Czy w kaszubskich lasach ukryty jest zamaskowany schron z okresu II wojny światowej? Przełom w poszukiwaniach ogłasza Jan Delingowski, który od ubiegłego roku stara się znaleźć domniemany, poniemiecki depozyt, jaki rzekomo miałby zostać ukryty w Dziemianach na Pomorzu. Poszukiwacz z Gdańska twierdzi, że dowiercił się do betonowej struktury, która jego zdaniem może być sklepieniem schronu.
- Jan Delingowski od ubiegłego roku prowadzi poszukiwania domniemanego, poniemieckiego depozytu w Dziemianach na Pomorzu.
- Ostatnie odwierty ujawniły betonową strukturę na głębokości około 4 metrów, która może być schronem z II wojny światowej.
- Odkrycie pokrywa się ze wspomnieniami łotewskich SS-manów i archiwalnymi relacjami dotyczącymi magazynów amunicji w tym rejonie.
- Czy to właśnie tutaj skrywa się Bursztynowa Komnata lub inny legendarny skarb? Więcej najciekawszych i najnowszych informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl
O poszukiwaniach prowadzonych przez Jana Delingowskiego, byłego radiooficera floty handlowej, zrobiło się głośno w połowie zeszłego roku. W rozmowie z dziennikarzami kanału YouTube "History Hiking", Delingowski opowiedział o nieznanym wcześniej tropie prowadzącym do miejsca ukrycia rzekomego depozytu Ericha Kocha, hitlerowskiego zbrodniarza i gauleitera Prus Wschodnich.
Według ustaleń poszukiwacza pod koniec II wojny światowej hitlerowcy mieliby wywieźć kosztowności z Królewca i ukryć w zamaskowanym schronie w Dziemianach na Kaszubach, gdzie wówczas znajdował się tajny poligon SS.
Badacz wytypował kilkanaście miejsc, w których jego zdaniem miałby zostać ukryty skarb. Po otrzymaniu zgody od Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków rozpoczął weryfikację swojej teorii, wykonując badania z udziałem geofizyków i archeologów. O ile wykonane wówczas wykopy archeologiczne nie potwierdziły sensacyjnej teorii, o tyle kolejne odwierty wykonane kilkanaście dni temu budzą entuzjazm poszukiwaczy.
Na głębokości ok. 4 metrów wiertnica natrafiła na opór, którego nie był w stanie pokonać nawet młot udarowy. Wiertło jakby tańczyło na blasze, na jakiejś pancernej osłonie - mówi Delingowski w reportażu na kanale "History Hiking".
Jak dodaje Delingowski, pobrane próbki miały wykazać obecność betonu oraz charakterystycznej papy izolacyjnej. Identyczny materiał znajdowano wcześniej przy łotewskich ziemiankach w rejonie jeziora Rzuno, co miałoby potwierdzać historyczny kontekst znaleziska.
Badacze wprowadzili do odwiertów kamerę inspekcyjną oraz miniaturowy detector, który wykrył obecność metali.
Odkrycie ma pokrywać się ze wzmiankami w archiwach łotewskich oraz wspomnieniami generała Rudolfs’a Bangerskisa, inspektora generalnego Łotewskiego Legionu SS. Wizytując Sophienwalde (Dziemiany) w październiku 1944 roku, opisał w swoich pamiętnikach potężny magazyn amunicyjny, który musiał zostać porzucony przez wycofujących się żołnierzy 15. Dywizji Grenadierów Waffen SS ze względu na brak możliwości transportowych.
W schronie miałby przypuszczalnie znajdować się zapas amunicji do broni ciężkiej - haubic i armat - wykorzystywanej na poligonie. Badacze przypuszczają, że obiekt ten, ze względu na swoją konstrukcję, może być tzw. "pancernikiem" - schronem wzmocnionym od góry płytami pancernymi. Delingowski nie wyklucza, że schron mógłby skrywać także depozyt kosztowności wywiezionych przez hitlerowców z Królewca.
Lokalni mieszkańcy od lat wspominali o istnieniu "zielonej drogi", której budowy Niemcy rzekomo nie ukończyli. Analiza modeli LIDAR oraz stare zdjęcia z prywatnych kolekcji leśników wskazują na nienaturalne struktury w terenie. Wszystkie puzzle zaczęły składać się w pełny obraz. To nie mogła być naturalna forma terenu - podkreślają autorzy odkrycia.
Delingowski planuje poszerzenie otworu inspekcyjnego, by wprowadzić do środka ramowy wykrywacz impulsowy oraz kamery o wyższej rozdzielczości. Kolejnym krokiem mają być pełnowymiarowe wykopaliska archeologiczne, które ostatecznie odsłonią tajemnicę ukrytą pod warstwami piasku kwarcowego i gliny.
Bursztynowa Komnata to legendarne dzieło sztuki, które powstało na początku XVIII wieku. Była to bogato zdobiona sala, której ściany pokryto panelami z bursztynu, złota i luster. Komnata została wykonana w Prusach na zamówienie Fryderyka I, a następnie podarowana carowi Piotrowi I Wielkiemu w 1716 roku jako symbol przyjaźni między Prusami a Rosją.
Komnata została zainstalowana w Pałacu Katarzyny w Carskim Siole pod Petersburgiem, gdzie przez ponad 200 lat była jednym z najcenniejszych skarbów Rosji. W czasie II wojny światowej została zrabowana przez wojska niemieckie i przewieziona do Królewca. Tam ślad po niej zaginął - do dziś nie wiadomo, co się z nią stało. Istnieje wiele teorii na temat jej losu, ale żadna nie została potwierdzona.
W latach 1979-2003 w Carskim Siole powstała wierna rekonstrukcja Bursztynowej Komnaty, którą można dziś podziwiać.
Autor: Mateusz Kudła


