„Jesteśmy gotowi na spotkanie, jeśli do niego dojdzie” - mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch, pytany o możliwą wizytę Angeli Merkel w Polsce, do której miałoby dojść już w poniedziałek. „Jeżeli do tej wizyty dojdzie, pan prezydent będzie się chciał spotkać z panią kanclerz” - dodał. Zastrzegł jednak, że wciąż nie ma oficjalnego potwierdzenia wizyty. Soloch, pytany przez Marcina Zaborskiego o odwołany kilkanaście miesięcy temu szczyt Trójkąta Weimarskiego, powiedział: „Temat Trójkąta nie jest zawieszony (…). Najpierw we Francji były wybory, potem w Niemczech. Miejmy nadzieję, że Trójkąt Weimarski wznowi działanie. Strona polska tego chce i mamy też pozytywny sygnał ze strony Niemiec, a Francuzi nie mówią ‘nie’”. Gość rozmowy odniósł się także do sprawy ataku na byłego szpiega Siergieja Skripala. „Nie ulega wątpliwości, że dla nas wiarygodne jest stanowisko władz brytyjskich” - mówił, po czym dodał: „Nie mamy żadnych podstaw, żeby nie wierzyć Brytyjczykom”. Czy po ataku na Skripala dojdzie do bojkotu piłkarskich mistrzostw świata w Rosji, jak sugerują niemieckie gazety? „W tych kwestiach na pewno będziemy się konsultowali w pierwszym rzędzie z Wielką Brytanią, w dalszej kolejności - z naszymi sojusznikami” - odpowiedział Paweł Soloch.

Marcin Zaborski, RMF FM: Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch, dzień dobry.

Paweł Soloch: Dzień dobry państwu.

Czerwony dywan w Pałacu Prezydenckim jest już odkurzany, a niemieckie flagi są już prasowane? 

No nie mamy w tej chwili oficjalnego potwierdzenia, ale oczywiście jesteśmy gotowi na spotkanie, jeżeli do niego dojdzie.

Paweł Soloch w Popołudniowej rozmowie w RMF FM. Posłuchaj!



Na spotkanie z Angelą Merkel...

Tak jest.

Bo mamy nieoficjalne informacje, że niemiecka kanclerz wybiera się do Warszawy.

To są informacje nieoficjalne, poczekajmy na oficjalne potwierdzenie.

Ale pewne jest to, że jeśli pani kanclerz będzie w Warszawie, w poniedziałek czy w kolejnych dniach w przyszłym tygodniu, to prezydent się z nią spotka.

Oczywiście, jeżeli do tej wizyty dojdzie, to pan prezydent będzie chciał się spotkać z panią kanclerz.

Już 1,5 roku temu miał się odbyć szczyt Trójkąta Weimarskiego, czyli szczyt przywódców Polski, Niemiec i Francji. On został wtedy odwołany, na święty nigdy odłożony. No i co? Temat wciąż jest zawieszony na kołku?

Temat Trójkąta jako taki nie jest zawieszony. Rzeczywiście tutaj między innymi wybrzmiały też kwestie związane z kalendarzem politycznym. Najpierw we Francji były wybory, później w Niemczech. 

Ale wszędzie wszystko jest uregulowane, w związku z tym można się spotykać. Prezydent Andrzej Duda zaproponuje takie spotkanie?

Miejmy nadzieję, że - i tak zresztą strona polska tego chce i mamy też pozytywne sygnały ze strony Niemiec, Francuzi nie mówią 'nie' - miejmy nadzieję, że Trójkąt Weimarski wznowi działanie. To jest jednym z naszych celów.

Nadzieja nadzieją, ale trzeba coś z tym zrobić. Jeśli Angela Merkel będzie w Warszawie rozmawiała z prezydentem Dudą, to w czasie tej rozmowy padnie propozycja, zaproszenie dla pani kanclerz?

Panie redaktorze, poczekajmy na oficjalne potwierdzenie tej wizyty i stosownie do tego potwierdzenia, na pewno agenda rozmów będzie wtedy zdefiniowana. 

Widział pan jakieś dowody, że to Rosjanie stoją za atakiem chemicznym na podwójnego szpiega Siergieja Skripala?

Nie ulega wątpliwości, że dla nas wiarygodne jest stanowisko władz brytyjskich. To jest nasz sojusznik.

Ale Brytyjczycy podzielili się z nami jakąś konkretną wiedzą, dowodami, dokumentami w tej sprawie?

Wystarczy oświadczenie pani premier May, która zażądała od strony rosyjskiej wyjaśnienia tej sytuacji, ponieważ...

Czyli wierzymy na słowo pani premier May?

Wierzymy nie tylko my, zresztą również Amerykanie, Niemcy, Francuzi, przedstawiciele, sojusznicy, członkowie Unii Europejskiej są zgodni co do tego, że Rosjanie powinni się z tej sytuacji wytłumaczyć, ponieważ środki chemiczne były użyte przez Rosjan. Brytyjczycy wskazują na Rosjan. Nie mamy żadnych podstaw, żeby nie wierzyć Brytyjczykom. 

I szef NATO mówi tak...

I dlatego prezydent udzielił poparcia i złożył wyrazy solidarności Wielkiej Brytanii. 

No właśnie. Pytanie, co poza słowami, bo szef NATO mówi: "Wielka Brytania nie jest sama, jesteśmy gotowi pomóc, jeśli tylko poproszą o to Brytyjczycy". Co Polska może Brytyjczykom w tej sprawie zaoferować?

Poczekajmy na to, co będą dalej mówili Brytyjczycy. Na dzień dzisiejszy deklarujemy się z wyrazami solidarności i jesteśmy gotowi udzielić pomocy, w takim zakresie, w jakim będziemy w stanie udzielić, jeżeli taka prośba padnie ze strony brytyjskiej. 

Mało to konkretne, panie ministrze. 

Dlatego, że nie ma konkretnych propozycji ze strony Brytyjczyków. Trzeba się odnosić do konkretnych decyzji. Na razie popieramy...

Tu konkretna propozycja pada w niemieckiej prasie. Na przykład taka: niemieckie gazety piszą, że solidarną reakcją Zachodu w tej sytuacji powinien być bojkot Piłkarskich Mistrzostw Świata w Rosji. Polska powinna zbojkotować mundial? 

W tych kwestiach na pewno będziemy się konsultowali w pierwszym rzędzie z Wielką Brytanią, w dalszej kolejności - z naszymi sojusznikami. Ważne jest, żebyśmy my wszyscy w ramach sojuszu atlantyckiego zajęli solidarną, jednakową pozycję. 

Zostawmy na razie sojuszników. Pytanie do pana, tu w Warszawie, czy dzisiaj doradził by pan prezydentowi - jako szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, żeby w czerwcu pojechał do Moskwy na Piłkarskie Mistrzostwa Świata? 


W tej chwili doradzałbym zastanowienie się nad tym, ale również temu zastanowieniu powinny towarzyszyć konsultacje z naszymi partnerami. 

I one już ruszyły?

One są stale... My byliśmy od początku w kontakcie z ambasadą brytyjską, byliśmy również w kontakcie z innymi naszymi partnerami, sojusznikami.

Panie ministrze, namawia pan prezydenta, żeby podpisał ustawę degradacyjną przyjętą przez parlament?

Ustawa degradacyjna ma charakter symboliczny, jest wyrazem pewnej oceny tego, co było w przeszłości, oceny zachowań ludzi, którzy służyli reżimowi, który z całą pewnością był reżimem państwa niesuwerennego, podporządkowanego Moskwie.

To jest opis, pytanie co za tym opisem idzie - pana poparcie dla tej ustawy i namawianie prezydenta, żeby podpisał?

Pan prezydent podejmie decyzję. Uważam, że taki akt sprawiedliwości dziejowej jest słuszny.

A rozumie pan dlaczego dzieje się to teraz, ta "sprawiedliwość dziejowa"? A nie stała się wtedy, gdy Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak jeszcze żyli?

No szkoda, ale stało się jak się stało. Lepiej, żeby w ogóle to wybrzmiało, niż gdyby to w ogóle nie miało mieć miejsca.

Pan mówi "szkoda", ale przecież premierem był Jarosław Kaczyński, w tym samym czasie prezydentem był Lech Kaczyński i można było tego dokonać, pozwalając Wojciechowi Jaruzelskiemu na to, żeby się mógł bronić przed sądem.

Najważniejsze to, że w ogóle do tego doszło. Sejm by przegłosował tę ustawę i teraz pan prezydent zadecyduje o jej podpisaniu bądź nie.

Ale nie mierzy się pan z tym argumentem, że Wojciech Jaruzelski wtedy mógłby się bronić, a teraz niekoniecznie.

To prawda, ale jeszcze raz powtarzam: lepiej, żeby to stało się teraz, niż gdyby miało nie stać się w ogóle.

Autorzy tej ustawy mówią, że to jest odpowiedź na oczekiwania społeczne. Tymczasem dzisiaj "Rzeczpospolita" publikuje sondaż właśnie w tej sprawie. I wynika z niego, że prawie połowa pytanych mówi degradacji generałów "nie". Za degradacją jest 1/4 badanych. To jak jest z tymi oczekiwaniami społecznymi w tej sprawie?

Ja mówię o akcie sprawiedliwości i ocenie moralnej, ale też jakiemuś wymierzeniu symbolicznej sprawiedliwości...

Tu jest ta ocena, w tym sondażu, panie ministrze.

Ja bym powiedział: pewne wartości nie głosuje się w... zresztą to nie było głosowanie, nie było to referendum, to jest tylko sondaż...

No to jasne...

... Więc mówimy o pewnych wartościach. Sejm, który jest przedstawicielem narodu, i którego reprezentacja została wybrana większością głosów oddanych w czasie wyborów, tak zadecydował. I on jest właśnie - nie sondaże, ale Sejm - jest wyrazem suwerennej woli narodu.

Panie ministrze, zastanawia się pan czasem, co pan jeszcze robi w BBN-ie?

Pracuję intensywnie zwłaszcza w ostatnim okresie.

Ale gdyby pan przeszedł do biznesu, mógłby pan zarabiać na przykład 65 tys. zł miesięcznie - jak pana niedawna koleżanka Małgorzata Sadurska, czyli była szefowa kancelarii prezydenta. Trafiła do zarządu PZU i ma się świetnie.

Nigdy o czymś takim nie myślałem. Nie miałem propozycji ze strony biznesu. Miałem propozycję ze strony pana prezydenta, pracy dla niego, co jest dla mnie bardzo dużym zaszczytem. Wyzwaniem przede wszystkim.

Ale gdyby pan dostał taką propozycję z biznesu, to absolutnie by pan powiedział: "Nie, nigdy w życiu nie pójdę tam pracować".

"Nigdy nie mów nigdy", ale ja nigdy nie pracowałem w biznesie i na razie moje plany na dzień dzisiejszy tego nie przewidują.

Małgorzata Sadurska też mogłaby tak powiedzieć, no ale zdarzyło się.

Tego nie będę komentował. To jest już decyzja i ścieżka kariery pani Małgorzaty Sadurskiej. Ona podjęła taką decyzję i realizuje się właśnie w takim wymiarze.

Soloch o przenoszeniu grobów na Powązkach: To rzecz do rozważenia przez Sejm. Aleja Zasłużonych to nie miejsce dla ludzi, którzy byli zbrodniarzami

"Zadziwiające jest to, że wzdłuż głównej alei nekropolii narodowej, jaką są Powązki Oficerskie, leżą ludzie o zbrodniczych życiorysach. (...) Kwatery powstańców są na uboczu" - zaznaczył Paweł Soloch. Szef BBN-u w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM pytany był o skutki ustawy degradacyjnej i o przenoszenie grobów ludzi, których dotyczy ten dokument. "Nie mam na ten temat zdania. To rzecz do rozważenia przez Sejm. Uważam, że Aleja Zasłużonych to nie miejsce dla ludzi, którzy byli zbrodniarzami, zdrajcami" - stwierdził gość Marcina Zaborskiego. Jak podkreślił, niedobrze się stało, że zwłaszcza autorzy stanu wojennego nie zostali osądzeni za życia, "co w pewnym sensie pokazuje siłę środowisk, które oni reprezentowali". "Jakieś napiętnowanie tych postaci, również poprzez tego typu akt, jest słuszne" - zaznaczył.

W internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Paweł Soloch pytany był także o nieodebrany - zdaniem mediów - przez Andrzeja Dudę telefon od Rexa Tillersona. Szef BBN-u unikał odpowiedzi, czy takie zdarzenie rzeczywiście miało miejsce. Powtarzał tylko, że Polska jest w stałym kontakcie ze Stanami Zjednoczonymi i podtrzymuje te procesy, które zostały zapoczątkowane. O spotkaniu polskiego prezydenta z szefem niemieckiej dyplomacji, Soloch powiedział, że jest ono zaplanowane na jutro w Pałacu Prezydenckim.