"Bohaterami Kloppa" nazywani są w angielskich mediach piłkarze Liverpoolu, którzy w sensacyjnym stylu awansowali do finału Ligi Mistrzów. W półfinałowym starciu z Barceloną "The Reds" najpierw musieli przełknąć gorycz porażki 0:3, a później udowodnili, że niemożliwe nie istnieje: we wtorkowy wieczór pokonali "Dumę Katalonii" 4:0!

"Bohaterami Kloppa" nazywani są w angielskich mediach piłkarze Liverpoolu, którzy w sensacyjnym stylu awansowali do finału Ligi Mistrzów. W półfinałowym starciu z Barceloną "The Reds" najpierw musieli przełknąć gorycz porażki 0:3, a później udowodnili, że niemożliwe nie istnieje: we wtorkowy wieczór pokonali "Dumę Katalonii" 4:0!
Po lewej: Lionel Messi i (w tle) inni zawodnicy Barcelony (fot. NEIL HALL), po prawej: gracz Liverpoolu Georginio Wijnaldum fetuje gola na 3:0 (fot. PETER POWELL) /PAP /EPA

Liverpoolowi udał się jeden z najlepszych rewanżów w historii Ligi Mistrzów. Po tym, jak Barcelona wygrała pierwszy mecz 3:0 na Camp Nou, mało kto wierzył, że stać go będzie na zdobycie tylu bramek, a przede wszystkim na powstrzymanie mistrzów Hiszpanii przed zdobyciem gola - podkreślili dziennikarze serwisu bbc.co.uk.

Dodali, że to, czego Liverpool dokonał we wtorek, może się równać tylko ze słynnym finałem Ligi Mistrzów w Stambule w 2005 roku, kiedy "The Reds" przegrywali z AC Milan 0:3, ale zdołali wyrównać i ostatecznie triumfowali po rzutach karnych, do czego walnie przyczynił się broniący bramki Anglików Jerzy Dudek.

W relacji agencji Reutera zwrócono uwagę, że bohater meczu na Camp Nou Lionel Messi tym razem nie był w stanie wpłynąć na losy spotkania.

Jak zauważa Onet, Argentyńczyk nie od wczoraj ma problem ze zdobywaniem bramek w wyjazdowych spotkaniach fazy pucharowej Ligi Mistrzów: odkąd gra w tych rozgrywkach, zapisał na swym koncie 33 występy w wyjazdowych meczach fazy pucharowej i zdobył w tym czasie zaledwie 11 bramek. Ta statystyka jest jeszcze gorsza, jeśli weźmie się pod uwagę trzy ostatnie sezony - wówczas Messi tylko raz wpisał się na listę strzelców - zaznacza portal.

Zdaniem dziennikarzy Reutera, "gole Origiego i Wijnalduma pozostawiły Messiego i Barcelonę w stanie stresu pourazowego".

Liverpool zaprezentował się z pasją, wiarą i determinacją - podkreślili.

Przewidywali również, że "pojawi się wiele pytań o przyszłość trenera Ernesto Valverde".

Internetowy serwis "The Sun" pisał o "epickim powrocie", nie brakowało również odniesień do 2005 roku.

Wtedy wznieśli trofeum, a teraz ostrzegają wszystkich, że mogą tego znów dokonać. Ich wytrwałość, umiejętność podniesienia się po porażce już jest legendarna. Jeśli zatriumfują, staną się nieśmiertelni - czytamy.

"Historyczny rewanż" to z kolei określenie na stronie internetowej dziennika "The Independent". Końcowy rezultat podsumowano jako "cud na Anfield rodem z powieści fantasy".

Rywalem Liverpoolu w finale 1 czerwca będzie Ajax Amsterdam lub Tottenham Hotspur. W ubiegłym tygodniu wicemistrz Holandii wygrał w Londynie 1:0, rewanż rozegrany zostanie już dzisiaj wieczorem.