w RMF FM gość Krzysztofa Ziemca ks. Jacek Stryczek. Koordynator charytatywnej akcji mówi o systemowych rozwiązaniach pomagania Polakom. "Nigdy nie ukrywałem, że uważam, że nie powinno państwo pomagać, tylko ludzie sobie nawzajem. Jestem za modelem obywatelskim społeczeństwa" - zauważył. Dodaje, że w ostatnich latach bieda, również wskutek działania programu 500+ zmniejszyła się. "Jest tak, że są rodziny, które już stać na to, żeby dzieci pojechały na wycieczkę szkolną" - stwierdza ksiądz. "Ja to często mówiłem, że Polska to okrutny kraj, te przemiany społeczne sprawiały, że jedni wskakują do tego wózka i jadą dalej, a inni się nie potrafią odnaleźć" - ocenia Gość Krzysztofa Ziemca.

Posłuchaj całej rozmowy!

Krzysztof Ziemiec: Ksiądz w stroju sportowym, po porannym joggingu i tak nie wiem czy jeszcze ksiądz, czy już bardziej społecznik, a może nawet celebryta, bo otacza się znanymi i pięknymi?

Ks. Jacek Stryczek: Najmniej to celebryta, ponieważ tak naprawdę nie jestem działaczem, raczej samotnikiem, myślicielem i filozofem. "Szlachetna Paczka" zbudowana jest na ideale ewangelicznym miłości wzajemnej.

Ale jest to stowarzyszenie. Nie działa ksiądz w strukturach stricte kościelnych, tylko założył stowarzyszenie, organizację pozarządową, o której ostatnio dość głośno. Może nie tylko o księdzu, ale o wszystkich innych. To dobrze czy źle? Nie mógł ksiądz znaleźć sobie miejsca w strukturach kościelnego pomagania?

To w ogóle nie patrzyłem chyba na to w taki sposób. Generalnie Kościół jest pierwszą organizacją globalną, która ma silną centralę, ale równocześnie sprzyja oddolnym inicjatywom. Jestem tego reprezentantem. A stowarzyszenie jest w ogóle fajnym rozwiązaniem - ja założyłem z moimi wychowankami z duszpasterstwa akademickiego - i sprawia, że ryzyko, te działania które podejmujemy, bierzemy za to odpowiedzialność. Dla mnie to był jakiś przełom życiowy, ponieważ raczej byłem od początku popularnym księdzem. Było tak, że jak byłem u św. Anny, że przychodzili do mnie ludzie od 9:00 rano do północy non stop i było też tak, że przez miesiąc nie wychodziłem z kolegiaty św. Anny nawet na ulicę - tam do Rynku jest 200 metrów w Krakowie - bo ciągle mnie ludzie potrzebowali. Po miesiącach nagle się tak przebudziłem, myślę sobie: "Ej, jak to? Ja mówię tym ludziom, jak mają żyć, a oni są ze mną tylko fajni, wychodzą na zewnątrz, na wolny rynek, walczą o przetrwanie. Czy na pewno to, czego ich uczę, to mówię prawdę?". I wtedy postanowiłem wyjść na wolny rynek. I Stowarzyszenie "Wiosna" to jest wolny rynek - mam pracowników, mam kontrolę, muszę płacić podatki. Walka o przetrwanie.

A jak to jest z nami, Polakami - pomagamy czy nie? Ruszyła kolejna edycja "Szlachetnej Paczki", w zeszłym roku był rekord, jak będzie w tym?

Ogłosiliśmy na początku, że to koniec ery dorobkiewiczów, nie chodzi o to, żeby mieć, ale żeby się dziać. Jak startowała "Paczka" w 2001 roku, były takie bardzo podziały społeczne w naszym kraju. 4 miliony ludzi w naszym kraju w skrajnym ubóstwie, nie mieli co jeść, nie mieli środków czystości, mieli problemy z mieszkaniem i 4 miliony ludzi już dorobiło się wtedy. Ja wymyśliłem - bo chciałem, żeby wszyscy otrzymali pomoc, nie tylko parę osób, które spotkam - że wystarczy, że połączyłbym biednych i bogatych - nie byłoby już biedy w naszym kraju. A to byłoby bardzo trudne, bo bycie dorobkiewiczem, taka postawa życiowa, że dbam tylko o siebie i o swoich...

A dziś to się zmieniło? Mam wrażenie, że chyba nie do końca!

Teraz pojawiło się takie pokolenie, że nie chodzi o to, żeby mieć, ale żeby się dziać. To są słowa moich przyjaciół, którzy brali niedawno ślub. Pytam się: co po ślubie? A on mówi - Piotrek - "minimalizujemy". Jak to minimalizujecie? "No minimalizujemy, nie chodzi o to, żeby mieć, tylko żeby się dziać", chcą smakować życia. Piotrek jest architektem, jego obecna żona jest lekarzem, zarabiać potrafią, ale nie żyją po to, żeby zarabiać, tylko chcą żyć z sensem. Ja bym powiedział, że dla mnie od dwóch lat jest taki trend, że po zimie pojawiły się przebiśniegi, bo ja się strasznie źle czułem w kraju, w którym wszyscy tylko myśleli o sobie i to pomaganie było takie trudne... Nagle teraz pojawił się taki wysyp ludzi, którzy żyją zupełnie inaczej. Lubię opowiadać o moich znajomych, mają biznes w 36 krajach, no i pytam się: no jak, jak tam żyjesz? A on mówi: "Mam pokój, w pokoju mam łóżko, szafę, bo muszę gdzieś trzymać ubrania, krzesło, biurko i Biblię. Rzeczy mnie rozpraszają".

Ale proszę księdza, pomagamy, bo chcemy, bo czujemy, to jest taka nasza potrzeba serca, czy pomagamy, bo to jest trendy? Bo się pochwalimy innym na Facebooku, że jesteśmy tacy, a nie inni?

Dla mnie nie ma to znaczenia. Uważam, że jeżeli człowiek robi coś dobrego, to dobrze. Pozostałością tego starego systemu jest to, że jak już nie można się do kogoś dowalić, to się zawsze mówi o jego złych intencjach, więc my w ogóle razem z Kubą Marczyńskim, którego pan redaktor zna, doszedłem do wniosku, że angażujemy wszystkich. Jeżeli ktoś pomaga to wiadomo - robi dobrze i powinni go inni naśladować.

To jest ten człowiek, który zdobywa takie wielkie gwiazdy, choćby piłki nożnej, które się włączają w akcję "Szlachetnej Paczki". Proszę księdza, a jak to jest z tymi, którzy potrzebują pomocy. Ich jest więcej, mniej?

To znaczy na pewno w Polsce zwiększa się klasa średnia, więcej osób się dorabia. I byliśmy też ciekawi, jak wygląda obecnie bieda w Polsce, tym bardziej że 500+ się pojawiło. W tamtym roku na 21 tys. rodzin, które otrzymały od nas pomoc, 16 tys. to były rodziny wielodzietne, co pokazuje, że jednak wielodzietność to było źródło biedy. Byliśmy ciekawi, jak będzie w tym roku. Zbieramy na razie dane. Jest tak, że są rodziny, które już stać na to, żeby dzieci pojechały na wycieczkę szkolną. Odkryliśmy, że np. wiele z tych rodzin nie ma już długów, bo wcześniej cały czas te rodziny funkcjonowały na długach, a tam, gdzie jest w rodzinnie wielodzietnej jeszcze choroba, to to jest ciągle kropla w morzu potrzeb. Natomiast odkrywamy następne ślady biedy, bo jeżeli 1/3 starszych osób, które trafiają do "Paczki" ma na dzień 7 zł na utrzymanie, jeżeli ktoś ma chorą osobę w rodzinie to na jednego członka rodziny ma 1,60 zł na dzień. 1,60 złotych! Niesamowite, jeżeli trafiamy do dziewczyny, która kiedyś została wyrzucona przez okno przez rodziców jak miała ponad roczek, teraz sama ma dziecko, ma partnera, zachorowała, on się opiekuje nią i dzieckiem i pytamy, jakie ma marzenie i on mówi, że chciałby mieć dużo kości, żeby nagotować dla wszystkich zupy, to to jest takie nieprawdopodobne dla większości Polaków, że jeszcze tak ludzie żyją w naszym kraju.

Czyli bieda się nie zmniejszyła, tylko obszary jej się zmieniły, tak?

Tak bym powiedział, tak, bo ja to często mówiłem, że Polska to okrutny kraj - te przemiany społeczne sprawiały, że jedni wskakują do tego wózka i jadą dalej, a inni się nie potrafią odnaleźć. No i my też po to jesteśmy. Ja też nigdy nie ukrywałem, że uważam, że nie powinno państwo pomagać, tylko ludzie sobie nawzajem. Jestem za modelem obywatelskim społeczeństwa.

A czego nas uczy "Szlachetna Paczka"? I księdza, i tych wolontariuszy, i każdego z nas, kto chciałby się włączyć?

"Paczka" uczy wszystkiego. Po raz pierwszy przeczytałem historię wczoraj przesłaną - wolontariuszka spotyka rodzinę, panią i rodzinę, której 4 lata wcześniej odmówiła pomocy, uznając, że nie pasuje do naszych standardów, że to jest rodzina roszczeniowa. I jak zobaczyła tę panią, to była przekonana, że będzie awantura. Ta pani podchodzi i mówi: "Bardzo pani dziękuję. Wtedy po raz pierwszy w życiu ktoś nam odmówił i z mężem przemyśleliśmy sobie to i uznaliśmy, że rzeczywiście za bardzo opieramy się na innych. Zmobilizowaliśmy się i teraz mamy oboje pracę i normalnie funkcjonujemy". Boże, nawet uczy tych, którzy nie otrzymują pomocy, że coś od nich zależy i budzimy tych ludzi. My się w ogóle specjalizujemy jako Stowarzyszenie Wiosna w tym, aby ludzi rozwijać i żeby ludzi uczyć współpracy ze sobą.

A spotyka się ksiądz z takimi głosami: "Boże, znowu zbierają, co roku zbierają, najpierw ci od "Szlachetnej Paczki", za chwilę będzie Owsiak ze swoją orkiestrą, ciągle tylko się łapać za portfel"?

Ja się nie spotykam. My działamy w "Paczce" tak, że nie chodzi o to, żeby coś na siłę wymusić. Nigdy nie szliśmy drogą szantażu emocjonalnego. Zawsze chcieliśmy pokazać, że więcej szczęścia jest w dawaniu niż braniu i ja rozumiem, że wielu ludzi ma taką tęsknotę do tego przeżycia związanego z zaangażowaniem w "Paczkę" z minionych lat, bo wtedy czuło się szczęśliwymi. To jest cały taki paradoks, że dopóki dbamy o siebie i o swoich to mamy tylko przyjemność. A przyjemność rodzi się z kacem, kiedyś to odkryłem, czyli jestem głodny, zjem, będzie mi dobrze, a znowu będę głodny. Jestem spragniony, napiję się, ale potem znowu będę spragniony. Przyjemność rodzi się z kacem, ale szczęście polega na tym, że niezależnie czy cierpisz czy nie, jesteś szczęśliwy i szczęście się bierze z tego, że przekraczasz swój świat i zaczynasz coś robić dla innego człowieka i ja to odkryłem, to jest w ogóle zdanie Jezusa, które jest zapisane w Dziejach Apostolskich. Więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu i model, który ja zastosowałem w "Szlachetnej Paczce" jest taki, że ja pozwalam ludziom znaleźć szczęście. Że to jest tak sformatowane pomaganie, że ono daje szczęście.

Mówił prawdziwy rewolucjonista ks. Jacek Stryczek.

To prawda, to jest rewolucja.